Fire Dragon Tattoo Studio – 6 – Dragon

— Jesteś piękny.
Mike zmarszczył nos, aby po chwili z westchnieniem przewrócić się na bok. Charlie zamarł na chwilę, a potem przyjrzał mu się uważniej. Nie mogąc się opanować, chwycił w dłoń włosy, żeby mu nie przeszkadzały i pochylił się nad jego ciałem, muskając lekko ustami skórę na klatce piersiowej. Pod spodem czuł twarde mięśnie i słyszał bicie serca. Przymknął oczy i polizał skórę przy sutku, wzdychając cicho. Jemu samemu serce tłukło jak oszalałe, kiedy ostrożnie badał palcami mięśnie jego brzucha. Starszy chłopak zamruczał i westchnął, nie budząc się jednak. Wyglądał, jakby coś mu się śniło.
Charlie, zafascynowany tym nieruchomym, pozornie całkowicie dostępnym dla niego ciałem Mike’a, pokonał językiem drogę po skórze w dół do krocza i delikatnie pocałował członek. Po chwili wysunął język, żeby zaznaczyć na nim kilka zawiłych, mokrych śladów.
Usłyszał, jak z góry starszy chłopak stęka niskim głosem i jak wtula się bardziej w poduszkę. To był chyba cud, że jeszcze się nie obudził.
Charlie spojrzał na jego twarz, wahając się chwilę. Cofnął dłonie od ciała Mike’a i skierował do swojego penisa, który był już nieco pobudzony. Przygryzł wargę i zaczął się masturbować, popatrując na kumpla. Ciało Mike’a, mimo względnej ciemności panującej w salonie, było i tak bardzo ładnie widoczne. Te wszystkie zagłębienia i opalona od słońca skóra…
Zupełnie nie myśląc o tym, czy to, co robi, jest fair, klęknął przed kanapą i przyspieszył ruchy dłoni. Jego wzrok jeździł zachłannie po całym ciele starszego chłopaka. Wiedział, że może nie mieć już takiej okazji, więc chciał jak najwięcej zapamiętać.
Po jakimś czasie doszedł w swoją rękę z głuchym stęknięciem i chwilę klęczał nieruchomo. Potem wytarł się o ręcznik i pocałował Mike’a w czubek głowy. Miał naprawdę dużo szczęścia, bo ten nawet nie drgnął, śpiąc dosłownie jak zabity.
Charlie przykrył go, zaniósł brudny ręcznik do łazienki i poszedł do sypialni, by położyć się na łóżku z westchnieniem. Różne szalone rzeczy robił już w życiu, ale zawrotnie bijące serce podpowiedziało mu, że teraz zrobił coś bardzo lekkomyślnego. Ale jak zwykle, myślał dopiero po fakcie.
Schował twarz w dłoniach i zamknął oczy.

