Fire Dragon Tattoo Studio – 1 – Kiedy świat wiruje…

Lato w Miami było jak zawsze gorące. Życie nad zatoką pulsowało zarówno w dzień, jak i w nocy. Gorące laski, piękna pogoda i to miasto. Chciało się żyć. Po prostu raj na ziemi. Wyjście na plażę oznaczało podziwianie surferów, opalonych i wysportowanych ciał. W Miami kwitło także nocne życie. Nocne kluby i balangi do rana. Drink z palemką i już można było poczuć ten klimat. Jednak poza tymi wszystkimi radościami, które spotykały pięknych, wolnych i bogatych, była też druga strona Miami. Strona, w której jej mieszkańcy musieli pracować, żeby inni mogli się bawić.
Podczas jednej z takich nocy, równie upalnej co każda inna o tej porze roku, w pewnym studiu tatuażowym panował dosyć spory ruch. Pewnie dlatego, że znajdowało się ono w popularnej okolicy i jako jedyne było otwarte do późnych godzin.
Stojąc w niedużym korytarzu, postawny, wytatuowany, łysy facet będący szefem tego zacnego przybytku, konwersował z jedną z młodych klientek.
— To w takim razie taką wróżkę pani sobie życzy?
— Tak, jest śliczna! — Kobieta cieszyła się, zapatrując się na szkic swojego przyszłego tatuażu, widniejący na razie na pokazanej jej przez mężczyznę kartce. Wróżka była niedużą, ale bardzo zgrabną postacią z podwójnymi skrzydełkami, przysiadającą na otwierający się kwiat. Na rysunku była w postaci szkicu, a już wyglądała cudnie, więc klientka nie mogła się doczekać ujrzenia kolorowej wersji na własnej skórze.
— W takim razie zapraszam na kozetkę. — Szef studia wskazał kierunek.
Kiedy kobieta przeszła do drugiego pomieszczenia i usiadła na miejscu, drugim wejściem do środka wszedł dwudziestokilkuletni chłopak. Jego oczy skrywały się pod długimi do połowy łopatek, kasztanowymi włosami, kiedy pochylony mieszał w pojemniczkach tusz.
Kobieta zerknęła na niego niepewnie. Taki młody, przemknęło jej przez myśl. A to był jej pierwszy tatuaż.
— Charlie, tu masz wzór. — Szef studia podał tatuażyście rysunek. Był na tyle dużym facetem, że tatuażysta wyglądał przy nim wręcz jak drobna nastolatka. — Zadbaj o panią.
Chłopak uniósł do góry wzrok i tylko skinął głową, już przyglądając się uważnie wróżce na kartce.
— Witam. — Uśmiechnął się do kobiety przyjaźnie, jednak bardziej pochłonięty był tym, co miał tatuować, a nie swoim „płótnem”. — Gdzie będziemy robić ten tatuaż?
— Na biodrze… ale… — Kobieta zawahała się. — Długo… robisz tatuaże? — Zwrócenie się do niego per „pan” najwyraźniej nie chciało przejść jej przez gardło.
Wyczuwając jej niepewność, Charlie uśmiechnął się trochę nerwowo i równie nerwowo założył włosy za ucho.
— Pracuję tu nieco ponad rok. Wiem, jak się robi tatuaże. Niech się pani nie martwi. — Puścił jej oczko. — Na którym biodrze? Może pani pokazać, jak duża ma być ta wróżka?
Kobieta zmierzyła go wzrokiem po raz kolejny, po czym trochę nieśmiało się uśmiechnęła. Była, mimo wszystko, wyraźnie zdenerwowana.
— Na tym i… no, mniej więcej taka. — Zsunęła niżej spodnie z biodra oraz pokazała palcami, jak duży ma być jej nowy, śliczny tatuaż.
Charlie przyjrzał się uważnie, nic już do niej nie mówiąc. Przysunął sobie wygodny taborecik, którego siedzenie kręciło się, dzięki czemu nie musiał się specjalnie przekręcać, by sięgać od skóry do stoliczka z tuszem. Rysunek położył klientce na kolanach, by móc na niego patrzeć, gdy będzie tatuował. Nie używał kalki, bo wzór był bardzo prosty, a on już miał za sobą bardziej skomplikowane tatuaże. Po prostu przyglądał się wróżce i rysował zmywalnym markerem, a potem poprawiał już maszynką. Wynik był bardzo dobry, ale chłopak robił go dosyć długo. Potem jednak sam wpatrzył się w niego z dumą.
— No i gotowe! — oznajmił, delikatnie odkażając tatuaż.
Kobieta odetchnęła z ulgą po tych słowach. Była z siebie dumna, że tak dzielnie się trzymała, mimo bólu.
— Jest tu lustro? — spytała, wstając.
Charlie skinął głową, podchodząc szybkim krokiem do przeciwległej ściany. Po zdjęciu jednorazowych rękawiczek odsunął kotarę, za którą znajdowało się wysokie, stojące lustro.
— Podoba się pani? — spytał, patrząc na nią z napięciem w oczach. Chciał, żeby była z tego zadowolona, nawet jeśli sam proces tatuowania wydawał się być dla niego czynnością, w której poza nim nie bierze udziału żadna osoba.
Klientka zagapiła się na swój tatuaż, po czym niemal jęknęła za zachwytu. Radość odbijała się w jej dużych, zielonych oczach, które na pewno wielu facetów uznałoby za niezwykle ładne, ale na pewno nie jej tatuażysta. Doceniał ten atut, ale ani razu nie zerknął na nią jak heteroseksualny mężczyzna.
— Och, Jezu, jest śliczna! Jak żywa! — Klientka wyszczerzyła się do własnego odbicia.
Charlie poczuł się mile połechtany i lekko zagryzł dolną wargę, żeby się za bardzo się szczerzyć.
— No widzi pani. Niby taki młody, ale umie.
Potem powiedział dziewczynie, w jaki sposób ma dbać o tatuaż, sprzedał jej odpowiednie maści i kazał przyjść za dwa tygodnie, żeby zobaczyć, czy wszystko dobrze się zagoiło. Ewentualnie mógł później wprowadzić poprawki, ale nie sądził, żeby była konieczność. Tak częściej bywało przy większych, bardziej wymagających wzorach.
Kiedy tylko klientka wyszła, do środka wpadł szef z niezadowolonym wyrazem twarzy, który zwykle przejawiał się powstaniem dwóch, głębokich bruzd pomiędzy jego grubymi brwiami.
— Co to, kurwa, ma być? Czemu tak długo? Ludzie czekają! — fuknął na niego z pretensją na swojej groźnej twarzy. Zdecydowanie potrafił wyglądać jak zirytowany goryl wywalający uchlanego gościa z klubu, a nie szef dobrze prosperującego biznesu w centrum Miami.
Chłopak skrzywił wargi z niesmakiem, który jednak starał się pohamować, bo jeszcze tego by mu brakowało, żeby został wywalony z roboty. Ciężko było znaleźć pracę w studiu, kiedy było się takim młodym i nie miało się długiego doświadczenia w fachu.
— Już, już, mogę dalej — mruknął posępnie. — Chciałem, żeby się podobał. To jej pierwszy tatuaż. Zresztą, no… — zawahał się, ale i tak musiał dodać swoje trzy grosze. — Stawiajmy na jakość, nie ilość, bo ludzie będą narzekać.
