Fire Dragon Tattoo Studio – 7 – Wódzia

Mike, jak obiecał, przyjechał o umówionej porze po każdego ze swoich nowych pracowników. Ci wpakowali się do jego Mustanga, ciekawi, gdzie ich zawiezie. Przynajmniej Kate i Charlie wykazywali jakieś zainteresowanie, bo Jason skupiał się na popalaniu i wypuszczaniu leniwie dymu przez otwarte okno z typową sobie zblazowaną miną. Czasami można się było nieźle nagłowić, żeby wymyślić, co mogłoby go poruszyć.
Dojechali do dużego klubu na Miami Beach. Stała przed nim jak spora kolejka. Mike zaparkował niedaleko, chociaż domyślił się, że i tym razem nie będą wracać tym samochodem. Ruszyli całą czwórką w stronę głównego wejścia, które po bokach podświetlone było fioletowymi neonami i strzeżone przez sporych rozmiarów bramkarza. Gdyby nie masywna palma za jego plecami, pewnie robiłby jeszcze większe wrażenie.
Charlie spojrzał w górę na świecący neon nad szerokim wejściem. Pierwsze, co mu przyszło do głowy na ten widok, to fakt, ile tu mogły kosztować drinki i jak mają zamiar wrócić do domu. Zrównał się z kumplem i weszli wszyscy do środka.
Klub był jak te wszystkie kluby w Miami — głośny, tłoczny i pełen roztańczonych gości. Bawiła się tu masa pięknych, bogatych i chętnych przygody ludzi. Okazało się, że Mike pomyślał zawczasu i mieli już zarezerwowany stolik w podziemiach.
— Och, Mike, myślisz o wszystkim! — Kate zwróciła się do niego figlarnym uśmiechem i rozejrzała po klubie, kiedy usiedli przy stoliku.
Znajdowali się w swoistej wnęce, otoczeni z jednej strony kamienną ścianką. Stolik był niski, z ciemnego drewna, a czarne kanapy bardzo wygodne.
— No, trzeba było. Inaczej byśmy nie mieli, gdzie usiąść. A wątpię, żeby Jason miał zamiar tańczyć całą noc i zarywać panienki — prychnął rozbawiony Mike, ale mężczyzna nie skomentował, tylko zapalił papierosa. Na szczęście można było tu palić. Inaczej pewnie musiałby wychodzić co pięć minut na zewnątrz.
Nie tylko Jason nie ma takiego zamiaru, pomyślał Charlie, zerkając na Mike’a, ale nie mając nadziei, że ten zapomniał o planie. Już sam nie wiedział, czy cieszyć się tym, że spędza wieczór w takim drogim klubie, czy może stresować nadchodzącym zadaniem.
— To cooo? — Kate wyciągnęła się do przodu, opierając łokcie na stoliku. Wyglądała bardziej przebojowo niż w pracy. Na nadgarstkach miała liczne rzemyki i bransoletki, oczy mocniej podkreślone czerwienią i czernią, a ciuchy skąpe, ale nie dziwkarskie. Takie, żeby wygodniej się jej tańczyło. — Jakieś drinki?
Jason wstał, powstrzymując gestem Mike’a.
— Zamówię coś. Thomas chyba jest dziś w pracy — mruknął niby do siebie, ale i tak cała trójka mogła usłyszeć drugą część jego wypowiedzi.
— Masz tu znajomości? — zainteresował się Charlie, popatrując na niego w górę.
— No, przecież ci mówiłem, że pracowałem kiedyś na bramce. Co chcecie?
— Dla mnie blue lagoon — poprosiła Kate.
— To samo — podchwycił Charlie.
— Malibu. I weź też butelkę czegoś dobrego na później — dodał Mike.
— Ta jest, szefuńciu — zachrypiał mężczyzna i odszedł.
Kate tupała butem o podłogę do rytmu klubowej muzyki. Na szczęście nie siedzieli zaraz pod głośnikiem i swobodna rozmowa nie była niczym zaburzona.
— Fajny klub wybrałeś — Charlie zwrócił się z uśmiechem do Mike’a. — Tylko stąd na taksówkę z powrotem wydasz fortunę.
— Spoko. Raz się żyje — odparł Mike, rozsiadając się wygodnie na kanapie i śledząc wzrokiem co ładniejsze dziewczyny przechodzące obok ich stolika.
Każda była klubowo ubrana, ale nie tandetnie, a ze smakiem i bardzo zmysłowo. Jak widać, klasa klubu dawała o sobie znać, choć oczywiście idealnie być nie mogło i gdzieś w tym tłumie dało się od czasu do czasu dostrzec mało gustowną panienkę.
— No, skoro ty płacisz. — Charlie zaśmiał się. Także śledził wzrokiem, ale facetów. Większość jednak obejmowała dziewczyny. Ale wolał siedzieć tutaj z nimi niż w gejowskim klubie sam.
Kate powoli się niecierpliwiła. Już chciała iść na parkiet. Na szczęście w końcu przyszedł Jason z ich drinkami i butelką czegoś mocniejszego.
Mike uniósł swoją szklankę i spojrzał po nich.
— No, to za Fire Dragon! — powiedział z uśmiechem samozadowolenia.
— Za Fire Dragon! — odparła cała trójka. Z różnym entuzjazmem, ale cała.
Kiedy wypili i ich szkła uderzyły o blat stolika, Kate pierwsza poderwała się na równe nogi. Złapała Charliego za rękę i pociągnęła.
— Chodźmy tańczyć!
Chłopak roześmiał się, wypił jeszcze trochę, już ciągnięty przez koleżankę i odstawił szybko szklankę, żeby podążyć za nią w tłum roztańczonych ludzi. Obejrzał się jeszcze, żeby zobaczyć, czy pozostała dwójka też się ruszy. Mike wstał bez pośpiechu, a Jason dalej popijał swój alkohol.
