Fire Dragon Tattoo Studio – 3 – To Propozycja?

Dzień w pracy minął… jak dzień w pracy. Czyli ani ciekawie, ani jakoś fajnie. Tradycyjnie szef się czepiał, że się guzdra, mimo że Charlie robił, co mógł, by klienci byli zadowoleni. Nie dostał smsa zwrotnego od Mike’a przez cały dzień i trochę go to zdziwiło, ale nie miał specjalnie czasu się nad tym zastanawiać, bo szef znowu narzucał niewolnicze tempo.
Kiedy udało mu się skończyć swoją harówkę, wyszedł ze studia i ruszył w stronę samochodu. Zaraz obok jego czerwonego Dodge’a stał pomarańczowy Mustang Mike’a, przez którego maskę przebiegał szeroki, czarny pas. Samochód wyglądał naprawdę dobrze i jakimś cudem zawsze był czysty, jakby dopiero co wyjechał z myjni.
Charlie był zaskoczony tym widokiem. Zerknął odruchowo na zegarek. Już po drugiej w nocy, spostrzegł. Co on tu robi?
Przecierając oczy, ominął swój samochód, który fatalnie prezentował się przy aucie Mike’a, do którego podszedł.
— No, cześć. — Mike uśmiechnął się i przeczesał palcami swoje krótkie, brązowe włosy, których odcień był nieco ciemniejszy od kasztanowej czupryny Charliego.
— Hej, co tu robisz?
— Wpadłem, bo akurat wracałem z roboty.
— O, też tak do późna?
— Zostałem dłużej, żeby pomęczyć trochę papierkowej roboty. Jutro jadę z Katy zobaczyć ten lokal, to muszę mieć trochę więcej czasu.
— No to super. Im szybciej tym lepiej. — Młodszy chłopak uśmiechnął się szerzej. — Chcesz się gdzieś teraz przejechać?
Mike zamyślił się, po czym przeciągnął się i zerknął na kumpla, nie ruszając się ze swojego wygodnego miejsca.
— Nie jesteś zmęczony?
— Tylko trochę. Dzisiaj i tak miałem krócej niż w pozostałe dni…
— To dobrze. — Mike uśmiechnął się, mimo że w jego oczach było widać zmęczenie. — Pisałeś, że ten koleś się zgodził?
— Tak! — Charlie wyszczerzył się. — Załatwione. Trzeba tylko ustalić datę, kiedy spotkamy się we czwórkę. Jason mówił, że mu wisi kiedy. Muszę tylko dać znać.
— No, to bardzo dobrze. A… — Mike zawahał się. — Ręczysz za niego? Dobry jest?
— Gdybyś tylko zobaczył go przy pracy… Niesamowity i bardzo precyzyjny. To gdzie jedziemy? — dopytał Charlie, nie chcąc już tu stać jak kołek. — Pogadamy przy piwie czy coś?
— Może na plaży? Tam mi wszystko opowiesz — zdecydował Mike, otwierając samochód. — Pojedziemy moim, czy też bierzesz swojego?
— Taa, a potem znowu będę jeździł przez pół miasta po tego grata. Pościgamy się? — spytał z błyskiem w oku.
— Nie! Już raz dałem ci się na to namówić i o mało źle się to nie skończyło.
— Ale, Mike… — Charlie wydął wargi, podchodząc do swojego samochodu. — Nie mówię o jakimś szaleństwie.
— Taa, jasne, ty nigdy nie szalejesz — odparł Mike sarkastycznie, dobrze znając ekscesy swojego kumpla. Na szczęście większe natężenie miały one kilka lat temu, a teraz bywało nawet spokojnie. Wciąż jednak jego szaleństwa zostały starszemu chłopakowi w głowie, więc wolał dmuchać na zimne.
— Oż, mówimy teraz o małym wyścigu. — Charlie pokręcił głową, zdecydowanie zdegustowany sztywniackim podejściem przyjaciela. Otworzył drzwi. — I tak masz lepszy samochód. Czego się boisz?
— Niczego, poza tym, że wyścigi uliczne są zakazane!
— Tak, tak… — Do chłopaka najwyraźniej ten argument nie przemawiał. — No, ale jak chcesz. Jedźmy już.
Mike zrobił karcącą minę i wsiadł do swojego samochodu. Kiedy go odpalił, ten przyjemnie zamruczał. Ruszyli prawie pustymi o tej porze ulicami Miami i po niedługiej drodze dotarli do parkingu przy plaży. Gdzieś dalej zobaczyli całującą się parę, która musiała być lekko podchmielona, bo co raz rozlegał się pijacki chichot dziewczyny. Było dosyć ciemno, bo sporo chmur wędrowało po niebie.
Charlie wyszedł z auta i podszedł do Mustanga Mike’a, podziwiając go ukradkiem. Zawsze sobie powtarzał, że gdy więcej zarobi, to sobie takiego kupi, ale podświadomie wiedział, że raczej tak się nie stanie. Nawet jakby miał już odpowiednio dużo pieniędzy, to głupio by mu było wybrać akurat taką brykę. Wyglądałoby to iście prześladowczo.
Wsadził ręce do kieszeni, czując na twarzy wiatr od oceanu i słysząc szelest liści licznych palm rosnących wokoło. Uwielbiał to miasto. Nigdy nie chciałby zamieszkać nigdzie indziej.
Mike zamknął samochód i skierował się w stronę plaży. Zdjął buty w połowie drogi i usiadł na piasku niedaleko brzegu. Charlie, nim usiadł obok niego, zlustrował uważnie jego plecy, korzystając z faktu, że Mike tego nie widzi. Dopiero potem zajął miejsce obok i popatrzył czujnie na jego ostry profil. Nos Mike’a był tylko leciutko zakrzywiony na końcu, usta miał wąskie, a skórę śniadą. Tylko w tych piwnych oczach widać było lekkie znużenie.
— Nie jesteś zmęczony? — spytał tatuażysta.
— Jestem, ale tu tak fajnie wieje — odparł Mike, zapatrując się na fale.
— Noo… przyjemnie… — Młodszy chłopak westchnął melancholijnie, kładąc ręce za plecami i unosząc nieco głowę, chociaż na niebie nie było lepszych widoków niż naprzeciwko nich.
— Ile czasu go znasz? — Mike wrócił do tematu Jasona, a Charlie zamyślił się.
— Z rok. Z czego pół roku go nie widziałem, ale po pracy z nim wiem, na co go stać. Serio jest świetny w tym, co robi. I doświadczony.
— Doświadczony? To znaczy, ile ma lat?
— Dwadzieścia osiem chyba, czy coś koło tego.
— A w zawodzie?
— Nie wiem — przyznał Charlie. — W sumie dużo nie gadaliśmy…
Mike westchnął cierpiętniczo, bo najwyraźniej nie ucieszyła go ta wiadomość. Miał nadzieję dowiedzieć się coś więcej o nowym pracowniku studia, w które, jakby nie było, zamierzał włożyć sporo kasy.
— Mam nadzieję, że nie będzie z nim problemów.
— Nie martw się, to spoko koleś. — Charlie poklepał go po ramieniu, równocześnie zastanawiając się, jak Mike zniesie sposób bycia Jasona. Obaj byli uparci, cięci i stanowczy.
— Uch, no, mam nadzieję.
— Samo jego ciało będzie niezłą reklamą. Ma tatuaże prawie… wszędzie.
— I może mi jeszcze powiesz, że je wszystkie widziałeś?
— Co do jednego — odpowiedział Charlie, przeciągając sylaby.
Mike pokręcił głową z rozbawieniem.
— Mogłem nie pytać.
— Może zobaczę je znowu. — Chłopak zaśmiał się do siebie, trochę drocząc się z przyjacielem, a trochę mając na to nadzieję. Może ciężko mu się z Jasonem rozmawiało, za to pieprzyło genialnie.