Charlie odbierał swoją pracę jako tworzenie sztuki, a nie masową produkcję. Thomas, jego szef, nic nie odpowiedział, tylko rzucił mu spojrzenie mówiące „nie kozakuj, szczylu”. I wyszedł. A po chwili do pracowni zawitał kolejny klient. Nie trudno było się tu poczuć jak w fabryce.
Charlie pracował do późnej nocy, a i tak wytatuował mniej ludzi, niż spodziewał się jego pracodawca. Był przynajmniej zadowolony ze swoich wyników, podobnie jak jego klienci. Kiedy zostały już może trzy godziny do świtu, posprzątał po sobie i ziewając potężnie, wyszedł z pracy.
O tej porze ulice były niemal puste, a powietrze trochę chłodniejsze. Nie na tyle jednak, żeby było mu zimno w krótkich, jeansowych spodniach i czerwonym podkoszulku z nadrukiem przedstawiającym żabią czaszkę i śmieszny napis. Kolor koszulki nieco zlewał się z jego tatuażami. Palące się pnącza sięgały od ramion aż po nadgarstki, więc część była widoczna, gdy nosił takie koszulki.
Szedł do domu na nogach, bo mieszkał bardzo blisko. Nie przeszkadzało mu, że wokół było pusto i istniała możliwość jakiegoś napadu. Zwykle po pracy był tak zmęczony, że ignorował dosłownie wszystko wokół i szedł noga za nogą, nawet nie rejestrując tego, że kilka psów z mijanych po drodze ogródków obszczekało go raz wrogo, raz przyjaźnie.
W trakcie swojego spaceru, którego celem było wygodne łóżko, wyciągnął telefon i napisał szybkiego smsa do kumpla. Wiedział, że pewnie jest jeszcze na jakiejś imprezie. Był zresztą piątek, a jutro mieli wolne.
„Jutro na piwo, dla wykończonego życiem artysty?”
Po chwili otrzymał wiadomość zwrotną: „Też mi artysta :P Ale dobra. Gdzie?”.
Uśmiechnął się pod nosem i odpisał.
„Ten niby-artysta zrobił ci zajebisty tatuaż. W Sunset, jak zwykle.”
„Wielkie mi co. Nie przechwalaj się. To do zobaczenia. Kogoś przyprowadzę.”
„No, do zobaczenia, buziaki :*” — odpisał dla zgrywy i wreszcie dotarł do mieszkania.

***

Obudził się późnym popołudniem, kiedy słońce już zbyt intensywnie zaglądało mu do pokoju.
Zauważył, że śpi w samym ręczniku na biodrach, a właściwie ręcznik zdążył mu się mocno pozwijać. Musiał wczoraj paść zaraz po prysznicu, a był tak zmęczony, że nawet tego nie pamiętał.
Szybko zjadł śniadanie, o ile można było tak nazwać posiłek o tej porze dnia. Założył krótkie, kremowe spodenki oraz pomarańczową koszulkę bez rękawów. Podrzucając kluczykami od auta, wyszedł z domu, żeby zdążyć na spotkanie.
Sunset było, jak na swoją całkiem chwytliwą nazwę, dość małym klubem połączonym z barem. Często spotykał się tam z Michaelem Spencerem. Byli kumplami od bardzo dawna i nieźle się rozumieli. Chociaż Mike’owi dużo lepiej się ułożyło w życiu niż Charliemu. Oczywiście dużą w tym zasługę miały pieniądze i status jego rodziców, ale też duże zdolności szybkiego przyswajania wiadomości i pracowitość. Charlie był za to artystą, niekiedy chaotycznym i niepotrafiącym zorganizować sobie czasu, jak jego przyjaciel z dzieciństwa.
Zaparkował swoim starym, czerwonym Dodgem przed barem i wszedł do środka, szukając wzrokiem kumpla. Najpierw powitało go znane urządzenie wnętrza. Dużo bambusa i innych, naturalnych elementów. Okrągłe stoliki, liście palm powieszone na ścianach oraz drewniana, miejscami skrzypiąca podłoga.
Mike’a oczywiście nie znalazł, ale to dlatego, że sam był trochę za wcześnie. Usiadł przy barze i zamówił duże piwo. Czekał, wystukując palcami jakiś rytm na blacie.
Mike niestety miał zwyczaj czasem się spóźniać, więc Charlie zobaczył go dopiero pół godziny później, idącego w jego stronę z… jakąś laską.
— Cześć. — Klepnął tatuażystę w plecy, gdy już znalazł się przy nim.
— Hej — odpowiedział chłopak, odkładając już pusty kufel na blat i zerknął na towarzyszącą przyjacielowi dziewczynę. — Przedstawisz mnie?
— Jasne. — Mike uśmiechnął się i objął dziewczynę w ramionach. — To Charlie, mój stary kumpel, o którym ci opowiadałem — zwrócił się do czarnowłosej dziewczyny z masą kolczyków, nie tylko w uszach. — A to jest Kate. Zgadnij, czym się zajmuje.
Charlie rzucił jej przyjazne spojrzenie. Wyglądała na rozrywkową dziewczynę, która lubiła ubierać się w trochę mrocznie-słodki sposób.
— Hm… — Zagryzł w zamyśleniu wargi. — Piercing?
— I tatuaż — dodała. Miała delikatną chrypkę w głosie, ale przyjemną dla ucha. W ogóle wydawała się bardzo drobna, albo ze względu na swoją niedużą, trójkątną twarz, albo zwyczajnie była chuda. Nie miała bynajmniej imponującego biustu.
— Super! — Uśmiechnął się szerzej. — A w jakim studio pracujesz?
— Pracowałam… dla ścisłości. — Przewróciła oczami.
Mike machnął na barmana, żeby móc wziąć coś do picia i usiąść przy stoliku. Kiedy zajęli miejsca na otwartej przestrzeni, chowając się w cieniu parasoli, Charlie wrócił do przerwanego tematu:
— Interes nie szedł? — Pomyślał o swoim „interesie” i sam wykrzywił niechętnie usta. Na szczęście ładna pogoda i widok na palmy stojące przy obszernym parkingu nieco poprawiały mu humor. Lubił krajobraz w Miami, bo nawet w ciężki dzień dobrze na niego wpływał. Zawsze było tak słonecznie i ciepło, a on chyba wpadłby w depresję, gdyby miał żyć gdzieś, gdzie ciągle padało.
— Coś w tym stylu. Konkretnie to kadra się wykruszyła do lepszych salonów i trzeba było zamknąć — wyjaśniła ponuro dziewczyna, sącząc swojego kolorowego drinka. Bawiła się przy tym rurką, spoglądając co raz po mężczyznach przechodzących obok i dalej ulicą.
— Widzisz? — Charlie spojrzał na Mike’a niby oskarżycielsko. — Artyści nie mają życia. A ty jeszcze z nich kpisz — dodał nieco teatralnie, chociaż uśmiechając się kątem ust.
— Marudzisz jak zwykle — burknął prześmiewczo zagadnięty chłopak, który był dwa lata starszy od swojego kumpla. Swoim wyglądem również prezentował większą dojrzałość, chociażby przez schludnie wyprasowaną, grafitową koszulę i równo przystrzyżone, krótkie, ciemne włosy. Był też wyższy od Charliego. — Sam se wybrałeś taką fuchę.