Tańczyli trochę w ścisku, bo było sporo ludzi, ale muzyka była dobra. Może nie taka, jakiej słuchało się w zaciszu domowym, ale tutaj spełniała swoje zadanie i pobudzała do ruchu. Kiedy na zewnątrz było upalnie, wnętrze klubu było przyjemnie ochłodzone, choć bliskość innych ciał sprawiała, że zmarznąć się zwyczajnie nie dało.
Kate bujała się w rytm między chłopakami. Czasami ocierała się o jednego albo drugiego. Niespodziewanie jednak poczuła na swoich biodrach czyjeś silne, nieznane dłonie. Odwróciła głowę do tyłu, żeby zobaczyć, kto się do niej dostawiał. Przywitał ją czarujący uśmiech przystojnego blondyna. Na jej buzi pojawił się szeroki i pełen zaskoczenia uśmiech, kiedy go ujrzała. Mike i Charlie zwrócili na niego wzrok uważnie. Ten pierwszy zwyczajnie zaciekawiony, ten drugi automatycznie otaksował nieznajomego szybkim spojrzeniem. Przystojniak. Jak z reklamy drogich, męskich perfum.
Mężczyzna zaczął tańczyć z dziewczyną, nie zaszczyciwszy jej kumpli spojrzeniem. Jego oczy miały kolor przejrzystego nieba, jak zauważył Charlie. I tańczył naprawdę nieźle. Wyraźnie zadowolona dziewczyna obracała się wokół całej trójki. Bawiła się świetnie.
Naraz Mike poczuł, jak na ramię zwala się czyjaś ciężka dłoń. Był równie zaskoczony, jak chwilę temu Kate. Odwrócił się szybko i ujrzał stojącego za plecami Jasona. Mężczyzna wyróżniał się z tłumu, nie tylko wzrostem. Pochylił się do chłopaka i krzyknął mu do ucha, żeby przebić się przez głośną muzykę.
— Chodź się napić! Możesz wziąć młodego. — Po tych słowach odszedł w stronę ich stolika.
Mike spojrzał za nim i po chwili namysłu chwycił Charliego za nadgarstek, ciągnąc go do ich stolika. Ten dał się pociągnąć, mimo że przez ramię obejrzał się jeszcze na nowego partnera Kate.
Po przedarciu się przez tłum, zwalili się obok Jasona na kanapę. Ten już nalewał im do kieliszków. Przesunął każdemu po dwa i sam wziął sobie tyle samo.
— Na obie nogi. Żeby lepiej się wam tyłeczki kręciły! — Zaśmiał się i wychylił po kolei oba kieliszki.
Mike sięgnął powoli po swoje i wypił, krzywiąc się dyskretnie. Charlie zrobił to samo i odkaszlnął, czując, jak ciepło rozlewa mu się po żołądku i przełyku.
— Mmm, dobre! A co do tańczenia, to bym chętnie zobaczył, jak twój tyłek też się kręci.
— Kiedy indziej i gdzie indziej.
— Taaak? Obiecujesz? — Charlie pochylił się do niego z zadziornym uśmiechem.
— Nie jestem od obiecywania ci czegokolwiek, młody — prychnął Jason i odpalił papierosa, a chłopak wydął wargi.
— Nieczułe — skwitował i zapatrzył się poprzez ludzi na parkiet, gdzie Kate dalej w najlepsze tańczyła z tym przystojnym blondynem. Że też mnie takie ciacha nie podrywają… Męskie rysy, całkiem nieźle wyrzeźbione ciało pod firmowymi ciuchami.
Mike podążył za nim wzrokiem i po chwili zwrócił się do Jasona:
— Pewnie nie masz pojęcia, kim jest ten koleś, który tańczy z Katy?
— Pierwszy raz widzę. — Zapytany ledwo spojrzał na gościa, zaciągając się papierosem.
— No tak. Skąd mógłbyś wiedzieć? Nie twoje rewiry — zakpił Mike w odpowiedzi, a Jason popatrzył na niego przeciągle.
— Taa, teraz ty mnie interesujesz. Co mi tamten ptaszek? — Zaśmiał się chrapliwie i złośliwie.
Charlie był zbyt zajęty wypijaniem trzeciego kieliszka i oglądaniem tańczącej dwójki, żeby zwrócić uwagę na ten komentarz.
Mike zmarszczył się. Nie cierpiał tego faceta. Normalnie go nie cierpiał.
— Super. Ale nie licz na to, że to docenię, bo chuj mnie to obchodzi — burknął z cynicznym uśmiechem.
— Spoko, tu chodzi tylko i wyłącznie o moją przyjemność — zaznaczył rozbawiony Jason, drażniąc się z nim z wyrazem demonicznej satysfakcji w oczach.
Mike westchnął, kręcąc głową. W tym czasie Kate razem z tym nieznajomym blond cudem zniknęli Charliemu z oczu, więc chłopak zwrócił wzrok z powrotem na siedzącą przy nim dwójkę.
— Pijecie czy nie? Jak nie oblejemy porządnie otwarcia, to nam się studio zawali — rzucił, biorąc od Jasona butelkę i nalewając im do kieliszków.
Starszy tatuażysta kiwnął głową w aprobacie, choć głównie wobec pomysłu oblewania, bo powody picia były na dalszym planie. Mike po chwili wziął od chłopaka kieliszki. Znowu dwa. Wypili.
— Katy nas wystawiła — stwierdził Charlie, rozglądając się, mimo że percepcja znacznie mu się osłabiła przez alkohol.
— Dobrze się bawi. Na zdrowie niech jej idzie — odparł Mike i nawet nie zwrócił uwagi, jak pod stolikiem Jason otarł stopę o jego łydkę.
— No. — Młodszy chłopak skinął głową, czując już lekkie szumienie w głowie. Zerknął na ostatki płynu w butelce. — Skoczę po jeszcze jedną?