— Rób, co chcesz, bylebym ja o tym nie wiedział. I żeby salon przez to nie ucierpiał — Mike jak zawsze myślał najpierw o interesach, potem o czymkolwiek innym.
— Będziemy się zamykać w magazynku, jeżeli w poczekalni nam nie pozwolisz — zażartował Charlie, na co Mike zmierzył go wzrokiem i pokręcił głową.
Chwilę panowała długa cisza, która jednak nie była dla nich niezręczna. Wreszcie przerwał ją tatuażysta, przyglądając się twarzy kumpla z zaciekawieniem.
— A ty? Nie polujesz dzisiaj na żadną pannę?
— Jest po drugiej w nocy, a jutro mam robotę. Uwierz, ale czasami dobrze jest spać więcej niż dwie godziny dziennie.
— Dla mnie znalazłeś czas. — Charlie uśmiechnął się do niego kątem ust, stukając palcami w kolano i w sumie nie wiedząc, po co to mówi.
— Bo ciebie potem nie muszę odwozić do domu.
Rozbawiony Charlie wydął wargi i pochylił się do przodu. Zerknął na kumpla kątem oka, nie będąc pewnym, czy o coś zapytać, ale jakoś nastrój mu pasował. Szum od oceanu wyciszał. Czuł się dość prywatnie, nie słysząc wokół innych ludzi.
— Mike?
— Mhm?
Młodszy chłopak zagryzł wargę, patrząc mu uważnie w oczy, zanim zapytał:
— Co byś chciał… w zamian za pocałunek? — Uch, to nie zabrzmiało dobrze, pomyślał od razu po wypowiedzeniu tego głośno. Aż zacisnął powieki, jakby w oczekiwaniu na cios, ale Mike nie zabrzmiał nawet, jakby był zirytowany.
— Najpierw wypełnij jedną obietnicę, później pogadamy o następnej.
Charlie otworzył oczy i spojrzał na niego bystro.
— Naprawdę… nie miałbyś nic przeciwko? — Starał się ukryć nadzieję, która przedarła mu się do głosu. Pocałować Mike’a… To było jedno z jego marzeń. Strasznie szczenięcych, bo przecież ludzie marzyli o podróżach, fortunie albo o pałacu, a on tylko chciał, żeby jego heteroseksualny kumpel pozwolił mu się pocałować. Wiedział, że był głupi. I tak niewiele by to zmieniło, a mogłoby pogorszyć sprawę.
— Czy tak to zabrzmiało? — spytał Mike z nieprzekonanym wyrazem twarzy.
— Sugerujesz, że dasz mi taką możliwość — odparł Charlie, ważąc słowa i w sumie nie wiedząc, jak ma z nim o tym rozmawiać.
— Zawsze jest jakaś możliwość. Czasami tylko jest mocno niewykonalna. — Starszy chłopak zaśmiał się, a Charlie westchnął i zwrócił wzrok ponownie przed siebie, na morze.
— Nie wiem, jak ty ze mną wytrzymujesz już tyle lat.
— Kwestia przyzwyczajenia.
— Dasz mi numer do Kate? — spytał nagle, chcąc zmienić temat.
— Ta, jasne. A coś od niej chcesz? — Mike wyjął telefon z kieszeni i podał mu, żeby mógł sobie spisać numer. Nawet telefon miał wypaśny w porównaniu do tego swojego przyjaciela.
— No, przyda się na przyszłość — odpowiedział Charlie, wklepując numer do swojej książki adresowej. — A, i kiedy możemy się w czwórkę z Jasonem spotkać?
— Myślę, że jakoś w piątek? Albo jak się wyrobię w czwartek. Musisz jeszcze spytać Katy, ale wstępnie piątek. U ciebie?
— No, może być u mnie. Uch, będę musiał wziąć wolne… Pewnie odpracuję w czwartek więcej w tym posranym studiu. — Charlie wykrzywił usta na samą myśl. Męczył się w swojej pracy, ale był wręcz przerażony wizją bezrobocia i braku rozwoju.
— Po co? Weź nawet jutro mu powiedz, że chcesz to rzucić i że chcesz dwutygodniowe wypowiedzenie — mruknął Mike, któremu wcale się nie podobało, że praktycznie zawsze widział przyjaciela zmęczonego. Może i sam za dużo pracował, ale umiał tak ustalać sobie godziny pracy, że nie chodził potem jak zombie, co Charliemu nie raz się zdarzało. A że był tym starszym, często poczuwał się do tego, by dbać o kumpla. Problem tkwił jedynie w tym, że ten go w dużej mierze nie słuchał.
— A jak nie wypali? — spytał niepewnie Charlie. Musiał, po prostu musiał czuć, że ma kontrolę nad swoim życiem.
— To znajdziesz inną pracę. Bez przesady! — fuknął Mike, widząc cień nadziei, skoro tatuażysta już zaczął rozważać jego słowa.
— Noż, następny! — Charlie zmarszczył brwi, przypominając sobie słowa Jasona. — A znajdziesz mi tę pracę, mądralo? Albo przetrzymasz u siebie w domu, dopóki nie zarobię na rachunki?
— Miejsca u nas dostatek. Przecież nikt by cię nie wyrzucił od nas z domu — stwierdził Mike ze stanowczością w głosie.
— No… Ale wiesz, że ja wolę być niezależny. Nie chcę tak żerować.
— Wiem. Ale zawsze masz wyjście awaryjne, jakby co — upewnił go, wstając. Otrzepał się z piasku, który na szczęście nie zdążył dostać się za pasek spodni. — Zbieramy się?
Charlie zerknął na zegarek.
— Taa, późno już. — Ziewnął, unosząc się mozolnie.
Mike już nic nie odpowiedział, tylko ruszył w milczeniu do samochodów, a Charlie podążył za nim, wlokąc się trochę.
— Zadzwoń jutro, co z tym lokalem załatwiliście. Tylko nie przed dwunastą, bo będę spać, okej?
— Spoko — odparł Mike, w końcu docierając do samochodu. — A, i tak myślałem… Mam pomysł, co możesz zrobić za tego, no… — Odwrócił wzrok od Charliego, wyglądając na skrępowanego, co wyjątkowo rzadko mu się zdarzało.
Tatuażysta pochylił się, niewinnie patrząc mu w oczy.
— Buziaka? — podsunął, przygryzając wargę, żeby się nie uśmiechnąć.
— No…
— No i co to za pomysł? — spytał niecierpliwie Charlie, obserwując go uważnie, a serce przyspieszyło swoje bicie w jego piersi.
— Zwolnisz się jutro z roboty, a najlepiej z wielkim hukiem. — Mike zaśmiał się, wsiadając do samochodu.
Chłopak zwęził oczy i spojrzał na niego mściwie. Czego innego mogłem się spodziewać? To Mike. Mike jest wredny.
— Jesteś taki podły! — rzucił marudne.
— Nie mów mi tego, co już wiem! — Śmiał się starszy chłopak.
Charlie westchnął i pokręcił głową.
— Zrobię to — powiedział twardo, chociaż jeszcze nie był co do tego przekonany. — A potem przyjadę odebrać swoją nagrodę, demonie.
Mike zmierzył go spojrzeniem. Starał się wyglądać na pewnego swojej decyzji, nawet jeśli w duchu był nieco podenerwowany.
— To umowa stoi. — Zamknął drzwi i odpalił samochód, ewidentnie urywając temat.
Charlie puścił mu oczko i pomachał. Sam nie był pewien, co do rzucenia pracy. Wydawało mu się to szalone. Nawet bardziej niż jazda po pijanemu czy wyścigi samochodowe, które tak lekko proponował kumplowi. Ale spojrzenie na twarz Mike’a wystarczyło. Dla tych ust zrobiłby wszystko.