— Nie, ja zostałem do tego powołany — odpowiedział Charlie żartobliwym tonem, chociaż tak naprawdę traktował swoją pracę bardzo poważnie. — Ale mnie się też nie wiedzie — dodał już do nowo poznanej dziewczyny.
— Czemu?
Mike w tym czasie czmychnął, by przynieść jej drugiego drinka, za którego oczywiście on płacił. Był bogaty. Nie dość, że jego rodzice byli przy kasie, to on też pracował i nieźle zarabiał na stanowisku managera w pewnej firmie.
— Mam wkurwiającego szefa, którego marzeniem jest przenieść się do czasów niewolników. W roli pana rzecz jasna — mruknął Charlie, przecierając oczy, pod którymi prawdopodobnie miał wory. Jego długie włosy dzisiaj też nie układały się tak, jakby tego chciał, bo położył się do łóżka z mokrymi. — Czasami wolałbym chyba malować na ulicy, ale żyć trzeba.
— Chujnia, toż to nie fabryka! — Kate oburzyła się i pociągnęła drinka przez słomkę.
Mike tylko kiwnął głową. Już nie raz wypowiadał się na ten temat.
— „No ale ludzie czekają” — zniechęcony Charlie zacytował Thomasa i upił duży łyk piwa. — Wyobrażasz sobie w jeden dzień wytatuować dziesięciu ludzi? Potem marnuję pół soboty na odsypianie.
— Charlie, nie marudź. Już ci mówiłem, żebyś to rzucił, bo zrzędzisz jak stara baba. — Mike nigdy nie był subtelny. Może dlatego jeszcze trzymał się w tej swojej robocie, gdzie nie raz przejawy sympatii były niewłaściwie wykorzystywane.
— Ale tobie to łatwo mówić. — Chłopak odchylił się na krześle i palcami przeczesał do tyłu włosy. Przez to wyraźniej widać było jego całkiem delikatną twarz o dużych, brązowych oczach i gładkich rysach. — Muszę jakoś płacić za mieszkanie i samochód. Kasa sama nie przychodzi i nie puka do drzwi, wiesz? — Wykrzywił wargi, zdołowany tym tematem.
— No, ale nie możesz się męczyć. Bycie bez pracy jest trudne, ale ja na razie ciągnę — zagadnęła Kate. Wydawała się być pogodną osobą mimo mrocznego wizerunku.
— Nie będzie się ciągnąć wiecznie — zauważył Charlie, któremu nigdy do głowy nie przyszłaby taka beztroska. Spojrzał na nią całkiem poważnie. — Trzeba jakoś zarabiać przecież.
— Wiem, wiem — mruknęła. — Ale co? Mam pójść pracować poza swoim zawodem? A w żadnym salonie, ani piercingu, ani tatuażu, mnie nie chcieli. — Zasępiła się.
— Bo w Miami dużo jest takich jak my. — Charlie poczuł wspólną więź z dziewczyną, która wyglądała na równie nieszczęśliwą z braku powodzenia w swoim zawodzie. — W takim wypadku trzeba zakładać swój salon.
— Noż ci już, kurcze, to radziłem jakiś rok temu, a ty nadal nie słuchasz! — Mike zaczął na niego naciskać, nie tylko podniesionym głosem i wróceniem do wałkowanego tematu, ale i pochyleniem się do przyjaciela nad stolikiem. — Chyba masz trochę kasy odłożonej, co nie?
— No mam… — Chłopak postukał palcem w kufel, zerkając na niego niepewnie. — Ale za mało jeszcze, zbiera się.
— Katy, ty wspominałaś, że masz pomysł na lokal.
Dziewczyna patrzyła ze zdziwieniem na chłopaka, z którym przyszła, ale pokiwała głową twierdząco.
— Ja mam jeszcze trochę kasy, to bym się do tego włączył — podjął Mike. — Zająłbym się całą administracją, a wy musielibyście pokazać, że jesteście najlepsi w Miami. — Uderzył wskazującym palcem w stół. — Dobrze byłoby tylko, żebyśmy mieli jeszcze jednego tatuażystę, bo we dwójkę może być ciężko.
Charlie popatrzył na niego z wahaniem, ale i pewną nadzieją w oczach. Nie był osobą, która lubiła zmiany, ale swoją aktualną pracę rzuciłby w cholerę, gdyby tylko mógł. Męczył się w niej, ale równocześnie nie chciał rezygnować, aby móc się rozwijać.
— O ja… Serio byście chcieli? — wykrztusił wreszcie.
— Jak nie nawalisz! — Mike zaśmiał się, a Kate pokiwała żywo głową. I tak była na lodzie, więc taki pomysł bardzo jej pasował.
Charlie wręcz roześmiał się radośnie.
— Nie nawalę, znasz mój talent — odpowiedział z entuzjazmem. — I nie zaprzeczaj, ani się nie drażnij. Jestem teraz zbyt zadowolony! — Śmiał się, kręcąc na palcu breloczkiem przy kluczach.
— No, nie zaprzeczę. — Mike uśmiechnął się. — Na tego smoka to laski lecą jak do miodu.
— Robiąc go, miałem jednak nadzieję, że służy wyższej idei, ale niech będzie i taki pożytek z mojej sztuki… To kiedy mogę rzucić w cholerę moją aktualną robotę?
— Chyba jak znajdę lokal i go zaklepię, co nie, Mike? — Dziewczyna popatrzyła po chłopakach.
— No, dokładnie. Ja zacznę przygotowywać papiery, a ty się zastanów, kogo jeszcze zgarnąć do twojego salonu na trzeciego.
— Zapytam kumpla, z którym kiedyś pracowałem tu, gdzie teraz. Chyba też za bardzo roboty nie ma, a dobry był… — Charlie wspomniał bynajmniej nie tylko wspólne pracowanie.
— No, to super! — Kate ucieszyła się. — Chłopaki! Jesteście wspaniali!
Charlie uśmiechnął się do niej z radosnymi błyskami w oczach. Jedno spotkanie sprawiło, że nabrał chęci do życia. Ba! Nawet do pracy! Bo przecież musiał w nowym studiu pracować najlepiej jak mógł, więc trzeba było do czasu otwarcia ćwiczyć, ile wlezie.
— Dzięki, że w ogóle chcesz się w to wkręcić — zwrócił się do Kate, zdając sobie sprawę, że sam z kumplem nie mógłby tego zrobić. — No i tobie też, Mike. — Stuknął go łokciem w ramię.
— Zawsze do usług, słodziaku. — Starszy chłopak pomiział go pod brodą dla zgrywy, po czym poczochrał włosy z łobuzerskim uśmiechem.
— Spadaj ode mnie! — prychnął Charlie, odtrącając jego rękę i ukrywając lekkie zmieszanie. Uśmiech nie schodził mu z ust. — Jaki ja jestem wspaniały, że zaprosiłem cię dzisiaj na piwo. Lepiej nie mogło się to skończyć.
— Tak, zaprosiłeś, ale ja za damę płaciłem — zauważył Mike. — I za siebie w sumie też — dodał złośliwie.
— Ale odpłacisz się, jak będziemy już na swoim — dodała Kate.
— A wy… razem jesteście? — spytał niespodziewanie Charlie, przypominając sobie, że niczego jeszcze się o Kate nie dowiedział poza jej fachem.
— Słucham? — Dziewczyna oburzyła się i spojrzała na Mike’a.