— Jasne. Idź do tego barmana w niebieskiej koszuli z tatuażem na szyi i powołaj się na mnie — odparł Jason, już zadowolony, że będzie mógł pomęczyć Mike’a, kiedy nie będzie Charliego.
Manager, widząc jego minę, już taki zadowolony nie był. Skrzywił się nieznacznie. Z jednej strony wiedział, że nie powinien zostawać z tym niebezpiecznym, bezczelnym facetem sam na sam, ale z drugiej godność nie pozwoliła mu uciekać.
— Może na razie jednak dość? Mamy całą noc — zasugerował, ale Charlie już go nie słuchał. Skinął na potwierdzenie Jasonowi i poszedł we wskazanym kierunku.
— Co to za niezadowolona minka? — zagadał Jason, opierając rękę na kanapie, tuż za plecami Mike’a. Miał gdzieś, czy ktoś uzna ten gest na dwuznaczny. Teraz liczyła się dla niego dobra zabawa, a tę zapewniał mu manager ich nowego studia.
— Wydaje ci się. — Ten uniósł lekceważąco brew, równocześnie rzucając zniechęcone spojrzenie na jego rękę.
— No, przecież widzę, że się boisz. — Jason zaciągnął się papierosem i podsunął chłopakowi filtr do ust.
Mike prychnął, potem zaciągnął się i odpowiedział:
— Ciebie? Po prostu średnio mam ochotę zostawać w twoim towarzystwie. — Starał się przekazać w głosie i spojrzeniu tyle niechęci, ile czuł do niego w rzeczywistości. Niestety, nie działało. Mężczyzna był na to odporny.
— A to czemu? — zamruczał chropowatym głosem, oglądając go sobie z zafascynowaniem.
— Domyśl się. — Mike nalał sobie trochę płynu z butelki i wtoczył alkohol do gardła. Potrzebował rozluźnienia, które rzeczywiście zaczynał sukcesywnie odczuwać.
— Przecież jestem dla ciebie taki miły — Jason zaśmiał się, przesuwając palcem wskazującym po tyle szyi chłopaka.
Mike zacisnął zęby, czując, że od tego dotyku aż przeszedł go nieprzyjemny dreszcz. Uważał, że Jason jest nieprzewidywalny i w duchu trochę się go bał, czego oczywiście nie zamierzał pokazywać otwarcie.
— Za miły — wycedził i spojrzał na zaludniony klub. — Może nie tutaj, co?
— A gdzie byś wolał, hmmm? — Jason rozejrzał się jednak kątem oka, upewniając się, czy Charlie nie wraca.
— Za bardzo się rozochocasz. Teraz świętujemy. Daj sobie spokój i mnie nie wkurzaj.
Jason zmierzył go spojrzeniem, cmoknął i ze zniechęceniem się odsunął.
— Znaj moje dobre serce. Jeszcze sobie odbiję.
Mike westchnął cicho i odchylił się na oparcie. Był zaskoczony, że mężczyzna rzeczywiście odpuścił, ale nie zamierzał marudzić.
Chwilę później wrócił do nich Charlie, niosąc butelkę, a następnie stawiając ją na stole.
— Sorry, że tak długo — rzucił i usiadł obok Jasona.
— Nie ma sprawy. — Mike uśmiechnął się do niego.
Jason od razu wziął butelkę, otworzył ją i rozlał im alkohol.
Po jakimś czasie, kiedy i tę butelkę zdążyli opróżnić do połowy, przy ich stoliku pojawiła się Kate. Miała mocne rumieńce na policzkach i była rozweselona. Cała jej twarz promieniowała szczęściem z udanej zabawy.
— Dobrze się bawicie beze mnie! — zauważyła z uśmiechem.
— No a jak, maleńka! — Jason zaśmiał się, chwycił ją za nadgarstek, pociągnął do siebie i usadził na kolanach.
Dziewczyna roześmiała się, a Mike przysunął sobie jeden suchy kieliszek i nalał tam z butelki. Podsunął go dziewczynie.
— Pij. My już zdążyliśmy zadbać o powodzenie Fire Dragon, ale ty też musisz mieć swój wkład — oznajmił z pijacką powagą.
Kate od razu wypiła, ani myśląc oponować. Aż nią zatrzęsło. Wystawiła język, oplatając jedną rękę wokół szyi mężczyzny, na którego kolanach siedziała, tak dla równowagi. Wyglądała, jakby piła coś w trakcie.
— Booosko się bawię!
Jason trzymał ją w talii jedną ręką, drugą przytknął do ust papierosa, zaciągnął się i wypuścił dym nosem.
— Widać — skomentował stan koleżanki rozbawiony Charlie. — Z kim to tyle piłaś, że tak się zataczasz?
— Z Rusheeeeeeem! — zapiszczała, przytulając się do Jasona i mimowolnie wpakowując mu twarz w swój biust. Ten zaśmiał się, czując to.
— To ten blondyn? — dopytał Mike, potrząsnął głową, mrugając oczami i rozlał do kieliszków resztki alkoholu.
— Taaak! Jest cudowny! — odpowiedziała z entuzjazmem, przygryzając wargę, cała podekscytowana.
Mike pokręcił głową z uśmiechem, przysuwając każdemu kieliszki i wahając się chwilę przy Kate.
— To może tobie już wystarczy? — rzucił ze śmiechem, widząc, jak dziewczyna tuli się do Jasona z rozbieganym wzrokiem. Na jego propozycję jednak wydęła usta, jakby urażona.
— No co ty! Nie wypiłam aż tak dużo! — fuknęła. — Mam po prostu zajebisty nastrój.
— Noo… jak uważasz. — Mike przysunął jej kieliszek, już czując, że będzie ją musiał wnosić do samochodu. Jeżeli sam da radę tam dojść.