***

Kiedy obudził się rano, Mike’a już nie było. Zgodnie z zapowiedzią zmył się wcześniej. Nie obudził gospodarza przed wyjściem.
Znudzony Charlie zaczął bez celu krzątać po mieszkaniu, aż zabrał się za poprawianie swoich szkiców, które miał zamiar przerobić na wzory tatuaży. Nad dopracowaniem całości zleciało mu kilka dni. Z plikiem gotowców pojechał pod podany przez Mike’a adres studia, gdzie Kate i Jason pracowali nad wystrojeniem.
Parking przed budynkiem był sporych rozmiarów, a wszystko dzięki centrum handlowemu znajdującemu się po drugiej stronie. Na szczęście kawałek przed samym studiem nie był zajęty.
Zdziwił się trochę, wchodząc do środka i widząc Jasona z chustką na głowie oraz zaledwie w wąskich, uświnionych farbą spodniach, malującego skomplikowany projekt na ścianie. Kate gapiła się na jego pracę z rozdziawioną buzią i szmatką w ręku. Widocznie gdzieś szła, żeby coś zrobić, ale nie doszła, bo widok na ścianie całkowicie wybił ją z rytmu.
— Hej! — zawołał do nich, rozglądając się po pomieszczeniu.
Większość była zasłonięta foliami, żeby farba nic nie zbrudziła. Hol nie był wielkich rozmiarów, ale sporej wielkości okna dawały na niego widok już z zewnątrz. Dalej był korytarzyk, który zapewne wiódł do pracowni, zaplecza i magazynku.
Dwójka jego przyszłych współpracowników odwróciła się w jego stronę. Kate z promiennym uśmiechem, a Jason… jak to Jason, z kamiennym spojrzeniem bez wyrazu.
— I jak ci się podoba? — zagadała pełna entuzjazmu dziewczyna. Włosy miała pospinane byle jak, żeby nie przeszkadzały jej w porządkach, a na jej ramionach wisiała stara, za duża, szara koszulka z pandą.
— Całkiem sporo tu miejsca — odpowiedział chłopak z pełnym zadowolenia uśmiechem, wchodząc głębiej i zaglądając przez kolumnę do drugiego pomieszczenia. — I widzę, że dużo już zrobiliście. — Zerknął z podziwem szczególnie na dzieło Jasona powstające na ścianie.
— W sumie głównie to ekipa remontowa, ale Jason z tą grafiką… — Dziewczyna aż westchnęła z uznaniem. — Ma tyle szczegółów. Och, już nie mogę się doczekać otwarcia!
— Noo… genialne wychodzi — przytaknął chłopak, stając obok Jasona i podziwiając każdy szczegół jego malowidła.
Było olbrzymie, zajmowało całą ścianę i nie było jakimś tam malowidłem, ale całkiem skomplikowanym. Wydawało się złożone z wielu szczegółów, ale Charlie jeszcze nie mógł stwierdzić, co dokładnie przedstawia. Widział tylko małe szczególiki, które zapewne miały potem stanowić pełen kształt.
— A ty co teraz robisz, Katy? W czym wam mogę w ogóle pomóc? — Rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając czegoś do roboty dla siebie.
— Ja ogarniam swój kącik. Wiesz, powoli już znoszę swój sprzęcik i takie tam. A ty jak chcesz, możesz… — Zamyśliła się.
— Ogarnij magazyn — rzucił Jason. — Nawet nie mam gdzie zostawić na noc farb.
— Nie ma sprawy.
Charlie odwrócił się z zamiarem przejścia do dalszego pomieszczenia, ale zatrzymał się jeszcze na moment, rozglądając w poszukiwaniu czystego miejsca, gdzie by mógł schować wzory. Podszedł wreszcie do szafki zasłoniętej folią i schował do niej plik kartek. Zaraz potem znalazł magazyn po drugiej stronie studia. Był niemożliwie zagracony pudłami, a na podłodze walały się resztki foli, papierów i innych tobołów.
— Tylko nie otwieraj pudeł! — Usłyszał zachrypnięty wrzask Jasona z głównego pomieszczenia.
Spojrzał z niesmakiem na ten cały bajzel. „Nie otwieraj pudeł…” Zaburczał pod nosem. Tu były głównie same pudła. Wycofał się na chwilę z magazynku, zdjął czystą koszulkę i powiesił ją na drabinie w korytarzu, żeby jej nie zbrudzić. Potem zabrał się za wrzucanie do worków zbędnych śmieci pozostawionych przez ekipę remontową.
Kiedy skończył i syf w magazynie skurczył się odpowiednio, pojawił się tuż za nim Jason, jakby tylko na to czekał.
— A teraz wynieś je tam. — Wskazał kawałek salonu nieosłoniętego folią, który Kate właśnie kończyła sprzątać. — Tylko delikatnie.
— Te wszystkie pudła? — spytał Charlie, patrząc to na nie, to na Jasona. — A co w nich jest?
— Sprzęt — wyjaśnił i wrócił do malowania.
Charlie zabrał się do przenoszenia, a każde kolejne pudło wydawało mu się cięższe od poprzedniego. Ułożył cały sprzęt na wyznaczonym miejscu i potarł czoło wierzchem dłoni. Rzeczywiście, zrobiło się jakoś przestronniej.