***

Budzik nastawiony na południe dzwonił bezlitośnie już dłuższą chwilę, więc Charlie wyciągnął wreszcie rękę i wyłączył to mordercze urządzenie. Przetarł oczy i usiadł na łóżku, wyglądając jak rozespany szczeniak, który spogląda wokół, ale nie wie, co się dzieje. Jego spojrzenie podążyło leniwie po całej sypialni, koncentrując się na kredensie, na którym stała ramka ze zdjęciem jego i Mike’a sprzed jakichś pięciu lat.
Mike… Dzisiaj musiał jakoś rzucić robotę, żeby dostać jego usta. Wymiana była równie abstrakcyjna co… podniecająca.
Zaczął zbierać się z łóżka. Jakieś śniadanie, prysznic, żeby się rozbudzić i może kawa. Do pracy miał dopiero na czwartą popołudniu i planował przyjść grzecznie na czas oraz popracować przykładnie… przez chwilę. Miał już plan. Mimo zdenerwowania, uśmiechnął się do siebie nerwowo, czując lekki dreszczyk. Lubił to. Może rzucanie roboty nie było takie niezwykłe, ale jeżeli ich własny biznes się nie powiedzie, źle to zadziała na jego potrzebę poczucia kontroli. Widział w tym ryzyko, które miało swoje złe, jak i dobre strony.
Zerknął za zegarek i stwierdził, że czas jechać. Na mieście nie było większych korków. Miejsce pod zakładem też znalazł całkiem sprawnie. Kiedy tylko wszedł do zielonego wnętrza salonu, jego szef niemal od razu namierzył go czujnym wzrokiem krwiopijcy i dusigrosza. Charlie powstrzymał się przed grymasem, który cisnął mu się na usta na widok tej łysej pały i wkroczył do pracowni, w której miał już spędzić ostatni swój dzień. Och, tak… Założył fartuch roboczy, związał włosy i zabrał się do pracy, czekając na największy ruch. Potrzebował widowni do swojego przedsięwzięcia. Mike w końcu zażądał spektakularnego wyczynu, a chłopak miał zamiar być słowny.
W końcu, wraz ze zmierzchem, według oczekiwań liczba klientów zwiększyła się. Zerknął przez otwarte drzwi do zatłoczonej poczekalni i na szefa, który rozmawiał z jednym z klientów jak z najlepszym kumplem. Charlie i tak wiedział, że to poza. Facet potrafił wyglądać zarówno na Wujka Dobrą Radę, jak i jakiegoś przeklętego demona, który byłby gotów przypalać pracowników, gdyby ci przypadkiem na kilka sekund spowolnili ruch pistoletu tatuowania.
Potem Charlie spojrzał na dziewczynę, której tatuował konika morskiego na kostce. Wyłączył urządzenie do tatuowania, odłożył na stolik i wstał gwałtownie, przewracając całą szafkę z pootwieranymi tuszami na podłogę.
— No ja tak, kurwa, nie mogę!
Dziewczyna, wręcz przerażona, spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Wcześniej chciała już wstać, bo konik był gotowy, ale teraz zupełnie zastygła w osłupieniu.
Charlie za to z rozmachem zdjął z włosów gumkę i w ostentacyjnym oraz dramatycznym geście rzucił ją pod nogi szefa, wychodząc z pomieszczenia. Wrzeszcząc do niego, mocował się z fartuchem.
— Tu się, kurwa, pracować nie da! Jak mam zrobić pieprzonego konika morskiego, jak nie mamy karmazynowego tuszu?! Nie zmieszam niebieskiego z żółtym, bo wyjdzie zielony! Ona nie chciała zielonego konika! Poza tym, kurwa, dlaczego każesz mi mazać ludziom po ciałach brudnym narzędziem?! Ja rozumiem, spieszymy się, nie ma czasu, ale nie będę z własnej pensji płacił ludziom za leczenie AIDS! — Wreszcie zdjął fartuch i rzucił go pod nogi osłupiałego szefa. — A te pierdolone wzory?! Połowa Miami ma takie same! Stare gazetki trzeba wyrzucać, bo za dwa lata każdy na dupie będzie miał takiego samego smoka! Nie chce ci się inwestować we własne wzory, to chociaż kupuj nowe, pierdolone gazetki! A tymi przeterminowanymi maściami to sam sobie tyłek pielęgnuj! Potem pozdrów ode mnie chirurgów plastycznych, jak ci będą zgniłą skórę przeszczepiać! Ja rezygnuję!
Charlie widział, jak mężczyzna przed nim niemal się gotuje. Był wkurwiony i to bardzo. Jeszcze nigdy nie widział go tak czerwonego na twarzy. Klienci stojący w poczekalni gapili się oniemiali na całą scenę, chyba nawet nie mając pojęcia, jak inaczej zareagować, niż otworzeniem niemądrze ust.
— Wypierdalaj, szczylu! — warknął Thomas ledwo słyszalnie, bo zaciskał przy tym zęby jak obcęgi.
Charlie nie był w stanie nacieszyć się antyreklamą, jaką zrobił facetowi, bo krew gotowała mu się z tych emocji. Cały drżący, wybiegł ze studia, a kiedy jeszcze był w środku, zaczął się śmiać. Potrzebował tego. Mógł wyładować całą swoją frustrację, jaka się w nim gromadziła, gdy szef cisnął i cisnął do szybszej pracy.
