Fire Dragon Tattoo Studio – 2 – Heteryk? Czy zajęty?

Kiedy Charlie się obudził, Mike’a już obok niego nie było. Podobnie jak jego ciuchów. Za to zza drzwi dało się słyszeć odgłosy krzątania.
Usiadł na miękkim materacu, w skołtunionej pościeli i przetarł zaspane oczy. Auć, głowa, pomyślał z grymasem. Zmarszczył brwi i po chwili otworzył usta, zastygając w bezruchu, kiedy przypomniał sobie, co się wczoraj działo. Pacnął się w czoło i jęknął. Cholera!
Zszedł z łóżka i w samych bokserkach opuścił sypialnię, zerkając niepewnie do dużego pokoju. Kate jęczała na kanapie, że nie chce wstawać, a Mike różnymi sposobami starał się ją do tego przekonać. Miał tylko trochę bardziej niż zwykle zachrypnięty głos, ale wyglądał, jakby był w całkiem niezłej formie, czego można było mu pogratulować z uwagi na wypite wczoraj ilości.
Zmieszany Charlie przetrzepał jeszcze bardziej swoje rozburzone włosy, przypominające w tym momencie stóg siana. Wszedł cicho do pokoju, stając dwa metry za kanapą.
— Hej — rzucił głucho.
Mike zerknął na niego i uśmiechnął się. Kate podążyła za jego spojrzeniem i gdy tylko zobaczyła tatuażystę, wyszczerzyła się w uśmiechu. Makijaż miała trochę rozmazany, a włosy w podobnym stanie jak jego własne, ale i tak była na swój sposób urocza.
— Heeej! — powitała go skrzypiącym od przepicia głosem.
— Jak samopoczucie? — spytał Charlie Kate, równocześnie rzucając Mike’owi sondujące spojrzenie. Chciał ocenić, czy nie jest może zdenerwowany przez jego wczorajsze odpały. Sam czuł się okropnie podle.
— Średnio — przyznała Kate, pocierając skronie i ziewając przeciągle. — Nie piję z wami więcej. A już na pewno nie z tobą. — Wskazała oskarżycielsko palcem Mike’a, który zdziwił się szczerze, nie odpowiadając kumplowi spojrzeniem.
— To ja zrobię wam śniadanie, co? — zasugerował gospodarz, szybko przechodząc koło przyjaciela do części kuchennej. Czuł się jak idiota. Dobierał się do najlepszego kumpla, wypaplał, jak ten od lat mu się podoba i kleił się do niego całą noc. Gorzej być nie mogło.
Po chwili dołączył do niego Mike, bo Kate widocznie postanowiła jeszcze chwilę poleżeć, a starszy chłopak jej na to pozwolił. Włączył czajnik i wyjął kubki na herbatę z szafki obok okapu. Wiedział, co gdzie jest, bo często bywał u Charliego.
— Też chcesz?
— Hm? — Charlie zerknął na niego. — A, tak, chętnie.
Zaraz potem schował się za drzwiami lodówki przy wyjmowaniu jajek i boczku. Mike wyjął jeszcze jeden kubek i odwrócił się przodem do kumpla.
— Mam nadzieję, że pamiętasz wczorajszą obietnicę, ty pijawo.
Charlie poszperał w pamięci, zagryzając przy tym nerwowo wargę. Miał wrażenie, że każdy centymetr skóry świerzbi go z podenerwowania.
— To, że mam poderwać jakąś laskę? — Skrzywił się i postawił patelnię na ogniu.
— Noo, dokładnie. Musisz się serio postarać — mruknął Mike i podciągnął materiał bluzki, ukazując czerwony ślad na ramieniu.
Charlie poczuł, że się rumieni, kiedy to zobaczył.
— Ja pierdolę… — mruknął żałośnie. — Jakim ja jestem debilem. Nie pytam nawet, czy jesteś wkurzony. — Przy tych słowach zerknął do tyłu na Kate. Nie chciał, żeby przypadkiem wyłapała ich rozmowę. Mówili na szczęście półszeptem, a dziewczyna wyglądała, jakby bardzo usilnie chciała dostać się do krainy snów.
— Nie zaprzeczę. Jesteś debilem, bo pić nie umiesz i nawet tego potem nie pamiętasz — stwierdził bezlitośnie Mike. — Wiesz, że za to jeszcze powinieneś mi się jakoś odwdzięczyć?
— Ale jak? No, jak chciałeś, to poderwę jakąś laskę… jakimś cudem… Co mogę jeszcze zrobić?
Kiedy podsmażył boczek, wrzucił na patelnię jajka i zaczął wyciągać talerze. Czuł się fatalnie. Szczególnie że Mike był na niego wkurzony, a przynajmniej tak mu się wydawało.
— No, teraz to do tego obiecanego to mógłbyś ją jeszcze cmoknąć. — Mike zaśmiał się, zalewając wrzątkiem herbaty.
— Że co?! — Charlie mało nie upuścił talerzy, które zadzwoniły, kiedy usiłował je utrzymać.
— Co się dzieje? — Kate uniosła się na kanapie, patrząc na nich ciekawsko.