— Sporo tego mamy — powiedział, dyskretnie rozchylając otwarcie jednego pudła i patrząc ciekawsko do środka.
Nie zobaczył wiele, bo wszystko było opakowane w folię bąbelkową, więc zamknął pudło z powrotem i zabrał się do sprzątania razem z Kate, nie widząc nic pożyteczniejszego do roboty dla siebie. Jason w ogóle nie zwracał na nich uwagi, zajęty swoim malowaniem.
— A że się tak spytam, widziałeś się ostatnio z naszym kochanym szefem? — zagadnęła Kate, wycierając kurz po zdjęciu kolejnej folii zabezpieczającej.
— Piliśmy kilka dni temu, a potem tylko przez telefon gadaliśmy. A co? — Charlie zerknął na nią, odbierając folię i wciskając ją do worka na śmieci.
— A tak się chciałam spytać. Pewnie jest zajęty.
— Załatwia wszystko, żebyśmy mogli już otwierać — powiedział Charlie domyślnie. — Ale nie było go tu, gdy to ogarnialiście?
— Nie. Wpadł tylko do mnie i zostawił mi klucze. Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia, jak Jason się tu zjawił. — Zerknęła z ukosa na wysokiego mężczyznę.
Charlie też spojrzał na niego ciekawsko.
— Wiemy, że nas słyszysz — oznajmił, patrząc w jego plecy. — Jason, jak tu wszedłeś? Mike ci dał klucze?
Mężczyzna nie odwrócił się do nich i milczał jeszcze dobrą chwilę, nim się w końcu odezwał.
— Zapłacił mi własnym ciałem, żebym tu przyjechał i grzecznie zapierdalał. — Zaśmiał się jak wredny diabełek. — Więc zapierdalam.
Kate zamrugała, nie wiedząc, czy słowa tego mężczyzny powinna brać na poważnie, czy jednak traktować jako żart. Charlie za to zbladł i dopiero po chwili się otrząsnął.
— Głupi żart — skwitował, patrząc na niego z grymasem na ustach.
— No, więc po chuj pytasz? — odparł Jason, rozbawiony ich reakcjami. Nie było trzeba się specjalnie domyślać, by stwierdzić, że lubi się drażnić z ludźmi. Sama jego aparycja na to wskazywała. A te miny, zlewczy ton i spojrzenie z ukosa, mówiły same za siebie.
— Żeby uzyskać odpowiedź na zadane pytanie — powiedział sucho chłopak.
— No, to ją uzyskałeś.
— A może taką zgodną z prawdą?
— A ta nie jest zgodna z prawdą? — Mężczyzna droczył się z Charliem, czerpiąc z tego najwyraźniej dużo frajdy. Nic nie mógł poradzić na to, że według niego chłopak był zabawny, kiedy się irytował.
— Nie! — wycedził Charlie, w którego oczach błyskały iskierki rodzącej się złości albo… zazdrości. — Nie żartuj, cholera, w taki sposób.
— Jak chcesz — starszy tatuażysta wzruszył tylko ramionami.
Niezadowolony Charlie przeszedł obok niego i zaczął zbierać folie z drugiej strony pomieszczenia. Musiał czymś zająć ręce, jak zwykle, kiedy czymś się denerwował. Jeśli Jason żartował, to był to bardzo niefajny żart. A jeśli mówił poważnie… Wolał nawet o tym nie myśleć.
— Kiedy to skończysz? Tylko tutaj jeszcze musimy posprzątać — zwrócił się do Jasona, gdy zniósł część folii do holu.
— Dziś w nocy.
Charlie nic nie odpowiedział, tylko oparł się o framugę drzwi nieco brudnymi z tego kurzu plecami i zaczął się bawić breloczkiem, popatrując na Jasona. Jakby go analizował, choć i tak wiedział, że tatuaże na skórze mężczyzny nie zdradzą mu prawdy.
W końcu Kate stwierdziła, że musi się zmywać, bo zaczynało się robić późno. Pożegnali się z nią i zostali sami w pustym studiu. Charlie usiadł na stole i popatrzył na wciąż malującego na ścianie Jasona. W duchu podziwiał jego zdolności i to skupienie, które poświęcał, gdy już zaczynał robić swoje.
— Pomóc ci w czymś? — spytał po dłuższym czasie milczenia.
— Nie.
— No to idę, jak nie mam po co tu siedzieć — mruknął i zawrócił po swoją koszulkę. Zanim ją ubrał, przetarł się jakąś szmatką. Miał nadzieję, że nie była brudniejsza od jego ciała.
Jason nic nie odpowiedział, tylko w skupieniu malował na ścianie, całkowicie wyłączony. Wszystkie elementy miały takie małe szczegóły, a całość coraz bardziej zaczynała coś przypominać. Jakby jakieś… zwierzę.
Charlie wrócił do pomieszczenia i zakręcił nerwowo breloczkiem na palcu.
— Co to będzie?
— Zobaczysz.
Tak zdawkowa odpowiedź go zgasiła, ale nie zamierzał się na siłę dopraszać uwagi, więc zwyczajnie ruszył do wyjścia.
— To na razie.