Zmierzał w kierunku swojego samochodu, po drodze trzęsącymi się rękoma wykręcając numer Mike’a. Ledwo trafiał w klawisze, a serce dudniło mu w piersi opętańczo.
Po chwili i kilku krótkich sygnałach usłyszał w telefonie głos kumpla.
— No, czego?
— Zrobiłem to z takim hukiem, że nie mam co liczyć nawet na pensję z tego tygodnia — powiedział Charlie roztrzęsionym z emocji głosem, wsiadając do auta.
— No… wiesz, kasa by się przydała — odparł po chwili konsternacji Mike.
— Sam chciałeś! — Tatuażysta zaśmiał się, wyjeżdżając z parkingu z piskiem opon. — Mike! Rzuciłem ten syf w cholerę. Jak teraz nie wyjdzie, to serio nie wiem…
— Wyjdzie — zapewnił go. — Przyjadę do ciebie zaraz po tym, jak odstawię Katy — dodał już trochę mniej hardo.
— Czekam — zapewnił Charlie z uśmiechem błąkającym mu się na ustach, chociaż w tym momencie był bardziej podekscytowany tym, co właśnie uczynił niż czekającym go buziakiem od kumpla. — Ja już jadę do domu. Zostałbym tam pięć minut dłużej, a szef by mi chyba wpierdolił. Dobra, rozłączam się, bo się zabiję! — Przez te emocje prowadził za szybko, a do tego trzymał telefon przy uchu jedną ręką.
Na szczęście dojechał pod swój dom w jednym kawałku, bez mandatu. Wszedł do salonu i zapalił lampki w rogu. Zaraz potem usiadł na kanapie i czekał na Mike’a z niecierpliwością, wystukując rytm na kolanie. Powoli ulatywało z niego rozemocjonowanie, a pojawiła się niecierpliwość. Myśli odpływały od miny szefa i zaczynały się coraz bardziej skupiać na przystojnym przyjacielu.
Chłopak długo nie przyjeżdżał, ale w sumie nie powiedział, o której będzie, więc Charlie czekał cierpliwie. Zrobił sobie nawet drinka, by się rozluźnić i zdążył się uspokoić po tym efektownym rzuceniu pracy. Zaczął przysypiać na kanapie, opierając głowę na dłoni, kiedy usłyszał dzwonek. Przeciągnął się, wstał i podszedł do drzwi, aby otworzyć je z uśmiechem. Stał przed nimi Mike.
— No hej. Mogę?
— Wchodź, wchodź. — Charlie przepuścił kumpla i zamknął za nim drzwi. — Siadaj. Napijesz się czegoś?
— Kawę byś mi zrobił. Padnięty jestem. — Mike westchnął, od razu wchodząc do salonu i usadawiając się wygodnie na jednym z foteli.
Był jak zwykle nienagannie ubrany w schludną koszulę, rozpiętą na dwa guzki i tym wyglądem tylko zachęcał, by się do niego dobrać. Nieświadomie, oczywiście.
— I jak z tym lokalem? — spytał młodszy chłopak, kierując się do części kuchennej, z której na szczęście mógł patrzeć na kumpla i go słyszeć. Oddzielał ją od salonu jedynie długi pas szafek kuchennych.
— Nooo, nie powiem, nieźle wygląda. Jest spory i nawet w niezłym miejscu. Obok jest centrum handlowe. To jakiś jeden czy dwa przystanki od uniwersytetu. — W głosie Mike’a słychać było, że jest zadowolony z tego, co widział. — Wiesz, to centrum, co masz po prawej, jak się jedzie od ciebie do mnie.
Charliemu zaświeciły się oczy. Jeżeli Mike’owi się podobało, to musiał być naprawdę w porządku.
— Mówisz? A będzie trzeba coś w nim przerobić, jakiś remont czy coś?
— No, remont to na pewno. Kiedyś był tam jakiś sklep ze sprzętem do tuningu, ale ma sporawe zaplecze z dobrze działającym sanitariatem, więc to chociaż nam odpadnie.
— A dużo na to kasy pójdzie? I ile potrwa? — Charlie zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy jednak rzucenie roboty nie było zbyt pochopne. — Wiesz, ja się na tym nie znam… — Mówiąc, przyniósł kawę gościowi i postawił przed nim na stoliku. Sam usiadł na kanapie.
Mike potarł dłonią twarz w zmęczonym geście i wziął kubek do ręki.
— Wstępnie zadzwoniłem już do ekipy. Mają od razu wejść z remontem, gdy tylko ureguluję sprawy własnościowe lokalu. Jutro jadę z papierami, więc jak dobrze pójdzie, to do końca przyszłego tygodnia trzeba będzie już kombinować sprzęt. — Upił trochę kawy. — No i jak w ten piątek będziemy się widzieć z tym całym Jasonem, to trzeba obgadać, jak chcemy, żeby to wyglądało. W sensie umeblowanie i takie tam. Zresztą wiesz, siedzisz w tym. No, siedziałeś.
Charlie wysłuchał go ze skupieniem. Mike zabrał się do tego na poważnie, a to sprawiało, że czuł się dość bezpiecznie.
— Wygląda na to, że zdążę się wylenić, zanim otworzymy. — Zaśmiał się. — Jak będę mógł do tego czasu coś zrobić, to mi powiedz. A do Jasona jutro napiszę o spotkaniu. Katy pasuje piątek, co?