Jason podał dziewczynie kieliszek, samemu biorąc jeden.
— No to zdrówko — wzniósł toast i od razu wypił.
Reszta poszła w jego ślady. Kate zmarszczyła twarz w szerokim uśmiechu. Mężczyzna, na którym siedziała, przytrzymał ją, po czym przyssał się do jej szyi, aby następnie zrobić jej malinkę. Będzie dziewczyna miała pamiątkę.
Ta zamruczała ze śmiechem i podrapała Jasona po włosach z tyłu głowy, podkulając kolana. Mike zapatrzył się na nich, mrugając powiekami, a Charlie uśmiechnął się pod nosem. Widok był przedni. Żałował tylko, że Mike nie miał takiego zwyczaju, by dosysać się do kogoś, kto nie był płci, do jakiej czuł pociąg.
— Chyba już nie pijemy więcej — skomentował wesoło.
— A co, już wymiękasz? — odpowiedział Jason z chrapliwym śmiechem, chwytając butelkę i pijąc z gwinta.
Charlie zapatrzył się na niego w niemym szoku. Sam już nawet nie trzymał kieliszka prosto, ale Jason najwyraźniej miał bardzo mocną głowę.
— Ale oczywiście, że mogę jeszcze! — zaprzeczył z teatralną powagą na twarzy i wstał, od razu lekko się chwiejąc. — Iść po następną?
— Nie. — Jason zatrzymał go, chwytając za rękę i bez problemu ściągając na kanapę. — Wystarczy, że ją będę niósł — dodał poważnie.
Mike poczuł się wdzięczny mu za to, że to nie na niego spadnie ta powinność, bo nieźle kręciło mu się w głowie. Zresztą czasem fajnie byłoby nie być tym, który musi być odpowiedzialny za resztę. Rzadko kiedy tego doświadczał.
Charlie opadł na oparcie kanapy i spojrzał na Jasona uważnie.
— A sam będziesz w stanie? — spytał z powątpiewaniem, kiedy zobaczył, ile płynu zniknęło w gardle mężczyzny.
— Tak. Tylko się ze sobą pieprzyliśmy. Nie piłeś ze mną, to nie wiesz — ten prychnął i poprawił sobie na kolanach dziewczynę, która powoli zaczęła na nim zalegać.
— Mmm, we wszystkim taki dobry? — rzucił z rozbawieniem chłopak, pochylając się do niego.
Mike wywrócił oczami, widząc to. Pięknie. Widocznie wkraczali na teren zgejonych tematów, w których nie chciał brać udziału. A już na pewno nie, kiedy jednym z rozmówców był Jason.
— Dobra, starczy tego — warknął, wstając bardzo chwiejnie w celu ich rozsunięcia, ale zamiast tego zachwiał się i o mało nie zwalił się na Charliego.
— Starczy czego? — Młodszy chłopak zaśmiał się. — Też chcesz na kolanka jak Katy?
— Nie, wal się! — warknął manager ich klubu, starając się zebrać. Za dużo wypił, czuł to. Spojrzał jeszcze na Jasona, który chichotał z całej sytuacji, najwyraźniej nie zamierzając pomóc.
— No dobra, dobra. Może chcesz się przewietrzyć? — spytał Charlie, wstając do niego. — Już chyba koniec z piciem, bo Jason na drugim ramieniu będzie cię zanosił.
— Nie pogardzę. — Ten popatrzył na Mike’a wymownie.
— A mnie to nie chciałeś — zwrócił się do niego od razu młodszy chłopak. Miał mściwość w oczach.
— Ty to co innego. Już wypróbowany, a Mike jest świeży. — Jason zaśmiał się jak wrona. Podniósł się i silnym ramieniem przytrzymał Kate przy sobie.
— Wypróbowany…? — Charlie poczuł się urażony. — Dzięki, cholera.
— Świeży? Ja pierdolę, nie zbliżaj się do mnie — warknął Mike, który przysiągł sobie, że nawet jakby się wywrócił, nie pozwoli, żeby Jason mu pomógł.
Starszy z tatuażystów tylko roześmiał się z reakcji kumpli, a Charlie spojrzał na niego wilkiem. Potem wyciągnął ramię do Mike’a.
— To pomóc ci, czy mam się walić i cię nie dotykać? — spytał z grymasem.
Starszy chłopak z wysiłkiem pozbierał się o własnych siłach.
— Stoję — stwierdził dobitnie. — Spadamy stąd.
Charlie wzruszył ramionami i poszedł pierwszy, nie oglądając się na nich. Za nim podążył Jason z Kate, która pijacko zerknęła na Mike’a.
— Choooodź, Mike! — zawołała i pewnie gdyby nie głośna muzyka, usłyszałaby ją połowa klubu.
Jason skrzywił się. Wrzasnęła mu niemal do ucha. Mike za to tylko zerknął na nią zmulonym wzrokiem, idąc, a raczej przebijając się za nimi przez tłum.
Wytoczyli się z klubu na świeże powietrze, mijając wielkiego bramkarza. Mike od razu upadł na murek przy budynku, który wydał mu się teraz zbawieniem, bo w przeciwnym razie padłby na twarz na chodnik i mógłby stracić swoje dotychczasowe powodzenie. Miał zaczerwienione od alkoholu policzki, więc z błogosławieństwem odczuwał wiatr.
Charlie zaczął się rozglądać za Mustangiem kumpla, ale, mimo że ten swoim kolorem powinien przykuwać wzrok, nie mógł go dostrzec. Wszystkie samochody wyglądały identycznie i… niewyraźnie.
— Gdzie zaparkowaliśmy?
— Niech cię to nie interesuje. Niedługo przyjedzie po nas taksówka — odparł starszy chłopak, a Jason posadził Kate obok niego.
