Fire Dragon Tattoo Studio – 5 – Zakazany owoc kusi najbardziej

— No co, młody? Mam spierdalać, czy nadal potrzebujesz mnie na noc?
Chłopak podszedł do Jasona bez słowa i klęknął okrakiem na fotelu, na którym ten siedział. Pochylił się, całując go w szyję i miziając skórę nosem. Jason od razu władczo położył mu rękę nad tyłkiem.
— Mała, chętna szpareczka. I bardzo dobrze. — Zaśmiał się i chwycił zębami jego wargi.
Chłopak spojrzał mu w oczy i przejechał dłonią na jego kark, drapiąc go lekko i głaszcząc. Wpił się w jego usta i wepchnął mu język między wargi, napierając na niego ciałem, które mężczyzna ugniatał zachłannie.
Kiedy usiadł Jasonowi na kolanach, zdjął jego koszulkę przez głowę i zaczął składać mokre pocałunki na odkrytym, wytatuowanym torsie. Mężczyzna miał na torsie duży i skomplikowany tatuaż przedstawiający dwie wrogie grupy zbrojnych wojowników w starciu. Na środku, zgrabnie wpleciony w rozbryzgi krwi zabijających się przeciwników, widniał napis „the Heart of Conflict”. Bardzo pasowało to do niego i do wydarzeń sprzed kilkunastu minut.
Mężczyzna założył ręce za głowę, nie popędzając chłopaka. Widział, jak ten bada delikatnymi ruchami palców każdy jego tatuaż na ciele, równocześnie muskając koniuszkiem języka jego lewy sutek i po chwili całując go z cichym westchnieniem. Pogłaskał go po głowie i delikatnie zaczął zsuwać w dół do swojego krocza.
Charlie spojrzał w górę z rumieńcami na policzkach. Zsunął się w dół i klęknął między jego nogami przed fotelem, dobierając się do paska w jego spodniach.
— Mm, obsłużyć pana? — Zaśmiał się przy tym.
— Nie pytaj, tylko bierz się do roboty — zachrypiał Jason, gładząc go zdecydowanym gestem po włosach.
Chłopak zamilkł i rozpiął mu spodnie, żeby następnie przyssać się do jego penisa. Na razie wziął do ust tylko główkę, a od nasady pobudzał go ręką. To podobało się siedzącemu mężczyźnie, co wyraził niskim pomrukiem i zadowolonym wyrazem twarzy.
Charlie z czasem brał go coraz głębiej, popatrując w górę na jego seksowną minę. Czuł, że jego własny penis zaczyna mu uciskać spodnie, ale ręce skierował na podbrzusze Jasona, które delikatnie podrapał.
— Lubimy drapać, co, kotku? — Jason zaśmiał się, nie sprzeciwiając się takiemu traktowaniu.
Charlie w odpowiedzi zamruczał niczym kot, kontynuując takie pieszczoty, skoro mężczyzna nie oponował. Po chwili jednak nie wytrzymał i sięgnął jedną ręką do swoich spodni.
— Hej. Czekaj — Jason niemal warknął.
Chłopak odetchnął niespokojnie, nie wypuszczając jego penisa z ust. Spojrzał rozpalonym wzrokiem w górę, zatrzymując dłoń na swoim rozporku.
— Wstań — zażądał Jason, nie spuszczając z niego surowego wzroku.
Charlie zacisnął mocno uda, wypuszczając go z ust i po chwili stanął przed nim z widocznymi wypiekami na policzkach. Mężczyzna chwycił go za biodra i przyciągnął do siebie, wciąż siedząc na fotelu. Pochylił się twarzą w stronę jego krocza i przesunął policzkiem po wypukłości na spodniach. Chłopak westchnął i zagryzł wargę. Podążył dłonią do jego głowy i przeczesał mu włosy palcami. Drugą zacisnął na jego ramieniu.
Jason sprawnie rozpiął mu spodnie i zsunął je w dół. Polizał penisa przez materiał bielizny, mrucząc groźnie, a zarazem strasznie seksownie. Zdecydowanie pobudzał tym swojego aktualnego partnera.
— Ach, Jason… — wymruczał Charlie, drżącymi palcami jeżdżąc po jego plecach. Skóra mężczyzny w miejscach, w których nie było tatuaży, była dosyć blada, jak na mieszkańca słonecznego Miami.
Mężczyzna w końcu złapał zębami gumkę bielizny i zsunął ją w dół, pomagając sobie dłonią. Niecierpliwość Charliego mógł poczuć tylko przez chaotyczne ruchy jego dłoni na swoich plecach. Poza tym chłopak wpatrywał się w niego z pożądaniem brązowymi oczami.
Jason popatrzył na penisa sterczącego mu przed twarzą i oblizał się łakomie. Polizał go po nasadzie, aż ten przesunął mu się po twarzy, co Charlie obserwował z pasją. Mężczyzna w końcu wziął go do ust, liżąc najpierw wprawnie jego żołądź, po czym wsuwając sobie penisa coraz głębiej. Dłońmi ugniatał pośladki chłopaka, a długimi palcami drażnił jego szparkę.