— Tak. Jej to obojętne. — Mike oparł się o fotel, gdy odstawił kawę na stolik. — Umówiłem się, że po nią wpadnę jakoś wieczorem. Tak na ósmą wieczór chyba będzie dobrze, jak się spotkamy, co nie?
— No, pewnie. Teraz już nie muszę niczego odpracowywać — mruknął Charlie z to prześmiewczym, to kwaśnym grymasem na ustach.
— No, właśnie! Opowiadaj, co żeś zmalował? — Mina Mike’a nieco się rozjaśniła.
Charlie zaśmiał się pod nosem i spojrzał na niego z rozbawieniem. Pieprzyć to. Potem się będę martwił.
— Poczekałem, aż będzie największy ruch, wiesz, w poczekalni masa ludzi, szef ma urwanie. Tatuowałem sobie jakiegoś konika morskiego czy coś i nagle wyjebałem wszystkie tusze na podłogę. A potem zrobiłem mega antyreklamę, drąc się przy wszystkich na szefa i pieprząc coś o niehigienicznych igłach i takie tam — parsknął. — Gdybyś widział jego twarz! Kazał mi tylko wypierdalać, to się zmyłem. Na pewno stracił wielu klientów. Bo wiesz, od ust do ust, pewnie się to chociaż troszkę rozniesie.
— No, ładnie! — Mike pokiwał głową z uznaniem. — Pozbywanie się konkurencji jeszcze przed rozpoczęciem własnej działalności. To ci się chwali.
— No widzisz, myślę o wszystkim. — Młodszy chłopak wyszczerzył się. — Zrobiłem to z hukiem. Dokładnie tak, jak chciałeś. — Pochylił się do niego, przygryzając wargę i obserwując łakomie jego twarz.
— No… tak jak chciałem — burknął Mike, wiedząc, że teraz już się nie wykpi.
Charlie, mimo że się uśmiechał, też był trochę zdenerwowany, ale nie zamierzał rezygnować z takiej okazji.
— No, to chyba czas, żebym odebrał swoją nagrodę — powiedział miękko, przysuwając się do niego powoli, aż na skraj kanapy. Na szczęście fotel, na którym siedział Mike, był blisko niej, więc tatuażysta mógł się niemal zetknąć z nim ramieniem.
Mike zerknął bykiem to na jego twarz, to na ich ramiona. Westchnął w końcu z rezygnacją.
— Jak już musisz.
Charlie spojrzał na jego usta łakomie.
— Muszę — szepnął.
Trochę niepewnie wyciągnął dłoń do jego twarzy i chwycił ją z boku, odwracając bardziej w swoją stronę. Uniósł się na kanapie i pochylił nad podłokietnikiem, chcąc być bliżej przyjaciela. Zwilżył wargi i z mocno bijącym sercem zetknął je z ustami Mike’a.
— Mm… — zamruczał z westchnieniem i zassał jego dolną wargę, przymykając oczy.
Starszy chłopak zacisnął i rozprostował palce, starając się nie odepchnąć kumpla. Przymknął oczy, żeby się jakoś od tego odciąć. Charlie natomiast delektował się jego ustami, zapominając o wszystkim innym. O braku pracy, założeniu swojego studia, o tym, że zapomniał zasłonić rolety. Teraz istniał dla niego tylko Mike.
Uniósł się i bardziej nad nim pochylił, nieco przygniatając go do oparcia. Miał ochotę usiąść mu na kolanach. Zamiast tego ujął w obie dłonie jego twarz i pogłębił pocałunek, liżąc jego wargi językiem. Mike jednak szarpnął głową, otwierając oczy i patrząc na niego zniecierpliwionym wzrokiem.
— Może już?
Charlie był trochę rozkojarzony i milczał jakiś czas z twarzą bardzo blisko jego.
— Tak… — wykrztusił wreszcie, chociaż myślał zupełnie co innego. — Mm, Mike…
Nie odsunął się, tylko patrzył na niego z pożądaniem w oczach, za to Mike wstał z fotela i spojrzał na tatuażystę już z góry, z bezpiecznej odległości. Przeczesał włosy palcami i westchnął cierpiętniczo. Nie wiedział, co mu w tym najbardziej przeszkadzało. Czy to, że całował się z kolesiem, czy że robił to w zamian za coś, czy że zaburzało to ich typowe relacje.
Charlie zagryzł wargę z niepewnością.
— Gorsze jest to, że jestem facetem, czy twoim kumplem? — Zaśmiał się z zakłopotaniem, czując palące rumieńce na policzkach.
— Facetem — odparł Mike i niespodziewanie pochylił się nad nim i pocałował go mocno.
Charlie mógł poczuć jego język napierający na wargi. Otworzył szeroko oczy, a serce najpierw mu stanęło, a potem zaczęło bić w zawrotnym tempie. Jęknął w jego usta i przyciągnął go do siebie mocniej, oddając pocałunek z pasją i patrząc mu w oczy. Mike za to zamknął je. Jedną ręką oparł o oparcie kanapy, drugą odsunął jego ręce od siebie. Mimo to pogłębił jeszcze pocałunek, wsuwając mu język do ust. Wolał sam dominować, jak już musiał.
Charlie zupełnie nie wiedział, co robić. Nie chciał, żeby przestał, więc bał się, że go wystraszy, ale z drugiej strony chciał go dotknąć. Wysunął język, całując jego usta namiętnie, a dłonią przejechał od nadgarstka Mike’a, aż do jego ramienia. Starszy chłopak odsunął głowę.