***

Następnego dnia całkiem wcześnie zaparkował swoim czerwonym Dodgem przed ich przyszłym studiem i wysiadł z samochodu, kierując się do wejścia. Zza wielkich szyb dało się dostrzec wnętrze, już jakieś jakby… czystsze i pełniejsze niż wczoraj.
Gdy wszedł głębiej, zobaczył, że mężczyzna śpi tuż przy wejściu na kanapie dla klientów, która była jeszcze opakowana w folię. Malunek na ścianie był już wymalowany i wyglądał… niesamowicie. Był złożony z licznych, małych wzorów, zwierzątek, roślin i wszelkich innych cudeniek, jakie ludzie każą sobie tatuować na ciele. Jednak, jak się na niego patrzyło z daleka, przedstawiał ognistego smoka… Do złudzenia przypominającego tego, jakiego Mike miał na plecach.
Gdyby Charlie miał coś w rękach, właśnie upadłoby to na podłogę. Stał na środku pokoju i wpatrywał się w grafikę, całkowicie oszołomiony. Czuł coś jeszcze, czego nie umiał zdefiniować. Nie odwracając od malunku szeroko otwartych oczu, powiedział dosyć głośno:
— Jason.
Zaspany mężczyzna stęknął z niezadowoleniem i otworzył oczy, zerkając na chłopaka. Dotychczas leżał ze zgiętymi w kolanach nogami, bo inaczej by się na tej kanapie nie mieścił, a dłonie trzymał skrzyżowane na piersi.
— Czego…?
Charlie odlepił spojrzenie od rysunku i spojrzał na mężczyznę z mieszanymi uczuciami. Milczał chwilę, żeby poukładać sobie myśli w głowie.
— To jest niesamowite — oznajmił najpierw dziwnie rzeczowym tonem, co było dosyć głupie, skoro kierował je do całkowicie zaspanego, najwyraźniej zirytowanego człowieka, który i tak pewnie ma gdzieś jego opinię.
Nie mylił się. Jason tylko prychnął i odwrócił się do niego plecami, zamykając z powrotem oczy. Skończył to cholerstwo niecałe dwie godziny temu.
— Jason — powtórzył Charlie równie głośno, patrząc w jego plecy i zaczynając powoli dopuszczać do siebie emocje.
— Kurwa, czego? — mruknął mężczyzna, już nie odwracając się w jego stronę. Czego on jeszcze chce?!
— Widziałeś tatuaż Mike’a?
— Mike’a? Jakiego Mike’a? — Zaśmiał się chrapliwie, ale wciąż bardziej do siebie niż drugiego tatuażysty.
Charlie aż zadrżał, czując coś nieprzyjemnego wspinającego mu się w górę kręgosłupa. Zazdrość, a może irytację, że ktoś dotykał jego obiektu westchnień.
— Zadałem ci pytanie.
— Kazał mi coś namalować. Więc zażyczyłem sobie inspiracji — odparł Jason, jakby nigdy nic.
Charlie zacisnął zęby, żeby nie zareagować zbyt gwałtownie.
— Nie baw się teraz ze mną w żadne głupie gierki słowne i odpowiedz na proste pytanie — burknął, a jego głos wyraźnie drżał. Odchrząknął. — Co zrobiłeś Mike’owi?
— A skąd od razu pomysł, że coś mu zrobiłem? — mruknął mężczyzna. W tym samym momencie otworzyły się drzwi i do środka wparował nie kto inny jak Mike.
— Co tu się dzieje? — spytał, widząc minę kumpla.
Charlie był tak zaskoczony jego wejściem, że się nie odezwał. W tej jednej chwili spróbował ocenić minę zarówno Mike’a, jak i Jasona, już samemu nie wiedząc, co myśleć. Poza tym, że był zmieszany, to w jego ciemnych oczach wciąż świeciła złość.
Mężczyzna na kanapie z mozołem podniósł się do pozycji siedzącej, słysząc, że przyszedł drugi chłopak.
— No hej, szefuńciu. Podoba się? — wychrypiał, wskazując głową malunek.
Mike skierował wzrok na ścianę i powoli przełknął ślinę. Trudno powiedzieć, czego to była oznaka. Charlie popatrzył na niego z wyczekiwaniem.
— Niezły — odparł w końcu starszy chłopak.
— Wiedziałem, że ci się spodoba. — Jason zaśmiał się i zerknął na Charliego. — Ale nie wiem, czy twojemu kumplowi przypadł do gustu.
— Mówiłem, że jest ładny — odpowiedział Charlie pozornie spokojnie, patrząc na Jasona nieprzeniknionym wzrokiem. — Twój talent nie podlega dyskusji — rzucił akcent na słowo „talent”, jakby sugerował, że aktualnie cała reszta owej dyskusji podlega.
Mike zmarszczył brwi, popatrując na Charliego bystro.
— Masz jakiś problem? — spytał, a Jason zerkał to na jednego, to na drugiego z diabelskim uśmieszkiem. Nie żeby chciał im jakąś krzywdę wyrządzić albo coś, ale takie sytuacje go bawiły. To, że sam był ich kreatorem, nie liczyło się.
— Nie mam — odpowiedział chłopak tonem ewidentnie wskazującym coś innego.
Jason zaśmiał się demonicznie, najwyraźniej rozbawiony, czego nie można było powiedzieć o skołowanym Charliem.