Chłopak odchylił głowę do tyłu, przymykając oczy i rozchylając wilgotne wargi. Zadrżał dostrzegalnie pod dotykiem na tyłku. A kiedy Jason wciąż wprawnie mu obciągał, przekrzywiając głowę i mrucząc co jakiś czas, Charlie rzucił:
— Z taką wprawą to to może długo nie potrwać.
Mężczyzna oderwał się od jego penisa na chwilę i nim się odezwał, liznął jeszcze jego czubek.
— To najwyżej na dwa razy. Chyba że nie dasz rady jeszcze raz?
— Z tobą? — Charlie wyszczerzył się, oddychając szybko. — Dokończ mnie.
Jason już nie odpowiedział, tylko ponownie wziął go głęboko, niemal do gardła. Ssał go umiejętnie, nosem co jakiś czas uderzając w jego podbrzusze, a Charlie naprzemian to głaskał, to drapał go po ramionach, nie spuszczając z niego wzroku. Niedługo później mężczyzna mógł poczuć, jak jego penis drży niespokojnie. Sperma trysnęła mu w usta. Bez cienia niezadowolenia na twarzy połknął ją w całości, ssąc jeszcze chwilę czubek.
Charlie pochylił się w dół do niego i całował po skroni oraz policzku, oddychając mu na skórę gorącym powietrzem.
— Przynieś gumki i poślizg — zasugerował mężczyzna.
Chłopak uśmiechnął się i zrzucił do końca spodnie, razem z bielizną i skarpetkami. Po drodze do sypialni pozbył się jeszcze koszulki i po chwili wrócił z lubrykantem oraz kondomami.
W salonie zastał Jasona rozebranego i rozwalonego wygodnie na fotelu, z penisem dumnie sterczącym mu między nogami. Otaksował go wzrokiem, naprawdę nie wiedząc, dlaczego wcześniej do niego nie zadzwonił, by umówić się na jakiś numerek. A tak narzekał na brak seksu. Jason był raczej chętny i pewnie by mu nie odmówił.
Podszedł do niego i pochylił się nad fotelem. Oparł się jedną ręką o oparcie, a drugą przejechał po jego torsie.
— Jak byś chciał? — wymruczał, pochylając się i łaskocząc go włosami, a Jason pogłaskał go po policzku.
— Nałóż ją ustami.
Charlie połasił się do jego dłoni i po chwili zsunął się w dół. Polizał jeszcze penisa po całej długości, po czym założył mu prezerwatywę na czubek, ciągnąc ją do nasady zębami i patrząc mu w oczy. Kiedy już to zrobił, Jason podciągnął go w górę za brodę. Przyciągnął do siebie, aż chłopak nad nim uklęknął. Ten spojrzał mu w oczy bystro i sięgnął po lubrykant, aby następnie wycisnąć sobie sporo na palce oraz skierować dłoń w tył, do swojej szparki.
— Sam chcesz to zrobić — powiedział mężczyzna i ugryzł go zaczepnie w różowy sutek.
Charlie jęknął w odpowiedzi, poszerzając się pospiesznie. W sumie był już nieźle rozluźniony.
— Chcę już… — Westchnął po jakimś czasie, przymykając oczy. — Przytrzymaj go.
Jason zerknął na niego czujnie i sam przesunął rękę na jego tyłek, aby sprawdzić, czy się zmieści. Kiedy uznał, że jest w miarę okej, polizał go po klatce piersiowej i przytrzymał swojego penisa, żeby chłopak mógł się na niego nabić. Ten uniósł się najpierw na kolanach i położył dłonie na ramionach starszego tatuażysty. Oparł się na nim i powoli zaczął się opuszczać.
— Nnn… — stęknął, kiedy przez okrąg mięśni przeszła główka.
Jason przytrzymywał go przy tym za biodro, zapatrzony w jego ślicznie zarumienioną twarz. Może Charlie nie kręcił go niewiadomo jak, ale bywał seksowny w łóżku. Z jednej strony wydawał się trochę niewinny, a z drugiej potrafił być wyuzdany, co Jasonowi całkiem się podobało.
Wreszcie penis zatopił się w całości w tyłku chłopaka, który usiadł na kolanach Jasona. Poczuł go naprawdę głęboko. Naszło go dziwne porównanie, że penis Jasona nie był jak większość penisów, jakie miał — grubsze i krótsze, jak miecz. Był bardziej jak przebijająca go szabla — długi i węższy. Nie miał pojęcia, skąd mu się wzięło takie porównanie.
— Pełny. — Zaśmiał się krótko, oddychając szybko.
— Ciaśniutki i gorący — zachrypiał seksownie Jason, pocierając go dużą, ciepłą dłonią po plecach.
Chłopak przygryzł wargę, parodiując nieśmiałość i parsknął po chwili, rozbawiony. Zaraz potem uniósł się w górę i zaczął poruszać, na razie powoli, chcąc się przyzwyczaić. Mężczyzna pomagał mu jedną ręką, drugą pieszcząc jego penisa i jądra. Kiedy chłopak zaczął poruszać się szybciej, jego penis również rósł.