— Nic! — odkrzyknął jej Mike i podszedł do Charliego od tyłu. — Nie mów, że ty nie dałbyś rady? — zakpił, rozbawiony.
— Mike! — syknął chłopak. — Ale to chyba przesada… No… Fuj. — Skrzywił się. — A jak sobie potem coś pomyśli, to będę miał problem.
— Fuj? To chyba ja powinienem powiedzieć. Mam od ciebie malinkę na obojczyku, a do tego spałem z tobą w jednym łóżku — odparł sucho gość. — Muszę mieć trochę radości z odegrania się.
— Zrobiłem ci malinkę? — bąknął Charlie nieprzytomnie.
— No, a niby co to jest? — Zirytowany Mike odsłonił znowu ten sam ślad, który pokazał mu wcześniej.
— Dobra, dobra — Charlie szybko zabrał się za nakładanie śniadania. — Może już o tym nie rozmawiajmy, co? — mruknął żałośnie. Spróbował zabrać wszystkie trzy talerze na raz.
Mike pokręcił głową z pełnym zrezygnowaniem.
— Daj — wziął jeden z talerzy, wyciągnął sztućce z szuflady i bez słowa ruszył do salonu, gdzie podał Kate jedzenie.
Charlie podążył za nim z dwoma talerzami i postawił je na stoliku przy kanapie. Pustą butelkę po tequili odłożył gdzieś na podłogę i usiadł na fotelu. Założył włosy za uszy i od razu zabrał się za posiłek. Kate podziękowała z uśmiechem i też pochłaniała swoje śniadanie. Mike za to wyciągnął się na drugim fotelu, kładąc nogi na stoliku i zerkając na kumpla. Sam nie wiedział, czy żałował, że zgodził się wczoraj. W końcu już swoje przeżył, a Charlie teraz musiał się męczyć ku jego uciesze. Nie był tylko pewien, czy do końca zdrowe było to, że pozwalał na coś takiego w zamian za jakiś profit.
Charlie odchrząknął po którymś kęsie i zwrócił się do dziewczyny.
— Katy, gdzie mieszkasz? Muszę i tak wrócić po samochód, to mógłbym cię potem podwieźć, czy coś — zaoferował, chcąc przerwać ciszę.
— Kawałek stąd, przy West Little River.
Mike w tym czasie wstał, żeby przynieść im herbatę, o której zapomniał.
— Okej, to zanim wrócę z autem, możesz wziąć prysznic, jak chcesz, a potem cię odwiozę — powiedział, kończąc posiłek.
— Nie, daj spokój! Nie będziesz jeździł w tę i z powrotem.
— Mam bliżej od siebie z Coral Gables, to ją odwiozę — wtrącił się Mike, siadając z powrotem na fotelu. — A poza tym ty raczej do prowadzenia jeszcze nie jesteś najlepszy.
— Jak to nie? Dobrze się czuję — odpowiedział gospodarz, pijąc herbatę i czując przyjemną ulgę dla suchego gardła. Nie czuł się za dobrze, ani fizycznie, ani moralnie. — Ale jak chcecie.
— No, to super. Ustalone. — Dziewczyna uśmiechnęła się do nich. Naprawdę jej mroczne tatuaże i kolczyki dziwnie kontrastowały z wesołą osobowością.
— A właśnie. Kiedy do roboty? — zagadnął Mike Charliego.
— Dzisiaj niedziela, to mam wolne — odpowiedział, patrząc na niego wciąż tym niepewnym spojrzeniem. — Nie piłbym tyle wczoraj, gdybym dzisiaj musiał zapieprzać w tym głupim studio. Jutro dopiero idę na popołudnie. Ale napiszę dzisiaj do tego znajomego, żebyśmy mogli jak najszybciej założyć swoje.
Pozostała dwójka słuchała go, po czym oboje pokiwali głowami na znak, że rozumieją.
— To bierz prysznic i chyba lecimy, co Katy? — Mike zagadnął dziewczynę.
— Jasne! — Ta wstała powoli i udała się w stronę łazienki. Nie dotarła tam jednak. Odwróciła się gdzieś w połowie drogi. — A ręcznik czy coś dostanę?
— Jasne.
Chłopak poszedł za nią do dość niewielkiej łazienki o kremowych kafelkach. Na dłuższej ścianie wisiały dwa przeszklone, małoformatowe rysunki oceanu, które narysował kiedyś w przypływie weny. Otworzył teraz jedyną szafkę w pomieszczeniu, w której znajdowały się poukładane w kosteczkę czyste ręczniki i podał dziewczynie pierwszy z brzegu.
— Dzięki. — Kate delikatnie wypchnęła gospodarza na zewnątrz, a po chwili zza drzwi było już słychać szum wody.
Charlie wrócił w głąb pokoju i zaczął w milczeniu zbierać brudne naczynia. Jak zwykle w towarzystwie Mike’a czuł się bardzo luźno, bo znali się już od czasów szkoły i dogadywali się nader dobrze, tak teraz, w obliczu tego, co wczoraj zrobił, był mocno skrępowany.
— To na kiedy się umawiamy? — Usłyszał głos kumpla za plecami.