— Nie dotykaj — zażądał, po czym znowu zamknął oczy, całując go w usta.
— Nn… — jęknął Charlie, przybierając pasywną pozycję. Chciał go bliżej. Obserwował łakomie jego zarumienioną twarz i delektował się tym nieziemskim pocałunkiem.
Mike pogłaskał go po włosach, bawiąc się jego wargami. Lizał je i czasami lekko przygryzał. W końcu cmoknął go delikatnie w usta i odsunął się, otwierając oczy. Charlie w sumie kojarzył mu się trochę z dziewczyną. Zarówno wyglądem przez te włosy, jak i czasem charakterem, więc aż takiej dużej różnicy w całowaniu nie czuł.
Charlie odetchnął głęboko z wciąż rozchylonymi wargami.
— Nie kończ — poprosił, czując, jak szybko bije mu serce. Chciał więcej.
— Miał być pocałunek, a nie lizanie się u ciebie na kanapie. Wystarczy — mruknął Mike, mierząc go spojrzeniem.
— Mike… — Charlie uniósł się do niego, chwytając go za kark. Po prostu nie mógł się opanować. — Jeszcze trochę — poprosił, starając się przekonać go spojrzeniem, ale ten odtrącił go mało delikatnie.
— Charlie, już! Nie zachowuj się jak baba!
— Nie zachowuję się jak baba — odparł tatuażysta ostrzejszym tonem, marszcząc brwi z frustracją. — Mam na ciebie ochotę, nie dziw się, cholera.
— A ja nie mam! Więc też się nie dziw, cholera! — Mike pochylił się w jego stronę, mierząc go spojrzeniem, które nie było specjalnie przyjemne, nawet dla zapatrzonego w niego chłopaka. — Skup się i patrz mi na usta. Nie gu-stu-ję w fa-ce-tach — wycedził, czując, że musi się teraz obronić przed tym, co zrobił. Nawet jeśli, jak to się mówiło, pocałunek nie znał płci, to musiał mu zaznaczyć, że i tak nic to nie zmienia w ich relacjach i nie zaczną nagle się obściskiwać jak najlepsze psiapsióły.
Charlie zacisnął pięści. Dostał, na co się umówili, ale nie rozumiał, co miał znaczyć ten nagły pocałunek ze strony Mike’a. Nie odpowiedział nic, ale stał tak i patrzył mu w oczy z zaciętą miną.
— No. — Wyraz twarzy starszego chłopaka za to trochę się rozluźnił. — A to… przed chwilą potraktuj jako bonus — dodał, po czym wziął ze stolika kawę i dopił ją do końca.
— Trudno zestawić twoje imię ze słowem „łaskawość” — parsknął Charlie. Doszukiwał się w tym pocałunku czegoś więcej i chciał dać mu to wyraźnie do zrozumienia.
— Ale moje imię da się złączyć z „mobilizacja”, co?
— Niewątpliwie. — Tatuażysta uśmiechnął się kątem ust, nie mogąc nic poradzić na nagłe rozbawienie tymi słowami. Och, gdyby tak to powtórzyć…
— No, to potraktuj to jako mobilizację na przyszłość.
— Mhmm — zamruczał z uśmiechem. — Zaskoczyłeś mnie.
— Negatywnie?
— A jak myślisz? — Zaśmiał się i zanim pomyślał, dodał z westchnieniem: — Masz takie seksowne usta… Tylko potem za szybko skończyłeś — dodał marudnie, chcąc zatuszować wcześniejsze słowa.
Mike skrzywił się z niesmakiem.
— Taa, super. Nie wracajmy już do tego, co?
— No… — Charlie nerwowym gestem przeczesał włosy. — Tylko, Mike… weź mnie nie porównuj do bab, co?
— Ciężko tego nie robić, gdy się tak dopraszasz. — Tym razem Mike wyglądał na rozbawionego.
— Może ty sobie bierzesz i żadna ci nie odmawia, ale znalazłbyś wielu facetów, którzy bardziej się „dopraszają”. Nie jestem tylko ja i laski przeciwko facetom — Charlie starał się mu przedstawić swoje myślenie, a może po prostu trochę wybronić się przed tymi słowami. — Chyba że robisz to tylko po to, żeby mnie rozdrażnić.
Mike wzruszył ramionami.
— Kto wie?
— Dzięki. — Chłopak wykrzywił wargi w wyniku tej beztroski w jego głosie.
— Proszę bardzo! — Mike za to zaśmiał się, bo kiedy Charlie robił te miny i wyglądał jak pokrzywdzony kundel znaleziony na pustej drodze w deszczowy dzień wyjątkowo go bawił. — A teraz będę spadać, chyba że coś jeszcze do obgadania zostało?
— Chyba nic. Nad twoją podłością nie ma co pracować, więc możesz już iść. — Gospodarz pokręcił głową, nie mogąc opanować uśmiechu. Skrępowanie po tym długim pocałunku nieco go opuściło, chociaż wrażenia pozostały.
Mike prychnął, pełen rezygnacji.
— To cześć. Napisz tylko do tego swojego kumpla. Ósma w piątek u ciebie.
— Napiszę. Zobaczysz, jaki jest czaderski. Na razie! — Charlie puścił mu oczko z uśmiechem, kiedy odprowadził go do drzwi.
— Taa, czaderski, nie wątpię… — powtórzył pod nosem Mike i wyszedł.
Charlie zamknął za nim drzwi i oparł się o nie plecami z westchnieniem. Tyle emocji na jeden dzień…