— Aaach! — stęknął, kiedy nabił się mocniej i wyczuwając odpowiednią pozycję, ustawił się wygodniej. Przyciągnął Jasona bliżej siebie za szyję i pocałował mocno.
Starszy tatuażysta z ochotą odpowiedział na pocałunek. Wsunął mu język do ust, błądząc tam nim w zmysłowym tańcu. Charlie to unosił się, to opadał, aż zaczęły go boleć nogi. Ale na razie to ignorował, wczuwając się w ruchy. Oddychał szybko przez nos, poddając się pocałunkowi z zamkniętymi oczami.
W końcu poczuł, jak silne ręce Jasona chwytają go mocniej za pośladki, pomagając mu się ruszać. Mężczyzna przy tym unosił intensywnie biodra, żeby dobijać się w niego głębiej.
— Mmm… dobrze — wydusił Charlie i poruszając się, wyciągnął się do niego, wdychając zapach jego lekko spoconej skóry na szyi. Jason pachniał bardzo męsko. Polizał wybrane miejsce, stękając przy tym przy mocniejszych ruchach mężczyzny.
Ten za to rozkoszował się ciepłem chłopaka. Z każdym pchnięciem w jego gorące wnętrze czuł, że jest coraz bliżej spełnienia. Charlie też był w podobnym stanie, więc zmarszczył brwi i sięgnął do ręki Jasona na swoim penisie.
— Szybciej — rzucił.
Mężczyzna wykonał jego prośbę, masturbując go wprawnie. Sam w tym czasie zaczął drżeć z podniecenia, aż w końcu doszedł z głuchym, chrapliwym jękiem. Charlie wpił się w jego usta zachłannie, jeszcze poruszając się na bardzo powoli mięknącym penisie. Po chwili doszedł pomiędzy ich ciałami z przeciągłym jękiem i opadł na Jasona, całkowicie wykończony. Położył czoło na jego ramieniu, oddychając płytko i czując wyczerpanie szczególnie w mięśniach ud. Przyjemne było to, że Jason przygarnął go do siebie, głaszcząc po plecach. Może i nie był najprzyjemniejszym facetem pod słońcem, ale wyznawał zasadę, że seks powinien być w miarę możliwości przyjemny aż do końca. W swojej logice omijał tylko rozstania.
Charlie połasił się do niego z uśmiechem zaspokojenia błąkającym mu się na ustach.
— Ale się zmęczyłem… A sypialnia tak daleko. — Zaśmiał się.
— To jakaś sugestia, żebym cię tam zawlókł?
— Taaak… — Pokiwał głową, muskając wargami ślady, które zostawił paznokciami na jego ramionach.
— Nie ma opcji. Nie jestem tragarzem — prychnął Jason, rozbawiony takim zachowaniem.
— Jason, zmęczyłeś mnie — zajęczał Charlie, przymykając oczy.
— A ty myślisz, że mnie nie?
— No dobra, dobra… — Chłopak pomachał ręką ze śmiechem i zaczął się z niego zsuwać.
Wreszcie stanął na równe nogi, sięgnął po chusteczki ze stolika i podał jedną mężczyźnie, Następnie wytarł swój brzuch ze spermy.
Jason też się oczyścił i zwinął w chusteczkę zużytą prezerwatywę. W końcu wstał i nim chłopak się zorientował, chwycił go w pasie oraz zarzucił go sobie na ramię. Charlie najpierw otworzył szeroko oczy, a potem zaśmiał się głośno.
— Wow! — rzucił z podziwem, nie spodziewając się, że Jason będzie miał aż tyle siły. — Wysoko!
— Nie kręć się, cholero! — warknął mężczyzna i ruszył do sypialni.
Charlie przygryzł wargę i nie sprawiał mu już problemów, podziwiając sobie jego ciało z tej pozycji. Gdy dotarli do sypialni, Jason mało delikatnie rzucił chłopaka na łóżko. Dobrze, że wytrzymało.
— Cholernie ciężki jesteś.
Charlie spojrzał na niego z dołu z rozbawieniem. Wtoczył się pod kołdrę, kładąc z westchnieniem na plecach.
— Ale jaki ty silny, że mnie uniosłeś.
— Tak, tak… — burknął mężczyzna i bez słowa poszedł do łazienki, żeby wziąć prysznic.
Charlie odetchnął i wgapił się w sufit, mrużąc oczy. Czuł się dobrze i nie chciało mu się teraz myśleć o tym kiepsko zakończonym spotkaniu z resztą ich nowej ekipy. Wolał skupić się na rozleniwieniu po dobrym seksie.
Po jakimś czasie do sypialni wrócił Jason i bez pardonu wpakował się do łóżka. Odwrócił się plecami do Charliego i zamknął oczy. A chłopak wgapił się w jego plecy mimo ciemności. Trochę zrobiło mu się żal, bo miał nadzieję, że będzie się mógł do niego przytulić.
— Dobranoc — powiedział zamiast tego. Ale odpowiedziała mu cisza.