— No, nie wiem… — mruknął niechętnie. Wolałby nigdy, bo nawet nie miał pomysłu, jak mógłby poderwać jakąś laskę. Nigdy tego nie robił, nawet w szkole. Nie czuł jakiegoś parcia, żeby udawać zadeklarowanego heteryka i umawiać się dla picu. — A kiedy się wybierasz na jakąś imprezę?
— Ja się do ciebie dostosuję. Wieczory mam zwykle wolne, a do roboty mogę się zawsze trochę spóźnić. Ważne, żebym zrobił swoje — odparł nonszalancko Mike. Mimo że to on był tym obmacanym, zachowywał się luźniej. Chociaż mogły to być pozory.
Charlie odłożył naczynia do zlewu i wrócił do pokoju, aby następnie usiąść naprzeciwko niego. Swobodna postawa przyjaciela jego samego wprawiała w dziwne zakłopotanie. Do tego Mike wcale nie zbrzydł mu od wczoraj i teraz z tą nogą założoną na nogę prezentował się w oczach tatuażysty bardzo atrakcyjnie.
— Ja pracuję wieczorami. Najbliższy wolny to sobota.
Dopiero teraz popatrzył na kumpla uważniej, a jego wzrok zjechał na jego koszulkę. Tak dobrze się przy nim spało… Był taki ciepły… Brakowało mu jakiejkolwiek czułości. Gdy umawiał się na seks, nie wliczało się w to nigdy nocowanie u potencjalnego kochanka.
— Ech, niech i tak będzie. Już nie mogę się doczekać. — Mike zaśmiał się wrednie.
— To nie jest śmieszne — skarcił go Charlie, chociaż wiedział, że mu się należy. — Powiesz mi chociaż, jak mam ją poderwać?
Mike wzruszył ramionami.
— No, normalnie. Zagadasz do niej, kilka komplementów, miły, rozmaślony uśmiech i spojrzenie. I jest twoja.
— To niby takie proste? — prychnął Charlie, który uważał kobiety za zbyt skomplikowane istoty. Czasami nawet cieszył się, że los zrobił z niego geja. Uniknął dzięki temu tych wszystkich gierek damsko-męskich. Faceci zdecydowanie byli łatwiejsi w obsłudze i… rzadziej odmawiali.
— Jeśli się jest przystojnym, jest się w Miami, a ona jest po kilku drinkach… to tak.
— Nie trzeba mieć wypchanego portfela? — Gospodarz uniósł zadziornie brwi.
— To później. A ty masz tylko na jeden wieczór zapewnić jakiejś damie towarzystwo. Spoko, pomogę ci. Znajdziemy jakieś koleżanki i będzie dobrze. — Mimo pozornie ciepłych słów, Mike bezczelnie nabijał się z kumpla.
— Tak, a ty będziesz siedział obok i się ze mnie napierdalał, jak przechodzę piekło — wytknął mu Charlie z marudnym wyrazem twarzy. — Dzięki ci za taką pomoc.
— Do usług. — Jego starszy kumpel przyłożył dłoń do ust i wysłał mu buziaka, rozbawiony swoim niecnym planem. Według niego Charlie czasami aż się prosił o takie dogryzanie.
— Gdybym wiedział, na co się godzę… — Charlie pacnął się w czoło z grymasem na ustach, w duchu jednak także trochę rozbawiony. Choć nie był pewien, czy to rozbawienie automatycznie nie zniknie, gdy przyjdzie mu spojrzeć w oczy jakiejś dziewczynie i spróbować zagrać heteryka.
— To dla mnie zrobiłbyś to jeszcze raz.
— Jakbym był trzeźwy, to nie…
— Zakład?
— Nie drażnij się ze mną. — Charlie spojrzał na niego na poły twardo, na poły z poczuciem winy. — Ty też byś się nie zgodził, gdybyś nie wypił.
— Zależnie od ceny. Jakbyś mi zaoferował coś fajnego, to może… — Mike zawiesił głos, uśmiechając się podle. Chyba miał to po rodzicach prawnikach.
— To brzmi trochę, jakbyś mi sprzedawał swoje ciało — zauważył Charlie, aż się nieco pesząc.
— Pecunia non olet, jak to mówią. Więc wszystko ma swoją cenę.
— I niby by ci nie przeszkadzało, gdybym się do ciebie… dobierał? — spytał Charlie, analizując sytuację. Ostatecznie stwierdził jednak, że nie mógłby czegoś takiego robić, mimo tego, jak strasznie miał ochotę na Mike’a. To nie było fair wobec kumpla. Nie, żeby ten był super sprawiedliwy, wymagając od niego tak niecnego, heteroseksualnego podrywu…
— W życiu człowiek musi iść na wiele ugód. — Głos starszego chłopaka był suchy i bezuczuciowy. Charlie wiedział, że, mimo że Mike jest z tych „pięknych i bogatych”, to u niego też nie zawsze jest różowo.
— No… zdarza się. Ale zapomnij o tej dzisiejszej nocy, co? Totalna porażka, poniosło mnie.
Naraz dało się słyszeć z łazienki, że Kate skończyła brać prysznic, więc Charlie niecierpliwie zakręcił się w fotelu. Nie chciał przy niej o tym rozmawiać.