***

W piątek po południu Jason zwlekł się z łóżka z bardzo wkurzoną miną, bo nie czuł się jakoś specjalnie wyspany.
Poszedł pod prysznic, żeby się umyć. Ogolił się, poprawił włosy i ubrał jak zwykle w swoje czarne ciuchy. Podkreślały chudość jego nóg, a spod koszulki widać było kościste obojczyki.
Wrócił do swojej całkiem sporej sypialni i stanął przed łóżkiem, nie w pełni pustym, mimo że opuścił je chwilę temu.
— Wstawaj, panienko. Pora się zbierać.
Chłopak, dotąd śpiący na łóżku, zbudził się z niezadowolonym jękiem i otworzył jedno oko. Zerknął w górę na wysokiego, wytatuowanego faceta i uśmiechnął się maślanie. Uniósł się na materacu na kolana i położył dłonie na torsie Jasona. Zapewne wiele osób miałoby odmienne opinie na temat aparycji gospodarza tego mieszkania, ale część uznałaby go za bardzo pociągającego. Próżno było szukać podobnego osobnika na ulicy, więc może to ta inność mężczyzny w jakiś sposób wydawała się kusząca.
— Mm, dzień dobry, przystojniaku.
Jason uśmiechnął się oszczędnie i potargał go po farbowanych włosach.
— Weź prysznic. Zrobię ci śniadanie, a potem odwiozę do centrum.
— Um, nie będzie szybkiego numerku na powitanie? — Chłopak wykrzywił boleśnie wargi i sugestywnie sięgnął dłonią do krocza mężczyzny. Był od niego dużo młodszy i trochę zbyt przegięty jak na gusta Jasona, ale ten nie marudził. Była okazja, to korzystał.
— Nie, kruszyno. Dziś jeszcze mam kilka spraw do załatwienia, więc muszę być wypoczęty. Wstawaj i nie kręć nosem. — Zaśmiał się tym swoim lekko ochrypniętym głosem i wyszedł z sypialni.
Chłopak zrobił kwaśną minę i, chcąc nie chcąc, wypełnił polecenia Jasona. Już pół godziny później czekał przy jego samochodzie po śniadaniu i prysznicu. Spodziewał się, że więcej zakosztuje tego faceta, bo ten okazał się naprawdę niezły w łóżku.
Jason po chwili pojawił się ze swoim nieodłącznym, olewczym do całego świata podejściem. Wsiadł do samochodu, poczekał aż jego jednonocny kochanek też to zrobi i odpalił. Po niedługim czasie byli w centrum niedaleko mostu prowadzącego do Miami Beach.
— No, to trzymaj się, a jak coś to się odezwę — mruknął Jason, wiedząc, że tego nie zrobi. Powtarzające się spotkania były komplikujące, a on nie chciał tego w swoim życiu.
— Odezwij się, koniecznie. — Chłopak pokiwał głową, uśmiechając się do niego jak najbardziej uroczo potrafił.
Jason tylko zaburczał coś na potwierdzenie i zamknął drzwi samochodu niemal przed nosem chłopaka. Odjechał.