***

Mike czekał, popijając białego drinka z zatkniętą na ściance szklanki limonką. Jak rzadko, był pierwszy na miejscu, więc Charlie zdziwił się, kiedy już zobaczył go przy barze. Podszedł i usiadł na wysokim, okrągłym krzesełku obok. Światła w knajpce były nieco przygaszone, więc jedynie mglisty blask mienił się na twarzy jego kumpla. Wokół nie było wielu ludzi. Barman rozmawiał z jasnowłosą dziewczyną trajkoczącą o swoim wyjeździe do Kalifornii, a przy jednym ze stolików młoda, specyficznie ubrana kobieta wróżyła z kart, chyba koleżance.
— Hej — przywitał się Charlie.
— No cześć.
Tatuażysta przyjrzał się uważnie Mike’owi i zamówił piwo.
— No i co tam? Załatwiasz coś dzisiaj w sprawie studia? — spytał, żeby jakoś zacząć rozmowę.
— Ekipa już się uwija w środku. Mam klucze. — Wyjął z kieszeni mały pęk kluczy i zakręcił nimi na placu. — Więc jest spoko.
— Super. To jakbyś się tam wybierał kiedyś w najbliższym czasie, to mi daj znać, to pojadę z tobą, okej?
— Spoko, nie ma sprawy.
Barman postawił przed Charliem piwo. Chłopak upił z kufla i zwrócił się do kumpla z poważnym wyrazem twarzy:
— Mike… masz mi za złe, że wybrałem Jasona do spółki?
— A jak myślisz? — w odpowiedzi dostał retoryczne pytanie i spojrzenie spod byka.
— Ale to jest serio najlepszy tatuażysta, jakiego znam.
— I jest szurnięty — zauważył Mike z pełnym przekonaniem.
Chłopak nie mógł zaprzeczyć, że coś w tym było, chociaż powiedziałby, że Jason był bardziej aspołeczny niż szurnięty.
— No… trudno go będzie trzymać na wodzy — przyznał z grymasem, zastanawiając się, czy jakkolwiek da się Jasona kontrolować. — Ale sam widziałeś jego szkice. Dzięki niemu interes będzie się kręcił.
— No wiem, wiem… — Starszy chłopak westchnął ciężko. — Ale jakoś… niepokoi mnie jego osoba. No… wiesz. Ty jesteś gejem, ale jakoś nie czuję się zagrożony z twojej strony… A on… to zupełnie inna historia.
— Jason ma trudny charakter. Trzeba się przyzwyczaić… Ale jak da mu się coś do roboty, to się zajmie pracą i da ci spokój. — Charlie taką miał nadzieję, ale Mike spojrzał na niego z powątpiewaniem.
— Czemu jakoś ci nie wierzę?
— Mike, no… — jęknął Charlie. Nie wiedział, co ma mu powiedzieć. — Słuchaj, sęk w tym, żebyś nie dał mu się sprowokować.
— Że niby jak? Mam się nie wkurwiać, kiedy mnie liże po twarzy? To obleśne, kurwa!
— Nie no… nie, że nie wkurwiać. No, Mike, jesteś inteligentnym facetem. Stwórz jakoś dystans między wami. Albo go, cholera, po prostu unikaj. — Charlie miał ochotę walnąć czołem w blat baru. — No ja go nie zmienię, kurde. Ale naprawdę warto przeżyć jego charakter dla jego talentu.
— Unikać? Jako jego szef? — parsknął Mike, ale w głowie zaczął mu się rodzić dość niezdrowy pomysł. Za cholerę mu się nie podobał, ale budził bardzo duże nadzieje.
— Mike, naprawdę nie wiem, co mam ci powiedzieć. To jego sposób bycia.
Manager ich nowego studia nic dłuższą chwilę nie odpowiadał, sącząc swój alkohol i myśląc. W końcu odezwał się, nie patrząc na Charliego.
— Sypiasz z nim?
Ten uniósł lekko brew, zerkając na niego znad kufla.
— No.
— A…. powiedz mi. On coś do mnie ma, czy tak sobie tylko jaja robi? — burknął do swojej szklanki dziwnym głosem. Z czymś na skraju złości i niepokoju.
— Drażni się z tobą tylko — odpowiedział szybko Charlie. — To znaczy wiesz… na pewno widzi, że jesteś przystojny i w ogóle, ale nie będzie cię do niczego przymuszał. — Chciał go uspokoić, widząc u niego taką niecodzienną minę. Chociaż tak naprawdę nie był pewien, co mówił.
— No, mam nadzieję. Spróbuj mnie zrozumieć. — Mike spojrzał na kumpla zmęczonym wzrokiem. — Jeden facet dowalający się do ciebie. Spoko. Ale drugi i to jeszcze szurnięty, to już ponad moje nerwy.
— Jeśli będzie przesadzał, to postaram się coś z tym zrobić. Zresztą Jason jest niegroźny, to tylko takie pierwsze wrażenie. Jest trochę lekceważący, ale to w porządku facet. Pokazał ci się po prostu… od złej strony. Na ogół jest spoko. A jak będzie źle, to mi powiedz, okej?
— I co zrobisz? Skarcisz go jak małe dziecko? — fuknął manager i machnął ręką na kelnera, żeby zrobił mu kolejnego drinka. — Poradzę sobie jakoś. Na każdego jest, cholera, sposób.
— No… mogę z nim przecież pogadać — mruknął Charlie, opierając brodę na złożonych na blacie rękach. — Nie chcę, żeby się do ciebie dowalał.
— Co, zazdrosny? — Mike zaśmiał się, choć wcale nie było mu do śmiechu.
— A żebyś wiedział! — parsknął Charlie. — Laski niech cię obściskują, ale jak Jason będzie cię za bardzo męczył, to już ja się z nim rozmówię. — Zaśmiał się.
— To życzę powodzenia…
— Nie bądź pesymistą, Mike. Pomyśl. Rozkręcamy super interes, mamy utalentowaną ekipę. Tylko czekać, aż kasa zacznie się sypać. Zgramy się jakoś i będzie dobrze.