— Nie — odparł ten, zakładając ręce na piersiach. — Pytasz, jakbyś mnie nie znał.
— Pytam, bo mi nie powiedziałeś, skąd się znacie — zauważył neutralnie Charlie.
— Z klubu — odpowiedzieli razem.
— Jak tydzień temu byłem w Hot Sand i ją poznałem — kontynuował Mike.
— A konkretnie to ja go zagadałam i poznałam, kiedy tańczył nachlany na barze — dodała dziewczyna.
Charlie parsknął śmiechem, mrużąc przy tym oczy.
— To do niego pasuje. Ale mogłeś mnie zabrać ze sobą, wiesz? — rzucił niby oskarżycielsko.
— Mogłem, ale nie zabrałem.
Dziewczyna chichotała pod nosem, słuchając tej całej rozmowy, a Charlie teatralnie wydął wargi.
— Mówiłem? — spojrzał na Kate. — My artyści jesteśmy niechcianym gatunkiem.
Ta roześmiała się już zupełnie, całkowicie tracąc swój mroczny image, a Mike przewrócił oczami.
— Tak, niechcianym, niechcianym. Jakbyś tak nie marudził, że jesteś padnięty za każdym razem, kiedy gadamy, to bym cię zabrał, mój ty artysto. — Mike miał zwykle dość drwiący głos, ale kiedy tak mówił, było to jeszcze bardziej wyczuwalne. Jednak do przyzwyczajenia.
— Też byś był, gdybyś o trzeciej nad ranem rzeźbił ludziom czaszki na tyłkach. — Mimo jego słów, Charlie marudził jeszcze bardziej. — Ale ratujesz mnie z tej wiecznej niedoli, to przestanę i możemy chodzić na imprezki.
— Taaaa, jasne. Na te twoje imprezki się nie piszę.
— Jakie imprezki? — zapytała ciekawsko Kate, a Charlie przycichł na moment.
— Nie bądź wredny — burknął do kumpla.
Dziewczyna spojrzał to na jednego, to na drugiego, mrugając powiekami.
— Nie jestem wredny, tylko szczery — odpowiedział Mike Charliemu, po czym zwrócił się do dziewczyny. — Charlie łazi czasami na takie lamerskie spotkania kółka garncarskiego — zakpił, ale uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
— Twoje poczucie humoru jest niezwykle powalające — odparł chłopak z krzywym grymasem na ustach. — Cieszę się, że ci tego smoka wytatuowałem, bo chyba na nic innego te laski nie mogą u ciebie lecieć.
— Mam boskie ciało — zapewnił Mike. — Na to też lecą.
Kate tylko chichotała. Miała fantastyczną rozrywkę, a teraz dodatkowo pretekst, żeby zlustrować Mike’a wzrokiem.
— Tak ci mówią, przeglądając twój portfel? — odparował Charlie, sam powstrzymując się przed śmiechem. Starał się zachować teatralnie poważny wyraz twarzy.
— O racja! Na to też. Nie jak u co poniektórych — odparł Mike niezwykle ciętą i bolesną ripostą. Nigdy nie był delikatny.
— Usiadł taki ideał i naśmiewa się z niższych od siebie — rzucił Charlie w stronę dziewczyny, ale tak, żeby Mike wiedział, że to do niego. — A po takim zdołowaniu człowieka będzie ci wyrzucał, że marudzisz. — Ideał, pomyślał przy okazji. Ciałko Mike ma kuszące…
— No, okropny z niego bydlak. Nie dość, że bogaty, inteligentny i przystojny, to jeszcze z takim seksownym tatuażem. — Rozbawiona Kate figlarnie przygryzła wargę, patrząc to na jednego, to na drugiego.
— Ja też jestem inteligentny, przystojny i mam seksowny tatuaż — zauważył Charlie ze śmiechem. — Brakuje mi jedynie jednego warunku. I co? I od razu się ten tutaj będzie uważał za lepszego.
— Oczywiście. — Mike wyszczerzył się do niego wrednie.
— Okrutnie… — Charlie pokręcił głową, mrużąc do niego oczy. — Masz niezdrowy system wartości.
— Wiem, ale lubisz to — Mike zaśmiał się, ponownie go czochrając.
— Oż, będę wyglądał jak jakiś bezdomny kundel. — Charlie zniecierpliwił się, starając się przywrócić fryzurę do poprzedniego stanu. — A ty za bardzo lubisz moje włosy, jak widzę — mówiąc to, spojrzał na jego twarz tęsknie. Miał rację. Coś w tej jego pewności siebie było pociągającego. Zawsze mu się to podobało i było to jedną z zalet kumpla, przez które najzwyczajniej w świecie się w nim kochał.
Mike zauważył to specyficzne spojrzenie i trochę spoważniał.
— Nawet nie próbuj — zaznaczył twardo.
Kate za to śmiała się dalej, sama wyciągając rękę, żeby poznęcać się nad włosami Charliego. Skończyło się na tym, że chłopak wyglądał jak po przetrwaniu wielkiej wichury. Nic jednak nie odpowiedział na słowa Mike’a, chowając twarz w kuflu i dopijając resztki piwa. Cieszył się, że teraz włosy zakrywają mu oczy. Nie lubił, gdy było po nim widać, jaką ma słabość do kumpla.
Po kilku kolejnych godzinach gadania i picia cała trójka postanowiła zmienić lokal. A przynajmniej dwójka, bo Kate trochę za mocno znieczuliła się tymi drinkami. Zaś Mike jakoś nie miał oporów przed kupowaniem jej kolejnych.
Wyszli z baru, gdy było już ciemno. Stanęli przed samochodem Charliego, którym chłopak trochę nierozsądnie tu przyjechał, ale nie wiedział, że będą tyle pić. Podpierał jednym ramieniem dziewczynę, drugą ręką trzymając się słupa telegraficznego. Sam nie widział całkiem ostro, ale i tak spróbował spojrzeć na Mike’a.
— Kto prowadzi? — Zaśmiał się. — Moglibyśmy pojechać do mnie. Albo do twojej wypasionej chałupki.
— Nikt nie prowadzi. Wzywamy taksówkę — wymamrotał Mike, trochę zirytowany tak głupim pytaniem. — Jedziemy do ciebie. Ja jakoś dam radę wrócić do siebie, a ty przynajmniej jej nie zmolestujesz. — Wskazał głową dziewczynę i wyciągnął telefon, żeby zadzwonić po transport. Miał nadzieję, że trafi w klawisze i nie dodzwoni się przypadkiem do agencji towarzyskiej.
Charlie wydął wargi. Kiedy bywał podpity, zdarzały mu się pewne ekscesy i bynajmniej jazda po pijanemu nie była na pierwszym miejscu na liście. Nigdy nie poszedł na studia, więc może dlatego wciąż zachowywał się czasem jak gówniarz i nadrabiał.
Teraz jednak poddał się woli Mike’a z lekkim buntem na twarzy.
— No jak chcesz…
Mike podał adres kobiecie po drugiej stronie telefonu i rozłączył się. Wziął od młodego tatuażysty dziewczynę, która przytuliła się do niego jak koala.
— Spotkałeś kogoś ostatnio? — spytał w końcu. Miał inny głos niż wcześniej. Łagodniejszy. Nie wiedział, czy to nagłe zainteresowanie życiem prywatnym Charliego to sprawiło, czy może cisza i spokój wokół. Dodatkowo Sunset znajdowało się blisko oceanu, więc nawet tutaj słychać było jego szum, rzadko przerywany dźwiękiem silników samochodów przejeżdżających wąską drogą.