— No, ale, kurde, nie kręć, jak…
— Odpuść. Młody po prostu jest zazdrosny. — Jason nie dał skończyć Mike’owi.
Charlie nie rozumiał, dlaczego ten facet w łóżku był tak cholernie seksowny, a czasem, kiedy się z nim gadało, to miało się dość.
— Nie jestem zazdrosny — zaprzeczył, chcąc skończyć tę rozmowę, bo czuł, że mu nerwów nie starcza. — Mówiłem, że nie ma problemu.
— To nikt mi nie wyjaśni, o co tu chodzi? — spytał Mike, unosząc brew i patrząc na nich poważnie. Nawet założył do tego ręce na piersi, żeby wyglądać surowiej i chociaż swoją postawą zmusić ich do zwierzeń.
— Oj, bo młody ma podejrzenia, że cię przeleciałem. Bo jak inaczej miałem widzieć twój tatuaż? — zakpił Jason, a Mike aż zadławił się powietrzem i z szokiem spojrzał na Charliego.
Ten natychmiast się zarumienił i w tym momencie miał ochotę po prostu udusić Jasona. Boże, jakiego idiotę z siebie zrobiłem!
— No… bo, kurde… — zaczął mówić do Mike’a, ale zrezygnował i spojrzał na Jasona. — Uciszyłbyś się już!
Mężczyzna tylko prychnął, wstał i odszedł. Był z siebie dumy. Namieszał wystarczająco… Jak na razie.
Charlie popatrzył za nim i skierował niepewne spojrzenie na Mike’a, stukając nerwowo palcami o udo.
— No więc? — spytał manager z wyczekującą miną.
— No, co miałem pomyśleć, kiedy powiedział, że dałeś mu swoje ciało za to, żeby dobrze pracował? — wybuchnął. Och, jak to absurdalnie brzmiało!
Mike odkaszlnął. Cholera, nie powinienem iść z tym facetem na układy, pomyślał.
— Mogłeś pomyśleć, że chce cię podpuścić — mruknął perfekcyjnie opanowanym głosem.
— Brzmiał na wybitnie zadowolonego, nie sądziłem, no. To jak on ten twój tatuaż zobaczył?
— Byłem u niego, żeby wyjaśnić sytuację. Zaoferował, że… — zawahał się chwilę. — Że mógłby coś namalować na ścianie, ale tylko, jeśli zapewnię mu… ekhem… inspirację — fuknął, odwracając spojrzenie i wbijając ręce w kieszenie.
Charlie zlustrował Mike’a uważnie, czując się dziwnie. Nie wiedział, czy poczuł ulgę, czy był zły. Dlatego spróbował odetchnąć głębiej i nie dopuszczać do siebie zazdrości. Przecież Mike nawet nie był jego partnerem. Nie wiedział, dlaczego tak się irytował, kiedy ktoś inny naruszał jego godność.
— I ty mu pokazałeś plecy. I koniec? — spytał, starając się przybrać trochę bardziej lekki ton, żeby złagodzić napięcie.
— W sumie to chciał, żebym się rozebrał, ale jak zobaczył smoka, to powiedział, że to starczy… — Mike westchnął, nie wierząc, że się do tego przyznaje. Czuł, że będzie musiał pogadać jeszcze raz z Jasonem, bo jak ten skurczybyk będzie tyle gadał, to ich układ się bardzo szybko wypali.
Charlie za to coś wykalkulował i nie spodobało mu się to.
— Czekaj, Mike… chcesz mi powiedzieć, że po tym, jak chciał, żebyś się rozebrał, to zacząłeś to robić? I dopiero potem nagle Jason zobaczył smoka?
Mike szybko zdał sobie sprawę, że popełnił błąd. Miał ochotę pacnąć się w czoło. Powinien być szczery z Charliem, w końcu był jego przyjacielem. Ale znał jego stosunek do własnej osoby, więc nie chciał tego bardziej zaogniać. Lepiej byłoby, gdyby o niczym nie wiedział.
— Ujmę to w ten sposób: trochę mi w tym pomagał — prychnął, starając się postawić Jasona w gorszym świetle niż siebie.
Charlie zacisnął zęby z bezsilności.
— Mike, nie kręć. Jakie „trochę”?
— No takie samo trochę, jakie ty stosujesz, dobierając się do mnie.
— Nie rozmawiamy o mnie. — Chłopak wydął wargi. — Nie pozwalaj mu na takie akcje, no — jęknął żałośnie.
— Spoko. Załatwimy to między sobą. — Mike uspokoił go gestem i na tyle ciepłym uśmiechem, na jaki było go stać. W duchu krępowała go ta rozmowa. Że w ogóle… szedł na jakieś układy z innym facetem.
Charliego te słowa ani trochę jakoś nie uspokoiły, ale nie pokazał tego po sobie i też wymusił na twarzy uśmiech.
— No… mam nadzieję. Bo już mam, cholera, wyrzuty sumienia. — Zaśmiał się lekko, ale wyszło sztucznie.
— Za te chore przypuszczenia?
— Za to, że takiego pracownika ci przyprowadziłem.
— Ma talent. — Mike westchnął i poklepał go po ramieniu. — No, ale teraz pora to wszystko ogarnąć i rozpakować sprzęt.
Charlie rzucił mu jeszcze szybkie spojrzenie. Temat pozostał niezamknięty, ale wiedział, że dalsza rozmowa nic już nie da. Szczególnie że sam czuł się skołowany.
— To bierzmy się do roboty.