Mike spojrzał na niego najpierw smutnym spojrzeniem zmęczonego psa, aż nagle uśmiechnął się radośnie i zaczął się śmiać.
— No, Charlie! Tak jak zawsze dajesz się łatwo podpuścić! — Klepnął chłopaka w ramię. — I teraz masz trzymać to pozytywne podejście, którym chciałeś mnie pocieszać.
Chłopak skrzywił usta w grymasie.
— Mike, serio…? Podszedłeś mnie tak debilnie?! — Walnął go pięścią w ramię z oburzeniem, a jego kumpel śmiał się, marszcząc zabawnie nos i pocierając uderzone miejsce.
— No. Szkoda, że nie widziałeś swojej zatroskanej minki.
— Oj, kiedyś ci się za to odpłacę. Ja nie wiem, gdzie ty z tego przyjemność czerpiesz, naprawdę.
Mike klepnął go w plecy, śmiejąc się jeszcze. Nie miał w planach czegoś takiego i jego wcześniejszy nastrój był autentyczny, ale wolał, żeby Charlie myślał, że to tylko jego głupia gierka. Nie chciał, żeby chłopak się o niego martwił jak matka kura. Przecież sam da sobie radę. Nie potrzebował pomocy do walki z przerośniętymi psycholami.
— Ja mam czasami gorzej z tobą, niż ty ze mną — marudził młodszy chłopak. — Nie wiem, jak wytrzymam, pracując z tobą w jednym miejscu.
— Wytrzymasz, wytrzymasz. Nie jestem aż tak straszny — odparł Mike ze złośliwym uśmieszkiem.
— Ten wyraz twarzy mówi sam za siebie. — Charlie w duchu cieszył się, że będzie mógł spędzić z nim więcej czasu. — W ogóle, nie będę musiał teraz pracować nocami, co nie? Dawno nie miałem okazji poszaleć na imprezach.
— Nie, wydaje mi się, że w nocy raczej nie będziemy pracować. No, chyba że coś miałoby się zmienić. Ale w to wątpię. — Mike pokiwał głową na potwierdzenie swoich słów.
— To super. No i jest nas trzech. W dzień spokojnie powinniśmy się uwijać z klientami. Poza tym pewnie na początku nie będzie tłumów…
— Nie będzie tłumów? Przecież o to nam chodzi, żebyśmy mieli ruch w interesie, co nie?
— No przecież wiem. Mam na myśli, że żeby się klientela zleciała, to będzie trzeba sobie na to zapracować.
— No i właśnie do tego będziemy potrzebowali pełnej mobilności i miłego wizerunku na początku. — Podkreślił „pełnej” i „miłego” dobitnie, jakby chciał Charliemu przekazać, że Jason jakoś nie wpasowuje się te określenia.
— Spoko, damy radę. Byleby to szybko otworzyć, bo jeszcze wydam całą kasę z oszczędności na dotrwanie.
— To przejdź na dietę, jak się tak boisz — zażartował Mike i siorbnął drinka.
Siedzieli do późna, rozmawiając o wszystkim i o niczym, a kiedy księżyc świecił już wysoko, wyszli z baru. Często zdarzało im się tak stracić poczucie czasu, ale było to tylko dowodem tego, jak dobrze się dogadywali. Mimo upływu lat, różnych profesji, grafików pracy i masy innych, nieraz niefortunnych zdarzeń.
— Cholera, znowu trzeba będzie zamawiać taksówkę… — mruknął Mike do siebie i wykręcił od razu numer.
— Nie trzeba, tylko ty chcesz — odparł Charlie z pełnym rozbawienia uśmiechem. — Ja mogę prowadzić, dużo nie wypiłem.
— Ale wypiłeś. Kurcze, prowadzenie po pijaku to kiepski pomysł. Nie masz na co tracić pieniędzy?
— Ale nawet nie mam karuzeli. I chodzę prosto.
— Ale jesteś pod wpływem — Mike zaczynał się coraz bardziej irytować.
— No jak się boisz, to dzwoń.
Starszy chłopak pokręcił głową i wezwał w końcu taksówkę.
— Będzie za jakieś pięć minut.
— Okej — Charlie uśmiechnął się i usiadł na ławce przy parkingu pełnym samochodów, mimo późnej pory. Do tego chłopak miał wrażenie, że gdzieś dalej jakaś dziewczyna klęczy przy tirze i porusza głową przy kroczu męskiej sylwetki, ale postanowił wyprzeć to ze świadomości. — To co? Jedziemy znowu do mnie? — zagadnął Mike’a, żeby to na niego patrzeć, a nie na to specyficzne zjawisko kilkanaście metrów dalej.
— Ty jedziesz do siebie, ja do siebie — odparł poważnie.
— No patrz, nie mam pracy, mam możliwość poobijania się, a ty mnie wystawiasz i każesz samemu wracać do domu.
— Nie moja wina, że nikt tam na ciebie nie czeka — odciął się wrednie Mike.
Charlie wykrzywił wargi, ale już się przyzwyczaił do takich odzywek kumpla.
— A na ciebie czeka młodziutka, śliczna i chętna panienka?
— Nie, pudło. Na mnie też nikt nie czeka. Przecież dobrze wiesz, że nadal mieszkam ze starszymi, więc panienek w domu nie mam.
— No to widzisz! Skoro i tak jesteśmy sami, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przedłużyć ten wieczór w swoim towarzystwie — odparł chłopak z uśmiechem.
— Tylko że dla ciebie jest to dużo bardziej kuszące niż dla mnie. Oczywiście nie uwłaczając naszej przyjaźni.
— Ty od razu podejrzewasz tylko jedno — mruknął niezadowolony Charlie. — I jeszcze mi powiedz, że tylko dlatego nie chcesz.
Mike zamyślił się chwilę.
— Wiesz, to jest dość kluczowy argument — prychnął z rozbawieniem.
— Cholera… — Charlie kopnął butem jakiś kamyk pod ławką. — Wkurzające, że to zawsze musi przeszkadzać.