— Hm? — Młodszy chłopak zerknął na niego nieco rozbieganym, pijackim wzorkiem. Opadł plecami na słup i przekrzywił głowę, żeby włosy nie zasłaniały mu oczu. — Nie bardzo… — Zaśmiał się cicho.
Mike przetarł twarz dłonią.
— Nie bardzo? Czy w ogóle? Szukałeś sobie w ogóle kogoś?
— No, nie spotkałem. — Charlie wzruszył ramionami i niemalże przewrócił się od tego gwałtownego gestu. — Ou… Ciężko kogoś znaleźć. Jakbyś mnie zabierał na imprezy, to może i bym znalazł. Ale mnie nie chcesz.
— Na imprezach, na które chodzę, są tylko laski i heterycy. Charlie, za rączkę cię prowadzić nie będę. Nie w tej kwestii. — Mike westchnął ciężko, a Kate na jego piersi tylko sennie zamruczała.
— Przecież nie proszę, żebyś mi chłopaka znalazł — zbagatelizował tatuażysta, podchodząc do niego i klepiąc po ramieniu, co skończyło się na tym, że się na nim uwiesił. — Nie martw się, ideale, ja też jestem niezłym przystojniakiem. W końcu się ktoś skusi — Zaśmiał się, już nawet nie wiedząc, co wygaduje.
Ty mógłbyś, pomyślał przy tym z goryczą.
— Nie ma, że skusi. Nic samo się w życiu nie zrobi — mruknął Mike, ale nie odczepił od siebie kolejnego bagażu. Na szczęście taksówka przyjechała szybko i stanęła kilka metrów od nich.
— Może ten kumpel, którego będę pytać o współpracę, będzie chociaż chętny na seks — odparł beztrosko Charlie, wsiadając do samochodu.
Kierowca o mało się nie zakrztusił, ale nie skomentował tego, co usłyszał na powitanie.
— Już to z nim robiłeś? — Mike podał kumplowi Kate, która od razu opadła bezwładnie na jego ramię. Po tym sam wszedł do samochodu.
— Mhm. Gdy razem pracowaliśmy, to pieprzyliśmy się codziennie w magazynku — wyjaśnił ze śmiechem Charlie, teraz zupełnie nieskrępowany faktem, że słucha go kierowca, zapewne już cały czerwony na twarzy.
Mike parsknął śmiechem, kręcąc głową. Chyba był na tyle pijany, że też nie zwracał na to uwagi. Normalnie pewnie by go skarcił. Nie lubił problemów, mimo że otwarcie stał za prawami homoseksualistów.
— Dziwka — skomentował dość dobitnie i pijacko.
Charlie, zanim mu odpowiedział, podał już mocno zniesmaczonemu kierowcy adres swojego mieszkania.
— Aleś powiedział. — Szturchnął kumpla w ramię ponad głową Kate. — Filozof. Każdy się lubi pieprzyć. Nie? — zwrócił się do podstarzałego taksówkarza.
Ten zdusił kilka mało uprzejmych odpowiedzi i tylko mruknął, że jego zadaniem jest zawieźć ich pod wskazany adres, a nie dyskutować z nimi. Mike nic nie powiedział, aż nie dojechali na miejsce. Podróż upłynęła im w pijackiej zamule.
Wyprowadził upitą dwójkę towarzyszy, po czym zapłacił taksówkarzowi z solidnym napiwkiem, w głębi domyślając się, że mężczyzna nie raz w swoim fachu musiał spotykać się z równie ciekawymi klientami.
Charlie stał objęty ramieniem z Kate na chodniku i czekał na Mike’a. Kiedy ten do nich podszedł i doczłapali się do drzwi, chłopak cudem odpiął od paska breloczek z czerwonym Ferrari i spróbował trafić kluczem do zamka. Mike czekał. Jedyne, w czym pomógł, to wziął ciężar dziewczyny na siebie. Zaś Charlie, mając dwie ręce wolne, jedną przytrzymał przy zamku, a drugą ponownie nakierował do dziurki i po tej skomplikowanej operacji otworzył drzwi.
— Zapraszam do mojego pałacu — wymamrotał i wtoczył się jako pierwszy.
Mike, prowadząc Katy na swoim ramieniu, wszedł za nim ze zdegustowaną miną. Zdecydowanie Charlie za szybko się upijał. Kate w sumie też. Gdyby nie był sobą, tylko jakimś skurwielem, bez problemu mógłby wykorzystać okoliczność.
Tymczasem Charlie zrzucił swoje koszulki z kawowej kanapy na drugi koniec dość niewielkiego pokoju. Jego mieszkanie nie było duże, ale nie potrzebował większego. Ważne, że miał duże biurko, na którym mógł rysować i które teraz właśnie prezentowało sobą, ile pracy w to wkładał. Szkice walały się zresztą nie tylko na jego blacie, ale i na szafkach.
— Posadź tę pijaczynę tutaj — powiedział, jakby sam był całkiem trzeźwy. — To co pijemy dalej? — zapytał, podchodząc do kuchni, która była połączona z niewielkim salonem. Zerknął do szafki z jasnego drewna. Ogólnie starał się utrzymywać w domu jasne barwy. — Mam jakąś tequilę, Martini… — zaczął wyliczać.
Mike podszedł do niego i objął go w pasie od tyłu. Chłopak zareagował dopiero po chwili, odwracając głowę i zerkając na niego spod długich włosów.
— Hm? — Zamrugał.
— Wiesz, że cię nie przelecę, nawet jak mnie spijesz. Prawda?
— A taki miałem plan? — Gospodarz zaśmiał się, ale ponownie odwrócił się w stronę szafki, ukrywając zmieszanie. Przełknął ślinę. Kumpel był podły, że tak go obejmował, ale i tak nie chciał się odsuwać.
— To dobrze, że nie miałeś — Mike klepnął go w ramię i wyciągnął sobie z szafki butelkę tequili.
Charlie bardzo niechętnie się od niego odkleił i wyciągnął z lodówki lód, a z szafki szklanki. Nie lubił rozmawiać o tym z przyjacielem, bo wiedział, że ma do niego słabość i nie zawsze udawało mu się to ukryć, co było wybitnie frustrujące.
— Katy chyba już nie pije, co? — zmienił temat, patrząc na dwie szklanki w swojej ręce.
— Ty teoretycznie też nie powinieneś, ale przecierpię i potrzymam ci włosy, gdy będziesz bełtać — zażartował starszy chłopak, biorąc solniczkę i kilka cytryn do alkoholu. — Masz zamiar pić normalnie, czy robisz sobie jakiegoś drinka? — spytał, zerkając na szklanki.
— Ty mi zrobisz, bo ja nie trafię do szklanki. — Charlie wyszczerzył się i zaniósł wszystko do stolika. — A ty też nie taki święty, skoro ostatnio tańczyłeś nachlany na barze. Chciałbym to zobaczyć! — zaśmiał się, odsuwając Kate trochę na bok i siadając na kanapie.
— Pewnie głównie to, że tańczyłem w samych bokserkach. — Mike zabrał się za robienie drinka. Sobie nalał do kieliszka.