***

Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany dzień. Dzień otwarcia ich salonu, Fire Dragon Tattoo Studio. Wszyscy byli już na miejscu, zebrało się też kilku znajomych i nawet przypadkowych ludzi. Zapowiadał się ciekawy dzień. Studio wyglądało wspaniale. Na wejściu poczekalnia z imponującą grafiką. Przy kanapie stolik i szafki ze wzorami, z których niektóre zdobiły też ściany. Chociaż to smok Jasona robił największe wrażenie. Po drugiej stronie holu znajdował się długi kontuar, za którym zawsze któryś z pracowników powinien siedzieć, by przyjmować przychodzących gości, kiedy pozostała dwójka będzie pracować w swoich kącikach. Do pracowni wiódł malutki korytarzyk, naprzeciwko wejścia do studia. Po jego prawej stronie była pracownia Charliego, po lewej pracownia Jasona, a dalej malutki kącik Kate, gdzie dziewczyna miała przekłuwać klientów. Na samym końcu znajdowało się zaplecze z małą lodówką, szafkami i czajnikiem, a dalej magazyn.
Mike krzątał się, starając się dopiąć wszystko na ostatni guzik. Na tę okazję założył nawet krawat, chociaż marynarkę sobie darował. W końcu nie otwierali kancelarii prawniczej, a studio tatuażu. Kate zagadywała ludzi, którzy przyszli zobaczyć, co się dzieje. Jason siedział w głębi studia, obserwując klientów spod byka. Nikt przy zdrowych zmysłach do niego nie podszedł. Charlie w tym czasie pokazywał zainteresowanym ich własne projekty tatuaży, które wywołały bardzo pozytywne wrażenie. Ludzie już zaczęli pytać o pierwsze wolne terminy, a niektórzy zapisywali się. Kate zrobiła kilku osobom kolczyki. Z racji pierwszego dnia wszystko po okazyjnych cenach. Dzień mijał na ogólnym zapieprzu, ale było miło. Jason nawet ruszył się i przerobił jednemu chłopakowi tatuaż, z którego ten nie był zadowolony.
— Ty byś mógł tatuować bardziej na widoku — zażartował Charlie. — Byłyby korzyści. Przekonałbyś do siebie tych, których odstraszasz wyglądem, jakby widzieli cię przy pracy.
Dowodem na potwierdzenie jego słów były miny pełne podziwu, kiedy z niemrawego tatuażu chłopaka, przedstawiającego… chyba łasiczkę, Jason zrobił coś naprawdę pięknego. Teraz zwierzę wyglądało jak żywe i mające zamiar za chwilę wyskoczyć z ciała klienta.
Mężczyzna nic nie powiedział na słowa młodszego tatuażysty. Zbyt dużo w to włożył pracy, żeby wylecieć już pierwszego dnia za głupie odzywki. Zaczynało mu zależeć.
Tymczasem Kate zbliżyła się ze szczęśliwym uśmiechem do Mike’a, rzucając spojrzenie na Jasona, Charliego oraz mały tłumek przy nich.
— Chyba się podoba! — zawołała z entuzjazmem. — Mamy duże szanse, co?
Chłopak uśmiechnął się jak dumny ojciec. Opierał się bokiem ciała o kontuar, trzymając ręce w kieszeni i otaczając spojrzeniem to, w co włożyli tyle serca, pracy i pieniędzy.
— Nie pochwalę, żeby nie zapeszyć… No dobra, naprawdę nieźle. I Jason jeszcze nikogo nie zabił — zażartował.
— Patrząc na jego minę, jest chyba blisko — parsknęła dziewczyna, mrużąc oczy ze śmiechu i znowu oglądając się na mężczyznę.
— I mam nadzieję, że na minie się skończy. Nie chcę kłopotów na samym początku — odmruknął Mike już poważniej. — A właśnie. Idziesz z nami potem do klubu. Trzeba to oblać w końcu.
Twarz dziewczyny rozjaśniła się jeszcze bardziej.
— No pewnie! Och, własne studio i taka super ekipa! — Przygryzła zadziornie wargę. — Jest co oblewać.
— To w takim razie jedziemy zaraz po robocie. Czy pewnie chcesz się przebrać…?
Dziewczyna spojrzała po sobie. Ubrała się ładnie, ale zdecydowanie nie klubowo. Czarne rurki wciśnięte w buty na obcasach i obcisły t-shirt z różowym nadrukiem.
— No przebrałabym się, bo głupio oblewać taką okazję w takich ciuchach. Wytrzymacie trochę, żebym się bardziej odstrzeliła, co? — Zaśmiała się.
— Spoko, też bym się przebrał. Wpadnę po ciebie jakoś po dziewiątej, okej?
— Pewnie. I macie już pomysł, gdzie pojedziemy?
— Zobaczysz. — Uśmiechnął się i odszedł w stronę Jasona i Charliego.
Najmłodszy chłopak uniósł na niego spojrzenie, gdy wyczuł za plecami jego obecność. Dotychczas patrzył na to, jak Jason dopracowuje ostatnie szczegóły w ogonie łasiczki.
— No, co tam? — zagadnął z zadowoleniem. — Nasze talenty zostały docenione.
— To się jeszcze okaże. — Mike zaśmiał się i spojrzał to na jednego, to na drugiego. — Idziemy dziś do klubu, żeby to oblać, wiecie?
— No jasne, ja jestem za. — Charlie pokiwał głową, a Jason tylko otaksował Mike’a wzrokiem i wzruszył ramionami, po czym wrócił do tatuowania.
— Ty też jedziesz — zwrócił się do mężczyzny manager.
— Po cholerę? — odparł ze zblazowanym spojrzeniem.
— Bo we czwórkę to studio otworzyliśmy, to we czwórkę będziemy oblewać otwarcie — odpowiedział spokojnie Mike.
Jason prychnął, ale kiwnął głową na znak, że się godzi i już nic nie dodał, bo chciał się skupić na pracy, a nie gadce szmatce o jakimś wypadzie.
— To wpadnę po was jakoś przed dziewiątą — dokończył Mike. — Charlie, przygotuj się ładnie. — Klepnął kumpla w plecy.
Ten przekrzywił głowę.
— A masz jakiś plan, czy jedziemy do pierwszego lepszego klubu?