— Och, Charlie, uwierz mi. Jakbyś był trzeźwy, to bym mógł wpaść, ale tak? Niee, niezbyt… — Zmarszczył zabawnie nos i pokręcił głową.
— Mówiłem, że nie jestem pijany! — Chłopak oburzył się. — Tylko trochę wypiłem no… Poza tym nie robię nic bez twojej zgody.
— Ale ja na ten tydzień mam dość, ogólnie, takich męskich poufałości, okej? — odparł Mike, wzdychając ciężko akurat wtedy, kiedy podjechała taksówka.
— Noż to mówię, że bym się do ciebie nie dobierał — rzucił tatuażysta z grymasem i wstał z ławki. Mocniej zawiało, więc zadrżał i przyspieszył do samochodu. — Umiem się opanować czasem, wiesz?
— Dobra, dobra, ale i tak pewnie byś chciał, żebyśmy spali razem, co?
— Chcieć mogę sobie przecież po cichu, co nie? — Charlie wszedł za kumplem do auta i podał kierowcy swój adres.
Mike przetarł twarz dłońmi w geście zrezygnowania.
— Dobra, ale śpię na kanapie.
Twarz Charliego momentalnie rozjaśniła się szerokim uśmiechem, jakby właśnie powitało go radosne, poranne słońce.
— Nie ma sprawy!
Nocne ulice Miami przemknęli całkiem szybko i nie minęło pół godziny, a podjechali pod dom Charliego. Mike zapłacił kierowcy, a Charlie poszedł przodem, kręcąc na palcu breloczkiem od kluczy. Otworzył drzwi, zapraszając Mike’a do środka. Od razu skierował się do kuchni, żeby otworzyć szafkę z alkoholem i pogrzebać w niej za czymś, co jeszcze bardziej umili im dzisiejszy wieczór. Starszy chłopak obdarzył go od razu sceptycznym spojrzeniem.
— A na dziś ci nie wystarczy?
— Nie — Charlie pokręcił głową i uśmiechnął się, przynosząc im po puszce piwa. — Niech będzie małoprocentowo.
Mike mimo oporów przyjął puszkę. Otworzył ją i usiadł na fotelu. Na tym samym, na którym jeszcze nie tak dawno Charlie uprawiał seks z Jasonem. Chłopak uśmiechnął się i postanowił zostawić tę myśl dla siebie, chociaż w tym momencie wybitnie go bawiła.
Usiadł na bliższym fotela końcu kanapy i otworzył swoją puszkę.
— Wiesz już, jak pogodzisz swoją aktualną pracę z naszym studio?
— Na ranki będę chodził do firmy, a później jakoś po południu będę wpadać do studia, ale raczej nie codziennie. Więc któreś z was będzie go otwierać — wyjaśnił Mike, popijając chłodny, chmielowy napój.
— Wydaje się w porządku. Tylko żebyś się nie przemęczał, co? Tak dwie roboty…
— Się zobaczy, jak to będzie. Spoko, o mnie się nie martw, jakoś dam radę. — Uśmiechnął się z pewnym siebie błyskiem w oku. Odkąd Charlie znał Mike’a, ten zawsze był przesadnie ambitny.
— Nooo, nie wątpię! — Zaśmiał się. — Jak zwykle zresztą, geniuszu.
— Bez przegięć z tym geniuszem.
— Przegięć? Zawsze udaje ci się dostać to, co sobie zaplanujesz, choćbyś miał ziemię poruszyć. Coś w tym musi być, skoro tak ci te wszystkie interesy idą. Hm… chociaż w sumie nie tylko interesy. Powiedz… — Charlie pochylił się do niego z rozbawionym wyrazem twarzy. — Kiedy ostatnio jakaś laska ci odmówiła?
Starszy chłopak zastanowił się dłuższą chwilę.
— Chyba ostatni raz przed studiami. Na wakacjach — odparł z bezczelnym uśmieszkiem.
Charlie zaśmiał się głośno, słysząc jego odpowiedź.
— Musiała być ślepa albo głupia — powiedział naiwnie. — No i widzisz. Jak ci tu dorównać? Umiesz dać sobie radę w życiu. Nie to co my, wymęczeni artyści, skazani na wieczną walkę o swoje pięć minut. — Westchnął teatralnie.
— Była ładna i bardzo fajna. Ale miała kogoś innego na oku. — Mike zaśmiał się, żeby odgonić głupie myśli.
— No, to całkiem wytłumaczalne.
— No, a ty co? Nie powiesz mi, że każdy ci zawsze odmawia. Nie rób z siebie takiego nieszczęśnika.
— Oj, oczywiście, że nie zawsze odmawiają. — Zagryzł wargę prześmiewczo. — Taki młodziutki, wytatuowany przystojniak jak ja ma wzięcie. Gorzej było z czasem przez tę robotę po prostu.
— Czas zawsze się znajdzie, jeśli się chce.
— Praktycznie wieczory miałem wolne tylko w weekendy — odparł Charlie i zastanowił się chwilę, nie wiedząc, czy jest sens to mówić. — Zresztą… w sumie nie chcę szukać tylko seksu. A na takich imprezach to niewiele się można spodziewać.
— To gdzie ty chcesz szukać… kogoś więcej? — Mike zaciekawił się. Już kończył piwo.
— Nie wiem, no… tak w życiu, na co dzień — mruknął płasko gospodarz. — Nie w darkroomie w jakimś klubie. Tam z reguły oczekują tylko tego, żeby ci się spuścić w tyłku lub ustach.
Mike skrzywił się, niechcący sobie to wyobrażając.
— Ta, pięknie. Tylko może bez szczegółów, co?
Charlie zamrugał, tracąc wątek.
— A… no… Sorry.
— Taa… Ale gdzie wyobrażasz sobie, że spotkasz tego swojego… księcia?
— Sam do mnie przyjdzie — zażartował Charlie, w sumie samemu nie wiedząc, czego oczekiwać. Miał już jednego księcia przed sobą, ale ten książę wolał księżniczki.
— Jak w komediach romantycznych, wpadniesz na niego na ulicy i od razu się w sobie zakochacie? Piękne marzenie — zakpił Mike, zgniatając puszkę w ręku i wstając, żeby ją wyrzucić.