— Ooo! — zawołał z uciechą chłopak, przeczesując włosy do tyłu. — Striptiz im tam robiłeś?
— Coś w tym stylu. Najpierw chciałem się pochwalić smokiem… a potem samo tak wyszło.
Charlie roześmiał się jeszcze głośniej i wziął gotowego drinka do ręki. Pomógł sobie drugą, bo miał wrażenie, że zaraz go upuści, a miękki, beżowy dywan u ich stóp kupił ledwie tydzień temu. Gdzieś na przecenie.
— Mój smok rzeczywiście ma wiele zalet, skoro pozwolił ludziom pooglądać twoje ciałko. Zdrowie. — Uniósł szklankę.
— Zdrowie — potaknął Mike i napił się, nie zapominając o soli i cytrynie.
Charlie napił się zdrowo i zamruczał z zadowoleniem.
— Dobre.
Mike kiwnął głową na znak zgody.
— Słuchaj, Charlie. Mam do ciebie pytanie. Tylko szczera odpowiedź, okej?
— No jasne. — Chłopak zamrugał, patrząc, jak mu się zdawało, prosto w jego oczy.
— Ty lecisz na mnie czy na moje ciało? — zapytał Mike, nalewając sobie kolejny kieliszek.
— Yyy… — Charlie za to zatrzymał się ze szklanką w drodze do ust, nie mając pojęcia, co powiedzieć. Alkohol nie pomagał mu w wymyśleniu szybkiego zejścia z tematu.
— Miało być szczerze — przypomniał mu kumpel, który właśnie uraczył się kolejnym kieliszkiem tequili.
— Ale po co? — jęknął Charlie, pochylając głowę i pozwalając włosom opaść na oczy.
— Powiedziałeś „no jasne”. Więc odpowiadaj. — Mike był twardym rozmówcą i nigdy nie dawał zejść z tematu, jeśli sam tego nie chciał.
Charlie westchnął.
— No… masz seksowne ciało — skłamał. Powiedzenie, że podobał mu się Mike sam w sobie, wydawało mu się nie na miejscu, skoro byli kumplami od tak dawna.
Mike zmierzył go czujnym spojrzeniem.
— Spójrz na mnie.
Charlie przygryzł wargę i uniósł na niego wzrok, nie odsuwając jednak włosów. Mike więc pochylił się w jego stronę i odgarnął mu włosy tak, żeby widzieć jego oczy.
— Kłamiesz — stwierdził po chwili analizy.
Charlie odepchnął jego rękę i wcisnął się bardziej w oparcie kanapy.
— Nie powinieneś zadawać tego pytania. Nie chcę, żeby przeze mnie coś się między nami spierdoliło — burknął i zaczął nerwowo bawić się breloczkiem.
Mike westchnął i usiadł obok niego. Nie przejmował się tym, że od kumpla śmierdzi alkoholem. Sam też w tym momencie nie był najświeższy.
— Spierdolić to by się mogło, gdybym się przestraszył, że się tak na mnie gapisz. A teraz… Cóż. Będziesz musiał się z tym męczyć. A w ogóle… Długo już masz na mnie taką fazę? — spytał, jakby nigdy nic.
Charlie stwierdził, że musi się jeszcze napić, dlatego wychylił do końca szklankę i podsunął Mike’owi, żeby mu dolał. Był skrępowany tą rozmową i wolał sobie nie wyobrażać, jak bardzo by się czerwienił, gdyby obgadywali ten temat na trzeźwo. To było coś, co ukrywał lata, co było jego dużym problemem w trakcie apogeum tej tragicznej miłości. A teraz zwyczajnie rozmawiali o tym przy butelce tequili.
— No… jakoś zawsze mi się podobałeś.
— Zawsze, zawsze? Matko, ale ile czasu my się już znamy? — Mike oparł się o oparcie kanapy, zakładając ręce na kark zaraz po tym, jak nalał Charliemu.
Chłopak od razu wypił spory łyk i aż nim wstrząsnęło.
— No, ładnych parę lat. Ale albo ktoś ci się podoba, albo nie. To fakt, tak po prostu. Nie wybierałem, no — dodał z wyrzutem w głosie.
— To przyznam, że nieźle się trzymasz z nieokazywaniem swoich uczuć, bo ja, jak na jakąś laskę lecę, to… — machnął nadgarstkiem, jakby się oparzył. — Jest gorąco.
Charlie parsknął cicho.
— Tak, wiem, ideał od razu bierze się do roboty i oczywiście żadna nie widzi sensu w stawianiu się takiej osobistości.
— Dobrze, że ty widzisz sens. — Mike uśmiechnął się do niego.
Charlie zapatrzył się na chwilę na niego, po czym niespodziewanie sam przybrał poważny wyraz twarzy.
— Nie lubisz, kiedy zdradzam się z moimi uczuciami do ciebie, a tak mnie podpuszczasz.
— Podpuszczam? — Gość uniósł jedną brew w pytającej minie.
— No, uśmiechasz się tak, jak przed chwilą… — Charlie nie wiedział, jak to ująć. — Rzucasz żarty w stylu „słodziaku”, przy czym mnie miziasz i w ogóle…
W międzyczasie Kate uniosła się pijacko z oparcia i sięgnęła do butelki postawionej na stoliku. Obaj spojrzeli w jej kierunku w wymownym milczeniu. Dziewczyna napiła się, po czym poszła dalej spać. Zajście było na tyle krótkie i oczywiste, że wręcz nie wymagało od nich komentarza.
— To co? Mam się do ciebie nie uśmiechać i nie dotykać cię? — spytał poważnie Mike, postanawiając zignorować to, co zobaczył. Wolał teraz logicznie i rozsądnie wyjaśnić z przyjacielem kwestię jego… zauroczenia.
— Nie rozumiesz — jęknął chłopak. — Możesz po prostu nie robić takich aluzji… jakbyś był zainteresowany czy coś… bo mi trudniej się opanować.
Mike skrzywił się.
— Trudno opanować? To znaczy?
Charlie pokręcił tylko głową z rezygnacją i wypił alkohol do końca. Coraz bardziej odpływał.
— Hej, możesz mnie nie lekceważyć? Bo będzie ci się jeszcze trudniej opanować za chwilę, jeśli nie odpowiesz! — Mike złapał jego szczękę i odwrócił w swoją stronę.
Charlie wyszarpnął się ze złością, choć spojrzał na niego niemal szczenięco.
— Denerwuje cię nawet… — Język mocno mu się plątał. — Takie spojrzenie, jakie ci rzuciłem w barze. A jak tak się zachowujesz… Noż podobasz mi się! — skończył pokrętnie, nie bardzo mogąc myśleć.
— Wiem. I nie denerwuje mnie to, póki jesteśmy sami.
Charlie westchnął, opadając głową na oparcie.
— Czyli teraz mogę wgapiać się w ciebie, jakbym chciał cię schrupać? — Zaśmiał się, mimo powagi rozmowy.
— Powiedzmy. — Starszy chłopak wzruszył ramionami. — Bylebyś tylko nie przeginał.
Chłopak zerknął na niego ciekawsko i uśmiechnął się zadziornie, czego normalnie by nie zrobił. Pochylił się trochę do niego i zapytał:
— To gdzie jest granica?
— A ty gdzie masz granicę, kiedy laski się do ciebie przyklejają?
— Wiesz, że większość znajomych wie. A jak jakaś nieświadoma próbuje, to dopóki się nie przysysa, jest spoko.