— Mam plan, ale to zobaczycie później. — Mike uśmiechnął się chytrze.
Jason przewrócił oczami, opatrzył tatuaż chłopaka, a gdy ten wreszcie podziękował i po zapłacie odszedł, mężczyzna sięgnął po paczkę papierosów.
Charlie spojrzał na Mike’a ciekawsko.
— Mógłbyś powiedzieć, ale miej już tę satysfakcję za to, jak nam ładnie z tym studiem pomogłeś — oznajmił łaskawie z prześmiewczym wyrazem twarzy.
— No, mógłbym… A ty — Mike zerknął na Jasona, wykrzywiając usta z dezaprobatą. — Mógłbyś nie palić w środku, co?
Jason leniwie wsadził do ust fajka, podpalił, zaciągnął się głęboko i powoli wypuścił dym, uśmiechając się do chłopaka demonicznie. Miał zamiar rzeczywiście z tym wyjść, ale denerwowanie Mike’a sprawiało mu dużą frajdę.
— A co z tego będę miał?
Mike zmierzył go spojrzeniem, ale zerknął kątem oka na Charliego.
— Dodatkowy jeden dzień, kiedy się powstrzymam i nie wyjebię cię na zbity pysk — odparł hardo.
Jason zatrząsł się od chrapliwego śmiechu i popatrywał na chłopaka pełnym rozbawienia wzrokiem. Charlie za to obserwował ich, nie komentując. Zastukał w kolano i zmarszczył brwi.
— To jak? Wyjdziesz z tym szlugiem?— spytał poirytowanym głosem Mike, a mężczyzna z łaską wstał i wyszedł na zewnątrz.
Charlie odprowadził go wzrokiem i zwrócił się do Mike’a.
— Gadałeś z nim? Dał ci spokój?
Starszy chłopak popatrzył dłuższą chwilę w oczy kumpla, po czym kiwnął głową.
— Tak. Co prawda nie wierzę jego zapewnieniom, że już se odpuści, ale nie trząś się tak nade mną jak mama kura, okej? To trochę głupie.
Charlie wydął wargi. Głupie, a cholera ciało Jasonowi to pokazywał. Nie był pewien, kto tu był tym głupszym.
— Dobra no, nic nie mówię. Skoro z nim gadałeś, to spoko.
— No i prawidłowo. Lepiej martw się o swój dzisiejszy wieczór i o to, co mi obiecałeś. — Mike zaśmiał się.
Chłopak zagapił się na niego przez chwilę z niezrozumiałym wyrazem twarzy, a potem, kiedy nadeszło olśnienie, Mike mógł zaobserwować, jak usta wykrzywiają mu się w marudny grymas.
— No chyba żartujesz! Zepsujesz mi tym taki wieczór?
— Wieczór dobry jak każdy inny — stwierdził złośliwie Mike, siadając obok niego na kanapie. Salon powoli się wyludniał, a tymi, którzy dopiero co przyszli, zajmowała się Kate.
— Tak, bardzo. Zamiast się cieszyć, że wreszcie zaczyna się układać, to będę jak idiota zarywał… laskę. — Charlie aż zadrżał, krzywiąc wargi niechętnie. — Jesteś tyranem — wytknął mu, opadając ramieniem na oparcie.
Mike uśmiechnął się ciepło i potargał mu włosy.
— Będzie dobrze. Jak coś, znaj moją łaskę, na innej imprezie też będziesz mógł spróbować.
Charlie pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
— Przynajmniej było warto. Tuliłem się do ciebie całą noc — rzucił, żeby się z nim podrażnić za tę jego okrutną naturę.
— Dobrze, że nic z tego nie pamiętam — prychnął Mike obojętnym tonem, chociaż na samą myśl robiło mu się jakoś nieprzyjemnie. Przyjaciele nie zawsze byli idealni.
— Wystarczy, że ja pamiętam.
— I też długo popamiętasz sobie randez vous z jakąś laską! — zawołał Mike, mając na razie dość tej rozmowy, więc klepnął jeszcze raz kumpla i wstał.
— Coś za coś — mruknął niechętnie Charlie.
Mike tylko machnął ręką i wyszedł przed salon. Stał tam nadal nonszalancko oparty o róg Jason. Pet w jego ustach był do połowy wypalony. Na pewno drugi. Mężczyzna wciągał jednak zachłannie dym do płuc. Rzucił Mike’owi przeciągłe, leniwe spojrzenie.
Chłopak podszedł do niego, a tamten od razu wyciągnął w jego stronę opakowanie papierosów. Manager studia wyciągnął jednego i włożył sobie między wargi, a mężczyzna podsunął mu ogień.
— No i co tam, szefuńciu? Młody się rzuca? — Jason zaśmiał się chrapliwie, nie wyciągając peta i zapalając jego. Wyraźnie górował nad nim wzrostem.
— Nie określiłbym tego tak… ale myśl se, jak chcesz. Mi to zlewa — odburknął Mike, zaciągając się dymem. Dobre. A do tego nie dość, że dobre, to jeszcze Jason palił jak smok. Musiał wydawać majątek na te fajki.
— Spoko, przeleci się go kilka razy, to się uspokoi — odpowiedział mało subtelnie, zaciągając się, zadzierając głowę i wypuszczając w górę długi kłąb dymu.
— Mógłbyś przy mnie tak nie gadać. Mimo wszystko to mój kumpel — Mike skrzywił się przez taką oschłość, ale Jason nie wyglądał na przejętego.
— Sam się doprasza, żeby obciągać, to co mam nie mówić? — odpowiedział, żeby dla zasady się z nim podrażnić.
— A ty co, może lepszy? — burknął chłopak na wspomnienie tego, jak Jason łakomie gapił się na jego krocze, kiedy był u niego ostatnio.
Jason bez zażenowania skierował wzrok w dół do jego wypukłości w spodniach i oblizał się z diabelskim uśmieszkiem. Mike westchnął i pokręcił głową z rezygnacją.
— Debil — mruknął.
Rozbawionym mężczyzna otaksował go spojrzeniem i zgasił niedopałek butem. Potem zrobił krok do chłopaka i ugryzł go w ucho.
— Zbieramy się na imprezkę, szefuńciu — rzucił na odchodnym i wszedł z powrotem do studia.
Mike odprowadził go nienawistnym spojrzeniem. Oj, będzie ciekawie.