— Mm! — Charlie szybko dopił swoje piwo i podał mu puszkę, żeby ją też zabrał. — Nie kpij ze mnie, żartowałem! — Zaśmiał się. — Wiem tylko, że nie chcę faceta z klubu. Może to głupie, ale trudno.
— A jak ten z klubu to akurat właśnie ten? — zasugerował starszy chłopak, kiedy wrócił już z kuchni. Nie przeszkadzało mu specjalnie rozmawianie z kumplem o gejowskich sprawach. Nauczył się tolerancji. Wiedział, że uczucia polegały na tym samym i nie było w tym istotne, jaką kto miał orientację. Czuł się z tym luźno. Jedynie Jason go niepokoił, bo naruszał jego przestrzeń osobistą w bardzo bezczelny sposób. — Może tam nie chodzą tylko tacy, co chcą na raz.
— Na pewno nie. Ale wyłów tego jednego z morza zainteresowanych tylko seksem.
— Ale wyłów tego jednego z tłumu na ulicy — skwitował z cynicznym uśmieszkiem.
— Dzięki za wsparcie, Mike. — Charlie zaśmiał się, klepiąc go po ramieniu. — Jak zwykle można na ciebie liczyć.
— Proszę ciebie bardzo. — Ten uśmiechnął się do niego przyjaźnie. — Zbieramy się spać?
— Jeżeli jesteś już zmęczony, jasne.
— No, wziąłbym prysznic i już się położył. Jutro jeszcze przed pracą muszę skoczyć do domu, żeby się przebrać.
— To idź. Ja ci tu pościel przyniosę, skoro wybierasz kanapę.
— Dobra, dzięki. — Starszy chłopak wstał i już nic nie dodając, wyszedł.
Charlie spojrzał za nim i zmierzył do sypialni, by wyciągnąć z szafy czystą pościel. Pięć minut później kanapa była już przygotowana. Chłopak zagryzł wargę, słysząc, że Mike jeszcze bierze prysznic. A może by tak zerknąć? Podszedł do drzwi i zapukał.
— Mike? Potrzebujesz czegoś? Może ci pożyczyć piżamę?
Zabrzmiało głupio, pomyślał od razu, czekając na odpowiedź.
— Nie, dzięki! Nie trzeba!
Przez chwilę walczył ze sobą, żeby nie zerknąć do środka, ale ostatecznie zrezygnował i usiadł na pościeli na kanapie, gapiąc się w przestrzeń. Otępienie i zmęczenie zaczynało powoli do niego docierać, więc nawet nie myślał o czymś konkretnym. Patrzył tylko w punkt na kremowej ścianie.
Po jakimś czasie z łazienki wyszedł Mike, w samym granatowym ręczniku przewiązanym na biodrach. Niech go szlag, pomyślał Charlie, zapatrując się na niego i siedząc nieruchomo. Zjechał powoli wzrokiem od jego jeszcze wilgotnej skóry na szyi, w dół do klatki piersiowej i cudownie zbudowanego brzucha. Przełknął ślinę.
— Mam nadzieję, że nadal nie lunatykujesz, co? — Usłyszał odległy, jak mu się wydawało, głos kumpla.
Zamrugał i spojrzał na jego twarz.
— Nie — Uśmiechnął się lekko i znowu zerknął w dół na jego ciało. — Pościeliłem ci kanapę — palnął, jakby nie było tego widać. Sam nie ruszył się z miejsca.
— Fajnie. A sobie łóżko pościeliłeś?
— No, jest pościelone — przytaknął, obserwując go łakomie i zerkając na ręcznik na jego biodrach.
— To… może idź się umyć i spać? Hmmm? — spytał ironicznie Mike, unosząc brwi w pytającej minie. Widział to spojrzenie i w tym momencie jakoś bardziej go bawiło, niż martwiło.
Charlie najpierw przekrzywił lekko głowę, przyglądając mu się przez moment, po czym pokiwał nią i wstał. Mijając przyjaciela, zwilżył lekko wargi językiem, podziwiając jego ciało z bliska. Ten tylko westchnął, przewracając oczami. Był zmęczony. Zrzuciwszy na podłogę ręcznik, położył się na kanapie i zamyknął oczy.
Charlie mył się długo. Był zamyślony i zwyczajnie stał pod ciepłym strumieniem wody, dumając o wszystkich ostatnich wydarzeniach, jak i o spędzonych z kumplem dniach w okresie dzieciństwa.
Kiedy wyszedł, już otworzył usta, lecz zamknął je szybko, spostrzegłszy, że Mike już śpi. Podszedł do niego powoli, boso i przyjrzał się z góry jego twarzy. Pochylił się nad nim, kładąc rękę na oparciu kanapy. Niechcący musnął go włosami w policzek.
Mike zmarszczył się i zamruczał nisko, nie budząc się jednak. Charlie zebrał włosy do tyłu i uśmiechnął się do siebie, trochę podenerwowany. Odrobinę odsunął kołdrę, żeby zobaczyć, w czym śpi Mike. Ręcznik leżał na podłodze, a pod kołdrą było tylko nagie, ładnie wyrzeźbione ciało starszego chłopaka. Zapatrzył się na nie, jak zahipnotyzowany. Miał przed oczami ten swój upragniony widok.
Zerkając na jego twarz, dotknął, a właściwie ledwie musnął opuszkami palców skórę na jego podbrzuszu, uważając, żeby go nie obudzić. Była ciepła i chyba jeszcze wilgotna po prysznicu. Delikatnie przejechał palcami w dół do jego włosków pod pępkiem, muskając je. Równocześnie pochylił się do jego twarzy i szepnął bardzo cicho, ledwo otwierając usta i nie mając zamiaru go tym obudzić:
— Jesteś piękny.
Mike zmarszczył nos, aby po chwili z westchnieniem przewrócić się na bok. Charlie zamarł na chwilę, a potem przyjrzał mu się uważniej. Nie mogąc się opanować, chwycił w dłoń włosy, żeby mu nie przeszkadzały i pochylił się nad jego ciałem, subtelnie muskając ustami skórę na klatce piersiowej.