— Raczej mało wykonalne, ale jak chcesz. — Mike westchnął i wstał. Podszedł do Charliego i nim ten się spostrzegł, pochylił się i cmoknął go w policzek. — Będę przed domem, muszę zapalić.
— Mhm… — Charlie popatrzył za nim tęsknie.
Zaraz potem szybko wstał i poszedł do sypialni, bo zorientował się, że ciągle jest w samych bokserkach. Zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie z ciężkim westchnieniem. Uch… Przez wczorajszą rozmowę, wtulanie się w nocy w Mike’a i to jego oświadczenie, że za jakąś cenę mógłby mu czasem pozwalać na coś więcej, miał totalny mętlik w głowie.
Ubrał się szybko w pierwsze lepsze szorty i bezrękawnik, po czym wyszedł z sypialni. Kate właśnie stała na środku salonu i suszyła ręcznikiem włosy. Śmiesznie sterczały jej w różne strony, bo miejscami były stosunkowo krótkie. Miała niesymetryczną grzywkę i resztę włosów mocno postrzępionych.
— Mike już czeka na zewnątrz — zwrócił się do niej Charlie.
— Dobra, tylko się jeszcze ogarnę i lecę — odparła, zarzucając włosami do tyłu. Zgarnęła je i związała gumką w maleńki kucyk. Po tym podeszła do chłopaka i położyła mu rękę na ramieniu. — Dzięki.
— Nie ma problemu. W ogóle miło cię było poznać — odpowiedział z uśmiechem i odprowadził ją do drzwi. — Gdy tylko dowiem się, co z tym kumplem tatuażystą, to dam ci znać.
— Dobra. Ja jeszcze dziś zadzwonię do tego lokalu, który mam na oku. Nie jest niby na Miami Beach, ale wystarczająco blisko uniwersytetu, więc będzie super, jak się uda.
— No, byłoby ekstra — odparł chłopak i wyszli na niski ganek, gdzie czekał już Mike. — Super będzie zacząć coś swojego i rzucić ten cały syf.
— Właśnie! Odezwę się jeszcze. — Kate uśmiechnęła się promiennie i przysunęła się do Charliego, aby cmoknąć go w policzek na pożegnanie. — Buźka, pa!
— No, na razie. — Chłopak odpowiedział uśmiechem i oparł się plecami o futrynę drzwi, patrząc, jak dziewczyna zbiega schodkami w dół.
Mike puścił ją przodem w stronę taksówki, która już zdążyła po nich podjechać. Wyglądali niemal jak para, chociaż Kate z tym swoim imagem niespecjalnie pasowała do schludnego i poważnego chłopaka.
Charlie patrzył na nich tęsknie, myśląc o buziakach, które dostał w policzek. Do tego od Mike’a nic nie można było porównać.
— Hej, Mike! — zawołał jeszcze, chcąc, żeby ten na niego spojrzał. — Dzięki za wczoraj. I do usłyszenia.
Zawołany mężczyzna odwrócił się tylko na chwilę, zanim wsiadł do taksówki. Rozbawiony, pokręcił głową i pokazał mu środkowy palec, wystawiając przy okazji język. Charlie uśmiechnął się, doskonale zdając sobie sprawę, że zrobił z siebie debila. Zresztą przy Mike’u i jego pewności siebie często zdarzało mu się mieć takie wrażenie.
Patrzył jeszcze chwilę, jak taksówka odjeżdża. Okolica w niedzielę była spokojna. Wokół liczne palmy, niskie domy i podjazdy pełne pickupów, jeepów oraz przyczep. Najczęściej można tu było spotkać Meksykanina, a Charlie utrzymywał w miarę przyjazne stosunki z sąsiadami. Większości nie przeszkadzał fakt, że czasem pojawiał się u niego jakiś facet w oczywistym celu, chociaż zdarzali się i tacy, którzy rzucali mu nieprzyjemne spojrzenia. Nie przejmował się tym, dopóki nikt mu nie ubliżał. Cenił sobie niezależność, jaką miał, mieszkając samemu, a widoki za oknem bardzo lubił. Co prawda, jak każdy, marzył o domku nad samym wybrzeżem, ale nie dało się mieć wszystkiego.
Wszedł do mieszkania i od razu zaczął sprzątać, a kiedy tylko się z tym uporał, usiadł przy laptopie i zastanowił się, jak zacząć maila. Po dziesięciu minutach miał napisane zaledwie „Cześć, Jason!”. Nie widział tego mężczyzny ponad pół roku… Naskrobał jednak szybko propozycję założenia własnego studio i odetchnął, mając nadzieję, że dostanie niedługo odpowiedź.
Dopiero późnym wieczorem usłyszał sygnał nadchodzącej wiadomości ze swojej poczty. Rzucił szkice, nad którymi siedział z nudów, po czym usiadł przy biurku, stukając nerwowo palcami o blat. Otworzył maila.