10 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 6 – Dragon

  1. Adela pisze:

    niech ktoś, ktokolwiek przeleci Mike, chłopak stanie się bardziej życiowy albo barziej pasujący do gejopowiadania:P

  2. Katrina Conquista pisze:

    WOT?
    Sory laski, ale nie czaję Mike’a za cholerę. Jakiś taki jest lepko zniewieściały.

    Jason jest tak nachalnie arogancki, że mam ochotę dać mu plaskacza.

    I nie mogę, że z Mike’a taka lama, że dał się tak pracownikowi, i to jeszcze takiemu bucowi jak Jason, wkręcić w rozebranie XD

  3. mszynisz pisze:

    Muahaha, zaczyna się!!! :D
    Już nie mogę się doczekać, jakie sytuacje wynikną jak Charlie będzie podrywał laskę! LOL xD
    Szczerze mu współczuję, ale równocześnie ciekawi mnie co takiego autorki znowu wymyślą genialnego! :DDD

  4. Shivunia pisze:

    Hihihihi… tak studia. Właśnie dlatego że mam na swoich taki zapieprz, za przeproszeniem, nowe rozdziały pojawiają sie tak jak się pojawiają XD
    Cieszymy się że sie podoba :D

  5. wariss pisze:

    jaaaa! trafiłam tu przez przypadek i dosłownie pochłonęłam od razu wszystkie rozdziały. Uwielbiam takie teksty. Czekam na więcej, mam nadzieje, że rozdziały będą troche częściej dodawane. hehe Najchętniej rzuciłabym studia w cholere i czytała takie rzeczy non stop… swoją drogą tak sobie myśle… zajęcia z tekstów tego typu musiałyby byc bardzo ciekawe…. ! :)

  6. DaughterOfWind pisze:

    Ha! Nie na darmo bywam tu codziennie XD Chociaż z reguły raczej tylko raz, ale wiedziona przeczuciem wpadłam po raz drugi i voila ^ ^
    Taka ta rozmowa Charliego z Mikiem zagmatwana była z deka.
    Haha, i Charlie rocks XD Nie wiem jak, ale uwielbiam gościa ;p Niby taki przeciętny charakter, ale słodka rumieniąca się ciamajda. ^ ^’

    Uh, czas goni.
    Znowu się oczekam jak głupia, ale przynajmniej warto ;p

  7. Smile pisze:

    Ach, nareszcie ;]

    Charlie…. ty mały zboczeńcu ty!
    Ciekawe co by zrobil jakby Mike się obudził? I ciekawe co by zrobił Mike? o_O”

    Jason jak zwykle przez boski i taki…. subtelny xD Czy można kochac go jeszcze bardziej? xDD

    Zastanawiam się jak potoczycie dalszą akcję… Czy Charlie jakimś cudem będzie z Mikem? A może z Jasonem… (wątpie ;D)? A może pojawi się jeszcze ktoś inny? A może… a może taka sytuacja będzie niemal cały czas? Miłość do Mike’a i sex z Jasonem?

    Aaaarrrghh! Za dużo pytań! ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s