Kiedy dziewczyna oparła się o murek z zamkniętymi oczami, mężczyzna popatrzył na Mike’a i Charliego. Ale kiedy żaden z nich nie sięgnął po telefon, pokręcił głową i sam zadzwonił po taksówkę.
— Sama nie przyjedzie, kotku. — Cmoknął do Mike’a, kiedy już schował komórkę do kieszeni.
Ten spojrzał na niego mało rozgarniętym spojrzeniem. Darował sobie wszelkie komentarze i tylko schował twarz w dłoniach, choć wcale nie pomogło mu to w przywróceniu rzeczywistości do mniej rozbujanej formy.
Taksówka przyjechała kwadrans później. Charlie chwycił za rękę Kate i pociągnął w górę, trochę się z nią chwiejąc. Zaczęli się toczyć w kierunku auta. Jason popatrzył za nimi i poklepał Mike’a mocno po ramieniu.
— Wstawaj, szefuńciu.
Chłopak wstał i zachwiał się. Utrzymał się jednak na nogach. Kate w tym czasie zaczęła przeciążać Charliego, więc Jason podszedł i chwycił ją pod ramiona, by móc wpakować ją do taksówki. Wreszcie wszyscy wsiedli i ruszyli.
Jason popatrzył na Mike’a i położył mu dłoń na udzie. Chłopak nie zareagował, bo wszelkie docierające do niego bodźce były dziwnie przytłumione. Charlie też nie mógł tego widzieć, bo siedział na przednim siedzeniu obok kierowcy. Jedynie Kate była zagrożeniem. A raczej byłaby, gdyby kontaktowała.
Jason uśmiechnął się do siebie i ścisnął udo swojego managera. Chwilę masował przez spodnie jego nogę, a potem podążył dłonią nieco wyżej. Podobało mu się to, co miał pod palcami.
Mike zamruczał i przechylił się, opierając się bardziej na Kate, która siedziała po jego lewej stronie i spała jak zabita. Mężczyzna w tym czasie zacisnął rękę na jego kroczu, spoglądając na niego drapieżnie. Nie przyznałby tego głośno, ale obecna sytuacja sprawiała, że i sam był bardziej podekscytowany. Nie był pewien, czy to dobrze, że ma takiego seksownego szefa, ale niewątpliwie dostarczało to wielu wrażeń.
Chłopak zamlaskał, niezbyt kontaktując. Na szczęście już dojeżdżali do mieszkania Jasona, więc mężczyzna zabrał dłoń z jego krocza, nie przestając jednak patrzeć na niego jak na swoją ofiarę.
Taksówkarz zaparkował na podjeździe, a Jason wysiadł pierwszy i dosłownie powynosił zwłoki z tylniego siedzenia. Charlie, który o dziwo tak źle się nie czuł, wyniósł się sam. Uprzednio z grymasem na ustach zapłacił kierowcy sporą sumkę. Wiedział, że tak to się skończy.
Kiedy taksówkarz odjechał, patrzył, jak Jason otwiera drzwi od swojego mieszkania i złapawszy oba trupki, wtaszcza do środka. Sam podążył za nim, chwiejąc się i po drodze bawiąc się breloczkiem. Wkroczył do domu, w którym jeszcze nie był.
Trochę się zdziwił, bo było czyste i porządne. Co prawda mocno ascetyczne, ale były podstawowe meble, takie jak duża, bo niemal na całą ścianę, kanapa. Na przeciwległej ścianie wisiał wielki telewizor. Od salonu odchodziło kilka par drzwi, a kuchnia była otwarta.
Zamrugał. Spodziewał się trochę większego bajzlu. Nie wyraził jednak swojego zdziwienia, tylko zdjął buty i wszedł głębiej, oglądając salon, a po chwili zwalając się bez pytania na kanapę. Jason położył obok niego Kate i Mike’a.
— Kurwa — warknął i odszedł, żeby się rozebrać.
Mike w tym czasie zaczął niespokojnie się ruszać, próbując wstać, ale Charlie przyciągnął go za ramię z powrotem w dół.
— A ty gdzie? — wymamrotał. — Weź odpocznij.
W tym samym czasie Kate zwaliła mu się głową na kolana, mówiąc coś do siebie niezrozumiale. Na szczęście po chwili wrócił Jason.
— Idź spać do tamtej sypialni. — Wskazał Charliemu drzwi za jego plecami. — Tych dwoje zaraz tutaj położę i dojdę do ciebie — skłamał z pewnością w głosie.
Charlie spojrzał na niego w górę i pokiwał głową. Odsunął od siebie dziewczynę, która przechyliła się na drugi bok, a potem wstał chwiejnie i zatoczył się do wskazanego pokoju.
Jason patrzył jeszcze chwilę, jak chłopak znika za drzwiami sypialni, po czym pochylił się z wrednym uśmieszkiem nad szefem.
Ten siedział na kanapie z głową odchyloną do tyłu, przymkniętymi oczami i rozstawionymi nogami. Zamruczał z niezadowolenia, kiedy poczuł oddech mężczyzny tuż przy swojej szyi. Jason, nie zważając na pomruki chłopaka, polizał go po szyi, samemu przy tym mrucząc. Spojrzał na jego przystojną twarz i ugryzł w ucho. Jedną ze swoich chudych dłoni podążył pod koszulkę Mike’a i przejechał nią kilka razy po jego ładnie zbudowanym brzuchu. Aż skierował ją wyżej, na jego klatkę piersiową. Uszczypnął go w sutek, na co Mike odpowiedział tylko cichym jęknięciem. Był spity do nieprzytomności i Jason nie miał zamiaru z tego powodu sobie odpuszczać.