No cześć, szczylu!
Szczerze miałem nadzieję, że z innej potrzeby będziesz się ze mną chciał zobaczyć. Ale to też mi nawet pasuje. Jutro na plaży przy 5th St. Podaj godzinę.

Uśmiechnął się szeroko do ekranu. Zgodził się! To było bardzo podbudowujące, bo znał możliwości tego tatuażysty, widział jego prace i profesjonalizm, więc uważał, że z nim w zespole będą mieli szansę naprawdę się wybić.
Nie zastanawiając się nad niczym, szybko napisał odpowiedź.

Super, że chcesz! Będę czekał w południe, do zobaczenia.

***

Jason siedział na murku zaraz przy zakończeniu 5th St. o umówionym czasie. Palił papierosa. Ludzie przechodzący obok dyskretnie zerkali w jego stronę.
Nie pasował. Rudzielec z czarnym irokezem, zakolczykowanymi uszami, brwiami i wargą. Masa tatuaży i czarne ciuchy zupełnie niepraktyczne na tę pogodę. Ale nic sobie nie robił z tych spojrzeń i widać to było po wyrazie jego twarzy, zmrużonych w lekceważeniu oczach i niespiesznych gestach.
Po kilku minutach na parking, na wprost Jasona, podjechał czerwony Dodge Neon z 2005 roku, z którego wysiadł długowłosy chłopak. Rozejrzał się i ujrzawszy go, ruszył w jego stronę z uśmiechem. Wyglądał już dużo zdrowiej niż dzień wcześniej. Włosy, gdy były uczesane, sprawiały wrażenie bardzo miękkich w dotyku i dodawały uroku jego nie zniewalająco przystojnej, ale atrakcyjnej twarzy o dużych, brązowych ślepiach.
Jason uniósł na niego wzrok dopiero, kiedy ten stanął przed nim.
— Cześć, młody — dosłownie wychrypiał, co nie było dla młodszego tatuażysty specjalnym zaskoczeniem. Jason miał po prostu chrapliwy głos.
— No hej. — Spojrzał na niego pierwszy raz od pół roku i stwierdził, że mężczyzna wiele się nie zmienił. Może jedynie przybył mu jakiś nowy tatuaż czy kolczyk. — Co tam u ciebie?
— Po staremu — odparł mężczyzna. Nie miał jeszcze trzydziestki, ale było mu do niej blisko. Budził jeśli nie postrach, to chociaż spory dystans. Byłoby tak nawet, gdyby był dużo młodszy. Miał chłodne, jasno szare oczy, a do tego był nieprzyjemnie wysoki.
Charlie przygryzł wargę. Uwielbiał u niego ten zimny wzrok. Od razu przypomniały mu się erotyczne momenty w magazynie, kiedy razem pracowali.
— Przejdziemy się? — spytał. — Poopowiadam ci o pomyśle.
Starszy tatuażysta wstał. Trochę się garbił, ale i tak był sporo wyższy od Charliego. Podobno jeszcze w szkole był naprawdę niezły w kosza, ale rzucił to i zajął się zdobieniem ludzkich ciał. Jednak szczegółów Charlie nie znał, bo mężczyzna nie był typem, który lubi się zwierzać.
Chłopak już zapomniał, jak niepewnie można się było przy nim czuć. Wyraz twarzy Jasona nie pomagał.
— No, to ten… — zaczął, odchrząknął i ponownie zabrał głos, kiedy ruszyli w stronę plaży. — Pamiętasz, jak ci kiedyś opowiadałem o Mike’u?
— No, tym dupku z bogatymi starymi. Co z nim? — Jason nie był ani dyplomatą, ani najprzyjemniejszym gościem pod słońcem, ale tak naprawdę był groźny tylko z zewnątrz. Choć trzeba było dużo dobrej woli, by wyszukać w nim tę ciepłą iskierkę.
Charlie zaśmiał się do siebie, przypominając sobie, dlaczego umawiał się z nim tylko na seks, a nie na coś więcej. Według niego Jason nie nadawał się na stałego partnera.
— No, właśnie dzięki niemu i jego znajomej ten pomysł zaistniał. Wiesz, ja kasy trochę mam odłożonej, ale za mało. Wczoraj spotkałem się z tą dziewczyną i kumplem i wyszedł pomysł, żeby się razem zebrać. Ta dziewczyna poza tatuażem zajęłaby się też piercingiem. No i jakbyś w to wszedł, szybciej byśmy się rozkręcili.
— Macie miejsce?
— Katy się rozgląda. Ma mi dać znać, jak tylko będzie pewne — odpowiedział, kręcąc breloczkiem od kluczy na palcu.
— Katy to ta od piercingu?
— Tak. I mówiła, że ma oko na jakieś miejsce. Mike zajmie się resztą, głównie papierkami. Ma do tego głowę. Pracuje jako manager i skończył takie sztywniackie studia, więc wie, co i jak. Potrzeba jeszcze tylko ciebie.