***

Tymczasem Charlie się nudził. Spał do późna, ale i tak nie wiedział, co ze sobą zrobić. To nie było normalne. Zwykle był zagoniony. Jak nie w pracy, to przygotowywaniem do niej wzorów, by chociaż samemu zaproponować coś ciekawego klientom, skoro szef nie inwestował w nowe projekty. A teraz… Teraz nawet nie wiedział, co robić.
Czekał na wieczór z niecierpliwością, zaaferowany tworzeniem własnego studia. Leżał na kanapie i zabijał czas oglądaniem telewizji. Około szóstej, po krótkim zastanowieniu, sięgnął po telefon i napisał smsa do Jasona.
„Hej. Zostałbyś dzisiaj na noc…?”
„To propozycja?” — otrzymał odpowiedź po krótkim czasie.

19 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 3 – To Propozycja?

  1. TigramIngrow pisze:

    „fajne opowiadanko Wam rośnie, miejmy nadzieję że rozrośnie się do pieknych rozmiarów (wiecie, telenowela odcinek 150 ;P :D” Hue, hue… Wadera powinna zostać wróżką :D

  2. Adela pisze:

    uroczyście zawitałam na stronę i postanowiłam zapoznać się nieco z twórczością. Nie będę jeszcze dokonywać zbyt pobieżnej oceny, bo czekam ciągle na więcej seksu :P (liczę na kolejny rozdział). Charlie to taka pierdoła życiowa, która leci na swojego kumpla i jeszcze żałośnie się doprasza o buziaka. Make po prostu nim manipuluje. Sam chce go przelecieć, ale bawi go że Charlie zrobi wszystko żeby mu się podlizać, więc nie dąży do „finału” :) Taka narazie jest moja skromna obserwacja

  3. Kohaku pisze:

    mam słabość do Charliego :D jest taki słodko zagubiony, jak kociak czasem zadrapie to znowu jak się go pomizia to mruczy :P

  4. Katrina Conquista pisze:

    Blah. Mike jest zupełnie nie hetero ;P

    Charlie drama queen w pracy haha i porażka, że leci na niby heteryka i, że na niego naciska, a to nie obcy koleś tylko niby przyjaciel…

  5. Czajnik pisze:

    musze przyznac ze najgorsza rzecza w tym wszystkim sa te porownania do lasek to troszke hmmmmmm… no wkurzajace!
    a tak poza tym jak wspomnialam cholernie wciagajace no i ta gra z dawaniem czegos za cos, podoba sie

  6. Anya pisze:

    omfm, jak ja uwielbiam tatuażystów *.* charlie jest słodki xD a jeśli mike jest hetero to ja jestem blondynką. ‚fire’ w tytule idealnie tu pasuje ;] kieeeedy następny rozdziaaaał?

  7. zimowe pisze:

    haha… późno komentuje ale nie było mnie większość czasu w domku a co za tym idzie z dala od komputera się znajdować musiałam, a nie mogę siędoczekać spełnienia podneilowej obietnicy i ogółem porysowałabym sobie charliego;] a co do niego samego… straszliwie i niesamowicie dziwne jest to jego masakryczne zdesperowanie!!! co on panienka na wydaniu? Troche honoru, choc nie powiem mike mnie zaskoczył a tekst ” nie dotykaj” był całkiem niezły. I ogółem SHIVUNIU!!!! JAk można urywać w takim momencie??? nie dosyć że mi się całować zaczęli zupełnie poza mieszczącą się w mojej główce konwencją to jeszcze taką scenę mi urwałyście??? Niedobre wy!!!

  8. Moredis pisze:

    Co to kuźwa ma być? Niby 100% heteryk, a całuje z własnej woli Charlie`ego? A tu mi pociąg jedzie, o! No i to wyjście…należało się temu szefuńciowi za tak bezczelne wyzyskiwanie pracowników! Z wielkim zniecierpliwieniem czekam na kolejny rozdział ;)

  9. N. pisze:

    Nie katujcie tak ludzi ! Tak rzadko nowe odcinki, a coraz fajniej się rozkręca. Życzę powodzenia w dalszym tworzeniu.

  10. Wadera pisze:

    Ja też nie wierze że Mike jest hetero ( a kto wierzy?). Sadzę, że Charlie nam to niedługo udowodni :D A Jason?? myśle, że doda do tego wszystkiego solidną dawke pikanterii (mylę się? ;) Ogólnie to fajne opowiadanko Wam rośnie, miejmy nadzieję że rozrośnie się do pieknych rozmiarów (wiecie, telenowela odcinek 150 ;P :D

  11. mszynisz pisze:

    Muahahaha, świetny rozdział! Genialnie opisany pocałunek i… do tego nawet drugi bonusowy xD No, widzę, że się rozkręcacie! Ale ale… czemu ten rozdział tak późno :P I po drugie – czemu taki krótki?! :D :D :D

  12. wampisia pisze:

    Po raz kolejny: jeśli Mike jest hetero, to ze mnie jest królowa angielska. Przyszła. Aż tak pomarszczona nie jestem. Ale wyjście rzeczywiście było z hukiem :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s