Podciągnął mu bluzkę i pocałował go w brzuch, po czym zaczął rozpinać mu spodnie. Mike i na to nie zareagował inaczej niż tylko wierceniem się na kanapie. Jason w tym czasie sprawnie zsunął mu spodnie do kolan, spoglądając dumny z siebie, na pakunek w jego bieliźnie. Uśmiechnął się jak diabeł i postukał lekko palcem wskazującym w rysujący się pod slipkami czubek penisa. Pocałował materiał bielizny i już chciał mu ją zsunąć, kiedy Mike zamruczał jakoś głośniej. Brzmiał, jakby chciał coś powiedzieć, ale język za bardzo mu się plątał. Jason uniósł na niego spojrzenie swoich zimnych, szarych oczu. Sprawdzając, czy Mike jest niepożądanie zbyt przytomny, podsunął się do niego w górę, chociaż równocześnie wsunął mu palce pod gumkę bielizny.
— Co tam, kwiatuszku? — zamruczał chrapliwie tuż przy jego szyi.
— Niebobrze… — mruknął chłopak mało wyraźnie.
Jason zamarł i popatrzył na niego chłodnym wzrokiem.
— Będziesz rzygać? — spytał sucho.
— Tak… — jęknął Mike, chwycił się Jasona za szyję i aż nim zatrząsnęło od zbierających się mdłości.
— Kurwa, czekaj! — warknął tatuażysta, na ślepo wciągając mu z powrotem gacie. Starał się go podnieść równie szybko, co delikatnie, żeby nie zbełtał mu się na plecy. — Idziemy do łazienki — ostrzegł i chwycił go w pasie, aby poprowadzić do drzwi.
Chłopak uwiesił się mężczyzny, dając się ciągnąć. Drugą ręką zatykał sobie usta i starał się, żeby nogi jak najbardziej go utrzymywały.
Jason wreszcie doprowadził go do łazienki i zrzucił z siebie jego ramię, sadzając go przy ubikacji. Nie mając zamiaru go pilnować przy tej czynności, wyszedł z łazienki, zamykając za sobą drzwi. Stanął jednak za ścianą, mimowolnie nasłuchując. Może i nie należał do najmilszych ludzi na świecie, ale wolał poczekać, aż chłopak skończy i odłożyć go do łóżka. Spanie na zimnej podłodze pod kiblem albo z głową w sedesie nie było niczym fajnym.
— Już? — spytał po chwili przez drzwi, kiedy usłyszał dźwięk spłukiwanej wody.
Odpowiedziało mu ciche przekleństwo i dźwięk opadającego na podłogę ciała, więc wszedł do środka. Chłopak siedział oparty o ścianę, z przechyloną do przodu głową.
Jason westchnął ciężko, zdjął ręcznik z wieszaka, namoczył go w zimnej wodzie i kucnął obok niego. Odchylił mu twarz i mało delikatnie mu ją wytarł, jak psu, który właśnie wpakował mordę w kałużę błota. Mike stęknął coś i uchylił powieki, trochę otrzeźwiony.
— Do łóżka… — zajęczał z bólem wypisanym na twarzy.
— Tak, tak, do łóżka — westchnął mężczyzna i chwyciwszy go pod pachy, podniósł go. Wyciągnął go z łazienki i zaniósł do salonu najdelikatniej jak umiał, bo nie chciał plamy wymiocin na podłodze.
Usadził swojego seksownego gościa na jednym z foteli. Kate przetransportował do sypialni, do śpiącego już Charliego, rozebrał ją do bielizny i tam zostawił. Wróciwszy do salonu, rozsunął rozkładaną kanapę i podszedł do nieprzytomnego Mike’a.
Ten patrzył otępiałym wzrokiem przed siebie. Twarz miał poszarzałą i ogólnie wyglądał na wyprutego. Kiedy Jason do niego podszedł, tylko spojrzał na niego i opadł głową do tyłu, niezdolny utrzymać ją w pionie. Mężczyzna pokręci głową z rezygnacją. Bez ceregieli zaczął go rozbierać. Miał trochę problemów z bluzką, w którą Mike się zaplątał, ale w końcu rzucił ją na fotel obok. Potem zabrał się za jego spodnie, a chłopak patrzył na niego z góry zamulonym wzrokiem. Nie protestował, więc już po chwili był w samej bieliźnie. Jason chwilę się zastanowił, czy jej też z niego nie zdjąć. Kiedy jednak sięgnął tam dłonią, Mike odtrącił ją.
— Zostaw — wybełkotał.
— Morda w kubeł, nic ci nie zrobię — warknął gospodarz i unieruchomiwszy mu ręce, zdjął mu slipy. Gdy już to zrobił, pociągnął go do siebie, objął w talii i przetransportował na kanapę.
Mike zdobył się tylko na grymas i chwycił się za skronie jedną ręką. Upadek nie podziałał dobrze na jego głowę, w której wciąż szumiało.
Mężczyzna zaczął się rozbierać, odkładając na kanapę swoje rzeczy. Charlie zabije mnie rano, jeśli obudzi się pierwszy. Postanawiając jednak to zignorować, położył się obok jego kumpla, który przewrócił się na bok, tyłkiem do gospodarza i zamruczał pod nosem coś o tym, że już nigdy nie weźmie wódki do ust. Jason uśmiechnął się pod nosem. Przy bardzo dużej ilości dobrej woli można było powiedzieć, że nawet ciepło. Złapał chłopaka w pasie i przytulił do siebie, jednak tak, żeby nie dotknąć kroczem jego pośladków i nie przestraszyć go w ten sposób.
Mike już przysypiał. Zajęczał coś, próbując odsunąć jego ręce od siebie, ale poza tym nie rzucał się za bardzo. W końcu jednak nie dając rady odepchnąć mężczyzny, zasnął. A Jason jeszcze chwilę gładził jego ciało, nim nie poszedł w jego ślady.