— Chcecie, żebym z wami pracował? — Mężczyzna zerknął na niego z góry trudnym do odgadnięcia spojrzeniem.
Przez myśl Charliego przeszło, jak szybko on i Mike spróbują się nawzajem zabić.
— Potrzebowaliśmy czwartej osoby, to od razu pomyślałem o tobie.
— Nadal sam? — spytał nagle Jason.
Chłopak zamrugał powiekami przez tę gwałtowną zmianę tematu. Zakręcił breloczkiem na palcu. Znowu. Jak zawsze, gdy nie od razu wiedział, co odpowiedzieć, czy gdy się denerwował.
— No, tak jakoś.
— To w takim razie się zgadzam. — Jason uśmiechnął się. Miał specyficzny talent do wywoływania dreszczy za każdym razem, jak wyginał usta w czymś, co w założeniu miało być miłym uśmiechem.
Charliemu aż skoczył puls. „W takim razie”. Przełknął ślinę, popatrując na niego i znowu pędząc myślami w zawrotnym tempie w kierunku jego krocza.
— No, to świetnie! Kiedy masz czas, żebym cię przedstawił Mike’owi i Kate?
— Kiedy se tam chcesz. — Mężczyzna wyciągnął z kieszeni jeszcze jednego papierosa i zapalił. — Nadal nie palisz?
Charlie pokręcił głową. Kiedy Jason się zaciągnął, chłopak obserwował go z uwagą. Kręcił go sposób bycia tego faceta. Może nie był jego wymarzonym księciem z bajki, ale miał w sobie coś, co go podniecało.
— To ja z nimi pogadam i ci dam znać, okej? — Uśmiechnął się do niego.
— Spoko, młody — odmruknął starszy tatuażysta, nie wyjmując fajka z ust. Dużo palił.
Charlie kopnął w piasek, wsadzając ręce w kieszenie i w sumie nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć. Paradoksalnie, gdy pieprzył się z Jasonem, był bardziej pewny siebie niż podczas rozmowy z nim.
— A co tam robiłeś po odejściu z roboty?
Mężczyzna zaciągnął się i wypuścił dym nosem.
— Opierdalałem się w sumie. Trochę znowu grałem. Jakaś tam dorywcza fucha. Bawiłem się też w bramkarza w klubie, ale ludzie za bardzo mnie wkurwiali. No i dziarałem. Nic specjalnego.
Charlie jak zwykle podziwiał u niego tę beztroskę, chociaż w sumie nie wiedział, czy tak to można nazwać. Sam wolał się męczyć w tej koszmarnej pracy, żeby tylko czuć się jakoś stabilnie, więc nie bardzo rozumiał jego podejście.
— Lekkoduch z ciebie.
— Pracuję przecież, kurwa, więc gdzie tu lekkoduch? To, że ludzie mnie wkurwiają, to już ich problem. — Jason zmierzył chłopaka spojrzeniem, po czym znowu zaciągnął się fajkiem.
— Mnie by bardziej niż ludzie wkurzał fakt, że tak co chwilę zmieniam pracę. Nie męczy cię to?
— Nie.
— No okej. — Charlie wzruszył ramionami. Nie żeby się spodziewał entuzjazmu z jego strony na tym spotkaniu, ale i tak się poczuł dziwnie. Przypomniał sobie, że w sumie nigdy dużo nie gadali.
— Bo ty nadal pracujesz u tego chuja? — Jason wyrzucił peta pod nogi.
— No, niestety. — Chłopak wykrzywił usta. — Dalej siedzę do nocy, a tempo sam wiesz, jakie narzuca.
— Dupek z ciebie, że jeszcze tego nie rzuciłeś. Z twoimi umiejętnościami znalazłbyś lepszą pracę.
— Nie było jak. To wcale nie takie łatwe. — Charlie zaczął swoją mantrę. — Nawet szukać czegoś innego nie miałem czasu. A ten pomysł z własnym biznesem też tak nieplanowanie wczoraj wyskoczył.
— Bardzo łatwe. Wystarczy nie przyjść do roboty albo rzucić szefowi w twarz, żeby spierdalał. Potem tydzień łażenia i pytania, i już następna fucha. — Jason wzruszył ramionami lekceważąco. Szybko tracił pracę, ale nigdy się tym nie przejmował.
— To nie w moim stylu. Odkładałem przez ten cały czas tortur, więc teraz dzięki temu mogę się wkręcić we własne studio. — Charlie w sumie nie był pewien, czy z Jasonem jest sens prowadzić takie rozważania.
— A właśnie. Co do odkładania. Pewnie też w planie jest, żebym się dorzucił, a nie czekał na gotowe?
Charlie uśmiechnął się, patrząc na niego z dołu.
— No, jakbyś coś miał, byłoby super. Każdy coś tam od siebie wrzuca.
— Spoko, mam trochę kasy za kilka mniej legalnych… robótek. — Jason zaśmiał się tym swoich ochrypłym śmiechem. Niemal pewne było, że na starość straci głos od tych fajek. Jeśli dożyje starości ze swoim stylem życia.