— No, to postaraj się nigdy, ale to nigdy nie przekraczać granicy, którą sam wyznaczyłeś do lasek względem mnie. — Mike spojrzał na Charliego nieznoszącym sprzeciwu wzrokiem, czym go wyraźnie zgasił.
— No, przecież cię tak nie dotykam.
— No i tak ma zostać.
Charlie obrzucił go posępnym spojrzeniem, po czym wstał z kanapy i udał się do toalety. Nie obyło się bez porządnego zachwiania i przytrzymania się dla stabilności oparcia kanapy.
Mike był trochę zrezygnowany. Wypił jeszcze jeden kieliszek, po czym wstał, żeby pomóc kumplowi. Nieważne, że ten był gejem i na niego leciał. I tak wypadało odprowadzić go do kibelka.
— Dzięki — wybełkotał Charlie, idąc uwieszony na nim z pochyloną głową. Jakaś taka ciężka się wydawała. — Ale ty już chyba też w niezbyt dobrym stanie — zaśmiał się, wyczuwając od Mike’a kołysanie.
— Piliśmy razem. Niby jak mógłbym być trzeźwy? — ten żachnął się, otwierając drzwi od łazienki i wchodząc tam razem z chłopakiem.
Charlie tylko zachichotał i oparł się jedną ręką o ścianę, stając w miarę prosto, żeby się odlać.
— Katy szybko coś zeszła, a pewnie miałeś ochotę na numerek, co?
— Mówiłem ci już, że nic nas nie łączy. Tak naprawdę to przyprowadziłem ją, bo strasznie chciała ciebie poznać. — Mike zaśmiał się i zanotował sobie w myślach, żeby nigdy nie upić się przy Charliem na tyle, żeby być zdanym na jego łaskę albo niełaskę. Kumple kumplami, ale wiedział, że każdy facet działa tak samo.
— A dlaczego tak chciała mnie poznać? — spytał Charlie, patrząc na niego i kręcąc przy tym głową, jakby miało mu to pomóc w ustawieniu ostrości. W międzyczasie skończył i umył nieporadnie dłonie.
— Bo chyba przedstawiłem cię w zbyt pozytywnym świetle. A do tego jesteś całkiem ładny. Laski lecą na ciebie.
Mike otworzył drzwi i puścił tatuażystę przodem, żeby móc przy tym kontrolować jego ruchy. Charlie wyszedł i odwrócił się od razu do niego zamaszyście, przez co musiał oprzeć się dłonią o jego klatkę piersiową.
— Mm, same dobre rzeczy o mnie opowiadałeś? — zamruczał, przy okazji uśmiechając się szeroko po uwadze o swoim wyglądzie.
— Poza tym, że jesteś marudny i masz wysokie mniemanie o swojej pseudo sztuce, to głównie same plusy. Chociaż nie wiem, po cholerę to mówiłem. Nie zmienię cię i tak, przyprowadzając ci śliczną dziewczynę.
— A chciałbyś, żebym się zmienił? — spytał chłopak, uwieszając się na jego boku.
— Pewnie ułatwiłoby to kilka spraw.
— No, pewnie nie bałbyś się teraz, że mogę cię na przykład pocałować — rzucił Charlie żartobliwym tonem, ale patrzył na niego niemalże wygłodniałym wzrokiem.
Mike skrzywił się.
— No, na przykład.
— Nie bój się, nie zrobię tego. Chociaż ciacho z ciebie jakich mało. — Alkohol zupełnie rozwiązywał mu język. — Chyba muszę sobie szybko znaleźć kogoś, kto mi odwróci od ciebie uwagę.
— Nie będę czuć się zazdrosny, nie martw się. — Mike uśmiechnął się. — I wiesz co?
— Co?
— Słyszenie od kumpla takiego samego tekstu jak od laski w klubie jest dość… specyficzne. — Zaśmiał się.
— Oj, nie porównuj mnie do lasek. — Charlie stuknął go pięścią w ramię, drugą ręką mocniej się na nim opierając.
— Ale gadasz jak laska w tej chwili, to co mam cię nie porównywać? A do tego masz taki sam gust jak większość z nich.
— Na pewno nie tylko mi się podobasz, jeżeli chodzi o gejów — odparł chłopak, bełkocząc nieco. Aż nagle się do niego przytulił, opierając większy ciężar ciała na jego ramionach, kiedy splótł mu ręce za karkiem.
— Super, bardzo mnie to cieszy, ale… — mruknął Mike sarkastycznie, krzywiąc się. — Wiesz, że… właśnie się na mnie uwiesiłeś?
— Wiem… — Charlie opadł czołem na jego ramię i zaśmiał się. — Ustać już sam nie mogę.
— Może to znaczy, że pora już iść spać, Charlie…
— Chyba żartujesz. Za dobrze mi — wymruczał tatuażysta. I tak dobrze się trzymał jak na swój stan. Musiał mieć dużo samokontroli, skoro przez tak długi czas nie rozpędzał się przy Mike’u, a w obecnym stanie nie zrobił jeszcze nic przesadnie głupiego.
Mike za to miał na tę sytuację trochę inne zdanie. Mniej pozytywne.
— Tak, tak, cudownie, ale puść mnie.
— Egoisto, zaprowadź mnie do łóżka przynajmniej — poprosił młodszy chłopak, odsuwając od niego tylko głowę i patrząc swoimi brązowymi oczami na jego przystojną twarz.
— Kpisz?
— No, sam nie dojdę. — Przygryzł wargę. Ciepło ciała kumpla przenikające przez cienki materiał koszulki niesamowicie na niego działało.
— Czyli jednak kpisz — skwitował Mike cierpiętniczo.
Chwycił go w pasie, odwracając tak, żeby chłopak był przyczepiony tylko do jego ramienia, a nie do niego całego. Po tym ruszył w stronę sypialni.
Charlie położył mu głowę na ramieniu i pozwolił się prowadzić. Mm, jak dobrze, pomyślał. Mógłby się od niego w ogóle nie odlepiać.
Weszli do niewielkiej, bardzo jasnej sypialni, a Mike, delikatnie mówiąc, rzucił Charliem na łóżko. Chłopak opadł na materac ze stęknięciem, czując, jak świat przez moment wiruje zdecydowanie za szybko. Aż go zamuliło w żołądku, ale się opanował. Zerknął pijacko w górę na kumpla.
— Mike…?
— Błagam, tylko nie mów, że będziesz bełtać. — Drugiemu chłopakowi ramiona opadły ze zrezygnowania.
— Nie wiem — przyznał Charlie i zaśmiał się. — Ale coś za bardzo wiruje.
Uniósł się ostrożnie do tyłu na łóżku i położył na plecach, a włosy częściowo zasłoniły mu zarumienione policzki. Nawet nie miał sił ich odsunąć.
— Dobra, przyniosę ci miskę i idź spać — odparł gość i wyszedł, by po chwili wrócić i postawić miskę na podłodze obok łóżka.
— Nie chcę spać. — Charlie otworzył jedno oko o brązowym kolorze tęczówki. — Chodź, zwal się tu obok. Pogadamy jeszcze.
— Nie ma mowy. Jesteś pijany i nieobliczalny.
— Ty też jesteś pijany. Co będziesz wracał tak późno? Możesz u mnie spać. No siadaj, Miiiike — zajęczał.