21 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 7 – Wódzia

  1. Katka pisze:

    Marta, spoko, Mike już na tyle przyzwyczajony do gejowskiego towarzystwa, że nie byłoby tak źle :) Pomarudziłby, pomarudził i by mu przeszło XD

  2. another69 pisze:

    Katka, jak nie stanie się nic strasznego z waszym sposobem pisania, albo nie zginę w wypadku to pewnie nadal tu będę ;p

  3. Katka pisze:

    Another, nooo, szkoda, szkoda, ale co zrobić. I tak to mega fajne, że są też takie osoby, które praktycznie od samego początku są z nami i wciąż komentują :D Ale tak, żal, że część odeszła. Więc wiesz, mam nadzieję, że za kolejne 100 rozdziałów FDTS wciąż tu będziesz XD

  4. another69 pisze:

    „Czasami można się było nieźle nagłowić, żeby wymyślić, co mogłoby go poruszyć.” – aaaa… Musiałam tu wrócić ponownie xD Ja już wiem buhaha *,* I tak teraz widzę, że jest tu dużo komentów od osób, które już się nie udzielają, szkoda ;p

  5. Adela pisze:

    shiv, to czy Mike chce czy nie to mnie nie interesuje :P, ważne że ja chcę. Lecę poczytać dalej, bo a nóż widelec moje marzenia się spełnią.