Charlie pomyślał chwilę, marszcząc brwi.
— No… tylko żeby nam to nie zaszkodziło, skoro to nielegalna kasa…
— Spoko, młody. Mało który wpływowy człowiek chce się chwalić dziarą na dupie czy kolczykiem we fiucie. — Jason poklepał go po ramieniu uspokajająco.
— No, chyba że tak — odparł chłopak i zerknął za zegarek. — Ja się będę musiał zbierać do roboty. — Westchnął cierpiętniczo.
— Spoko. Zabiorę się z tobą.
Chłopak zerknął na niego i ruszyli z powrotem do samochodu.
— Gdzie cię podwieźć?
— Normalnie jedź do roboty. Mam stamtąd autobus. — Mężczyzna ruszył za nim, wyciągając kolejnego fajka. Zawahał się. — Daleko zaparkowałeś?
— Widziałeś. Zaraz obok miejsca, gdzie na mnie czekałeś.
— Racja. Cholera, nie zdążę zapalić, a te akurat jakieś słabe mi się trafiły — mruknął z niezadowoleniem, chowając paczkę do kieszeni.
— Skończyłbyś z tym. Zabije cię to.
— Na coś muszę zdechnąć. Złego czort nie bierze, więc jakoś muszę im tam pomóc.
— Twoja filozofia do mnie nie przemawia. — Chłopak zaśmiał się, kręcąc głową.
Zakręcił na palcu breloczkiem i otworzył samochód. Weszli do środka i ruszyli z podjazdu, zostawiając za sobą szum oceanu. Charliemu aż szkoda było na samą myśl, że zakotwiczy się w studiu na kilka godzin, gdy wokół panowała taka cudowna pogoda. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był na plaży, żeby się trochę powygrzewać i popływać.
Jego pasażer stukał palcami po plastiku oparcia podczas jazdy. Miał ochotę na fajka. Często zdarzało mu się palić dwa pod rząd.
— A w ogóle masz kogoś na oku? — Starał się odwrócić swoje myśli od nikotyny.
Charlie spojrzał na niego i zaraz powrócił wzrokiem na jezdnię.
— W pewnym sensie… To znaczy… Właściwie nie, bo jest nieosiągalny.
— Heteryk? Czy zajęty?
— To pierwsze. — Chłopak skrzywił się boleśnie. Cholera, ile to już trwa? Jak długo już chcę Mike’a…?
— Spij. — Jason uśmiechnął się przebiegle.
— Co…?
— No, spij go sobie i pokaż, jak fajnie może być z facetem. W najgorszym wypadku dostaniesz następnego dnia po mordzie. — Wzruszył ramionami, jakby nigdy nic.
— Nie mogę. To mój kumpel — wyrzucił z siebie chłopak, ignorując nieprzyjemne wrażenie, jakie poczuł na myśl o takiej strategii.
— No i?
Charlie postukał palcami w kierownicę, kiedy stanęli na światłach. Był duży ruch.
— Pomyśl. Przecież to byłby koniec przyjaźni.
— No, możliwe. Ale przynajmniej byś go zaliczył.
— Mamy trochę inne priorytety — odpowiedział sucho. W sumie cieszył się, że już dojeżdżali. Nie chciał ciągnąć tej rozmowy.
— To jakbyś potrzebował odreagować, to się odezwij — Jason zerknął na niego, a konkretnie na jego krocze.
— Dam znać. — Chłopak uśmiechnął się kątem ust, bo takie poprowadzenie rozmowy bardziej mu się spodobało. — A ty pewnie jak zwykle z nikim na stałe? — zapytał pro forma, parkując.
— Nie dla mnie związki. Ale nie martw się. Regularnie się badam. Poza tym, że każą mi rzucić palenie, jestem zdrowy jak ryba — odpowiedział Jason, już wysiadając.
— Powiedz to swoim płucom — parsknął Charlie, zamykając samochód. — No to jak, nie przyjdziesz odwiedzić starego szefa? — Zaśmiał się, wskazując studio za plecami. Całkiem spore, z masą plakatów na drzwiach i na ścianach widocznych z okien. Co by nie mówić, swoim wyglądem studio przyciągało klientów.
— Co najwyżej mogę sprawić, że dziś w trybie natychmiastowym wylecisz z roboty — Jason pokręcił głową, wybitnie rozbawiony.
— Dobra, dobra, to ty już lepiej idź na ten autobus. Dam ci znać, kiedy ustalimy spotkanie w czwórkę, okej?
— Jasne, młody, trzymaj się. — Jason machnął mu na pożegnanie i odszedł w swoją stronę.
Charlie popatrzył za nim i westchnął, odwracając się do swojego miejsca pracy. Nie miał czasu, żeby zadzwonić do Mike’a, dlatego idąc do studio, napisał mu szybkiego smsa: „Ten znajomy tatuażysta się zgodził. Zadzwonię jutro.”