11 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 5 – Zakazany owoc kusi najbardziej

  1. Katka pisze:

    Tigram, haha, ciekawe, nie wiedziałam, że oni razem aż tak mogą przyciągać :) Chociaż przyznam, że też lubiłam ich seks :)

  2. Adela pisze:

    Podobają mi sie akcje między jonsonem a Mikem:>
    Charlie molestuje przez sen Mikego! To jest karalne i jeszcze ta jazda po pijanemu, co za degenerat :P

  3. zimowe pisze:

    Awwwwwwwww…. urocze również. Takie milutkie na końcu. Och i ach. A początek też niczego sobie. Bo Jason jest zajebisty a Charliego bardzo Zim lubi. I mój wątek przemyśleniowy na temat;] Jason ma zajebisty tatuaż, nie wiem jak go wymyśliłyście ale gdyby nie to ze ja na klacie mam raczej, można to nazwać biustem to inspiracja ta by mnie mogła zabić z rozochocenia totalnego. :*:*

  4. Katka pisze:

    Smile, nie dodajemy notek regularnie, raczej nie mamy planu ;) Zależy, jak nam się zachce, haha. A dokładnie od dobrego samopoczucia i luzu na studiach. Ale mamy zapasik, więc nie powinno być zastoju :)

  5. Smile pisze:

    Dwie? Ach, to sorki, nie mialam pojcia ;]

    Cóż, zamieszkałabym na nim xDDDD
    Ja i te moje dziwactwa o_O

    I ma pytanie, co ile mniej więcej pojawiają się notki? To od czagoś zalezy czy macie określoną ilość dni czy cuś?

  6. Smile pisze:

    Przerwać w takim momęcie?! Jak mogłaś? xD

    Mmm, scena na fotelu oczywiście bosssska. Widać, że obaj mają dość dużo energi xD
    Czy ten fotel na pewno nie istnieje gdzieś(gdziekolwiek) naprawdę? Nie znajdę go przypadkiem na e-bay’u albo allegro? xDD

  7. Aneś pisze:

    Ej… Charlie został 2 razy porządnie w tyłek zerżnięty i jeszcze mu mało? No co za nimfoman! XD

  8. mszynisz pisze:

    O, i znowu jaja xD No cóż, macie talent do kończenia rozdziału nie w tym momencie co trzeba! Ja chcę więcej!!! :D :D :D
    Ciekawe czego Charlie będzie żałował tym razem jak wytrzeźwieje xDDD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s