  6. Shivunia pisze:

    Adela >> Siemka. Pozwolisz, że odpiszę pod jednym komentarzem też na wcześniejsze. Po 1) bardzo się cieszymy, że do nas cie przywiało ;) Miło będzie jak się nie rozczarujesz. FDTS, jest naszym „pierworodnym” i strasznie tasiemcowatym tworkiem. Tak czy inaczej, liczymy, że dotrwasz do aktualnej akcji ;P Dzięki za komentarze
    „bo czekam ciągle na więcej seksu :P” – Oj, bo nie można tak wszystko od razu, ale będzie. To mogę obiecać ;) Staramy się go też… że tak powiem urozmaicać w granicach dobrego smaku (jak nie w FDTS, to w innych opowiadaniach)
    „Charlie to taka pierdoła życiowa, która leci na swojego kumpla i jeszcze żałośnie się doprasza o buziaka.” – bo głupiutki jest i zakochany po uszy. Z akcentem na głupiutki XD
    „To jest karalne i jeszcze ta jazda po pijanemu, co za degenerat :P” – strasznie zły chłopiec co nie? XD
    „niech ktoś, ktokolwiek przeleci Mike, chłopak stanie się bardziej życiowy albo barziej pasujący do gejopowiadania:P” – ale może on nie chce być przeleciany? A on taki biedny, wszyscy mu tego życzą hehehe
    „Jonson, Mike i Charlie powinnie miec trójkąt” – przypuszczam… że chociaż jedna osoba mogła by być na nie, a jedna na tak. Z trzecią trooochę nie jestem pewna XD
    Miłego czytania ;)

  7. Katrina Conquista pisze:

    „- Z Rusheeeeeeem – zapiszczała, przytulając się do Jasona i mimowolnie wpakowując mu twarz na swój biust. ” < Czy to jest alterego Shiv!? XD

    Jason-molestator w akcji haha

  8. Shivunia pisze:

    ” bo czuje sie zmolestowana jednym spojrzeniem jego”
    Matko jak pięknie to ujęłaś XD Mike wie co czujesz ;*

  9. wariss pisze:

    jak ja nie lubie Jasona. Przypomina mi takiego gościa z którym chodze na zajecia, tez ma taki olewacki stosunek do wszystkiego i napawa mnie grozą. hahaha Strach koło niego siedziec bo czuje sie zmolestowana jednym spojrzeniem jego. Biedny Mike. Rozdzial cudowny. Pozdrawiam.

  10. Czajnik pisze:

    jak zwykle zakonczone w najlepszym momencie i to zdecydowanie w waszym opowiadaniu jest na tak ^^
    nie moge doczekac sie dalszej czesci szczegolnie ze sytuacja powinna rozstrzygnac sie jednoznacznie ^^

  11. wampi pisze:

    no i biedny Mike, tak dla odmiany XD już to widzę – Charlie wstaje. nie widzi Jasona. wychodzi z sypialni. widzisz ich obu. nago. zaczyna wrzeszczeć (takie „AAAAAA!”). Mike się budzi. krzywi z bólu. patrzy. widzi Jasona. i zaczyna się drzeć razem z Charliem. a Jason wstaje i odpala papierosa. i każe im zamknąć mordy XD

  12. mszynisz pisze:

    Zgadzam się z Panią DaughterOfWind – złowieszczo się zrobiło jak Jason sie zaczął dobierać do biednego Mike’a :P
    Ja się zastanawiam co się stanie jak Mike się pierwszy z nich wszystkich obudzi o_O Ale będą jaja!

  13. DaughterOfWind pisze:

    Jason! Co za buc… -.- Ale czego się spodziewać po kolesiu bez jakichkolwiek zasad. Oblecha. Biedny Miki. T^T Zmolestowany.
    I się Charlie nam obudzi z kacem po wodę, a tu surprise… Huhu. Byłoby ostro. I jeszcze biedaczek nic nie może, bo Jasonowi nie przegada, żeby sobie odpuścił.

    Ha! Ale znowu trafiłam z dniem XD Czułam, że dzisiaj coś nowego. Trzeci raz już tutaj jestem ;p

  14. Smile pisze:

    Oj, z Jasona to jest dopiero diabeł ;]
    Zastanawiam się z kim Mike pierwsze się prześpi? Z Jasonem czy Charliem? xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s