9 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 2 – Heteryk? Czy zajęty?

  1. Katka pisze:

    Yuu, Jason to wredna menda strasznie i można go rozpatrywać bardzo negatywnie albo wręcz przeciwnie. Ale w ogóle niedawno mieliśmy rozkminę z innymi czytelnikami pod którymś rozdziałem a propos tego, że bad boye są lubiani XD Z jakiegoś niezrozumiałego powodu, haha, no więc w duchu liczyłam, że jednak Ci się spodoba i oto jest XD Fajnie, hehe, ciekawe, jak będziesz go dalej pojmować :D No i jego rozwój oczywiście, bo, czemu się nie ma co dziwić, ponad 130 rozdziałów zobowiązuje i jakieś zmiany w bohaterach być muszą. Błędy możesz śmiało wytykać, wręcz namawiamy do tego, bo same nie zawsze wszystko wyłapiemy, a tak to ktoś przynajmniej pomoże w dopieszczeniu tekstu! :D Więc dzięki wielkie :) No i… miłego dalszego czytania :)

  2. Yuu pisze:

    Katka- ja czytam… To zależy od humoru. Raz dwa tygodnie i nie mogę przeczytać a raz w dziesiąć minut przeczytam i jest dobrze ^ ^ obie opcje są bardzo prawdopodobne XD a co, Jason jest jakis…? XD zaczynam sie przez cb bac. A co do błędów to nie przejmujcie się dziweczyny tym ^ ^ ja akurat jestem do błędów przyzwyczajona, ale tez z przyzwyczajenia wytykam. Nie sprawia mi to żadnego problemu. Każdy się myli (: jeśli wam to nie przeszkadza to będę wam błędy dawać. Oczywiście nie wszędzie, bo jestem zbyt leniwa, ale to już cos XD
    ”Chłopak poszedł za nią do dość niewielkiej łazienki o kremowych kafelkach. Na dłuższej ścianie wisiał dwa przeszklone, małoformatowe rysunki oceanu, które chłopak kiedyś w przypływie weny narysował.”- na dłuższej ścianie wisiały.
    ja wgl inaczej odmnieniam fajkę ._. fajka, fajki, fajce, fajkę, fajką, fajko… ale ok x.x”
    ”To, że ludzie mnie wkurwiają, to już ich problem.”- już go kocham. Jezu on jest mój *-* *leci na kolczyki* aw chcialabym byc wysoka T_T to takeie nie fer T_T niska niby tez nie jestem, ale pragnę byc wyzsza. O ale się garbię.
    Wystraszyłam sie jak Katko powiedziąłaś, ze Josh może spodoba mii się z czasem, ale … No… Ja juz go kocham XD uwielbiam takie typki XD
    No dobra co tam jeszcze…? No to chyba wszystko. To do następnego wpisu~

  3. mary pisze:

    Po tym jak mnie powiadomiłaś o tym, że Mike hetero pozostanie i nic w tej kwestii się nie zmieni stwierdzam, że brakuje mu tu paringów… Jason jest, zbyt niegrzeczny dla Charliego. Przynajmniej dla mnie ten bohater potrzebuje ciepłej kołdry, herbatki i przytulania kiedy robi się ciemno;P

  4. zimowe pisze:

    komentuję żeby nie było!!! pod totalnym przymusem i wpływem szantażu jakiego nie powstydziłby się boss mafii. Nie a tak na poważnie to kurcze sadystycznie chyba wole żeby nasz Charlie puszczał się na lewo i prawo np z Jasonem w następnym rozdziale:P a nie uganiał się za hetero kumplem bo to niezdrowe! chłopak sobie kondycję zmarnuje. a obiekt będzie miał stały skurcz pośladków i będzie musiał jeść dużo bogatych w żelazo produktów. W każdym razie powracam do scenki najciekawszej czyli spotkania charliego z jasonem …. było no cóż… urocze:D wiem ze chciałyśce powalić na kolana zajebistością jasona ale charlie przy nim jest taki milusio zagubiony więc głównie skupiałam się na nim;D suuuper… NIECH JUŻ ZAKŁADAJĄ TO STUDIO I NIECH MA DUUUUUUŻE ZAPLECZE

  5. mszynisz pisze:

    Hehehe :D Kolejny fajny rozdział :D
    Od razu widać, że autorki są jakże okrutne dla swojego głównego bohatera!! Ten txt mnie rozwalił: „No ale to chyba przesada… no… fuj – skrzywił się.” A jakie prawdziwe!! xDDD
    Pochwalam wprowadzenie nowego bohatera, który ma dość ciekawą osobowość. Założę się, że namiesza dużo w akcji tego opowiadania! Muahaha, nie mogę się już doczekać :D
    Oczywiście Mike pozostaje ciągle moją ulubioną postacią, z jego mocno pokręconą psychiką. Stawiam na to, że w końcu będzie gejem!! (Charlie go nawróci! xDDD)

    Ukłon dla autorek! Czekam na więcej! :D

  6. Aneś pisze:

    Hm… A ja po ostatnim wypadzie do W-wy i całej nocy z kumplami kole 30 stwierdzam, że Mike może być na serio hetero XO Sama nie wierzę, że to napisałam, ale jednak.

    Z kolei Jason jest dla mnie ciut nieprzekonujący. Domyślam się, że Shiva była przekonana, że go pokocham, ale jakoś… To się nie stało XO Nie wiem, może się do niego przekonam miarę rozwoju akcji i postaci.

    No i dalej jestem fanką Kate <3

  7. Waji pisze:

    tak się zbierałam żeby skomentować pierwszy rozdział, że już drugi się pojawił :P
    Tak szczerze to Mike jest jakiś takiś mułowaty, hetero z niego żaden, jak się dał tak wymacać kumplowi, no i jeszcze całokształt jego dotychczasowych tekstów w rozmowach z Charliem XDD chociaż może mieli być bardziej nachlani niż ja to odebrałam : ) ale za to uwielbiam już Jasona, lubię dziwne postacie XP zresztą jest bardzo dobrze wg mnie zarysowany, od razu czuć że facet ma charakter : )

  8. Berniak pisze:

    hehehe, Jasoon rządzi:DDD „dziara na dupie i kulczyk na chuju” XD Sweet.

    A Mike nie może być hetero hahaha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s