— Wolę kanapę. Katy będzie z tobą spać.
— Będziesz ją tu taszczyć? Nie komplikuj. — Charlie pokręcił głową i uśmiechnął się do niego. — No, nie bój się mnie.
— Nie boję się ciebie, tylko twoich ust i rąk! — prychnął Mike.
— A jak obiecam, że nic nie zrobią?
— Jesteś pijany. Po chuj mi twoje obietnice?
— Właśnie, nie jestem w stanie nic zrobić, bo ledwo mogę się unieść, głupku.
Mike wykrzywił z niezadowoleniem usta. Nie był przekonany.
— Nie powinienem ci ulegać — mruknął, ale zdjął buty i położył się na drugim końcu, na szczęście dwuosobowego, łóżka.
— Mam dar przekonywania — uznał Charlie popatrując na niego ciekawsko. — Tak wygodniej niż na kanapie. A Katy pewnie teraz wisi, gdzie śpi.
— Dziewczynę powinno się kłaść na łóżku, a nie zostawiać samej na kanapie. — Mike zmierzył go spojrzeniem z irytacją, która u niego była na porządku dziennym.
— Chyba przeceniasz swoje siły, skoro uważasz, że w swoim stanie przyniósłbyś jej bezwładne ciało tutaj. — Mówiąc to, Charlie popatrzył łakomie na jego brzuch widoczny pod nieco podwiniętą koszulą.
Mike chwilę myślał, po czym niechętnie pokiwał głową, przyznając mu rację. Teraz już na sto procent był pewien, że nie powinien pić więcej niż to, co wlał w siebie w Sunset. Ale z Charliem zawsze tak się kończyło. Już chyba powinien się do tego przyzwyczaić.
Tatuażysta niezdarnie uniósł się wyżej i przesunął na środek łóżka, zbliżając bardziej do Mike’a.
— No, widzisz. Dlatego tyle nie kombinuj — rzucił z uśmiechem i opadł głową na poduszki tuż przy jego ramieniu.
— Charlie, nie przeginaj. — Mike starał się zmrozić go spojrzeniem. Cholera, że po pijaku jakoś to nie działa.
— Hm? A co takiego robię? — Gospodarz uniósł do niego wzrok, opierając przy tym policzek na jego skórze.
— Zbliżasz się do mnie coraz bardziej?
— No i? Spici hetero też śpią na sobie i jakoś się nie plują — odpowiedział chłopak z rozbawionym wyrazem twarzy, równocześnie delektując się dotykiem jego skóry. Mike jest taki seksowny z tym wyrazem twarzy…
— No, właśnie. Spici hetero. A ja tu widzę tylko jednego hetero — mruknął dość nieprzyjemnie Mike, ale nie ruszył się z miejsca.
— Ale ten drugi nie-hetero jest spity i ma prawo się na kogoś zwalić — zaargumentował młodszy chłopak i podsunął się wyżej, już teraz po prostu przylegając do jego ramienia.
— Ale ten hetero nie jest tym zachwycony.
— Mike — jęknął Charlie, zerkając mu w oczy. — Pozwól się tylko przytulić.
— A później co? Pozwól mi się tylko pocałować? Nie ma mowy.
Charlie odruchowo zerknął na jego usta, ale zaraz potem z powrotem uniósł wzrok w górę.
— Tylko przytulić — powtórzył, przyklejając się do niego mocniej, jakby Mike miał zaraz się spod niego wyszarpnąć i uciec.
Ten przygryzł dolną wargę, zastanawiając się.
— Co z tego będę miał? — Jak zwykle myślał tylko korzyściach.
— A co być chciał?
— To nie jest odpowiedź.
— Zrobię cokolwiek zechcesz. — Charlie uśmiechnął się do niego, wręcz nie wierząc, że ma szansę na bliższy kontakt z kimś, w kim bujał się kilka lat.
— Pójdziesz ze mną na heterycką imprezę i wyrwiesz jakąś laskę? — Mike zaśmiał się, nie mogąc sobie czegoś takiego wyobrazić.
Charlie najpierw poczuł się skonsternowany, a potem parsknął śmiechem.
— Dlaczego, mogąc dostać wszystko, wymyśliłeś akurat poniżenie mnie?
— Nie wiem. Taka natura?
— Ale to za trudne… Albo wymyśl coś innego, albo dopłacasz buziaka.
— Nie było mowy o targowaniu się. — Mike zaśmiał się i podniósł, tym samym odsuwając się od kumpla.
— Wiesz, że ja się do tego nie nadaję. Robisz to specjalnie — jęknął Charlie. — No, ale pieprzyć to, nie uciekaj mi tylko. — Wyciągnął do niego ręce.
— To mam rozumieć, że umowa stoi? — Starszy chłopak uśmiechnął się podstępnie i położył z powrotem na łóżko.
— Stoi, stoi. — Charlie pokiwał głową, myśląc teraz tylko o seksownym ciele Mike’a. Przysunął się do niego nieporadnie. — Zdejmiesz chociaż koszulę?
— Wyłudzacz — mruknął Mike i ponownie wstał z łóżka. Podszedł do drzwi i zamknął je. Mimo że wątpił, żeby Kate wstała pierwsza, jakoś nie miał ochoty, by ich zobaczyła razem w łóżku. Nim doszedł z powrotem do Charliego, zdjął nie tylko koszulę, ale i ciemne spodnie, aby wygodniej mu się spało.
Charlie usiadł na materacu i otaksował go łakomym wzrokiem, zwilżając wargi językiem. Och, jakie on ma ciało! Może i był po prostu zbyt zauroczony kumplem, ale uważał, że jest genialne. Opalone, z mocno zaznaczonymi kośćmi biodrowymi, a do tego ładnie wyrzeźbiona klatka piersiowa.
— Jesteś taki cholernie seksowny…
— Bez komentarzy. Suń się — Mike niemal warknął, machając do niego, żeby się posunął i zrobił mu miejsce pod kołdrą.
Charlie zrobił to, samemu też zdejmując ubranie i ukazując w całości swój imponujący tatuaż, który zajmował mu całe ramiona, tors i plecy. Sam już w ciszy kontemplował ciało Mike’a, kiedy ten wchodził na łóżko.
Starszy chłopak wsunął się pod kołdrę i położył się na plecach. Jakoś ta pozycja wydawała mu się w miarę bezpieczna w obliczu napalonego na niego geja. Ten, nie czekając na nic, przylgnął do niego, kładąc się na jego piersi i obejmując ręką w pasie. Mike przetarł twarz dłonią. Nie wierzył, że się na to zgodził. Już był pewien porannego, moralnego kaca.
Młodszy chłopak wtulił twarz w jego szyję i zamruczał, równocześnie lekko poruszając palcami po jego rozgrzanej skórze na biodrze. Mm, jak dobrze…
Niespodziewanie poczuł palce drugiego chłopaka na swoich plecach. Wyraźnie znaczyły jakieś kształty.
— Nadal nie mogę wyjść spod wrażenia, jak on wygląda.
Charlie zadrżał pod jego dotykiem i poczuł, jak serce mu przyspieszyło. Uśmiechnął się.
— Sam go zaprojektowałem, to jest imponujący.
— Nie chwal się. Sam dobrze wiesz, że zaprojektować a zrobić to zupełnie inna bajka.
— A co ci się w nim najbardziej podoba?
— To, że wygląda, jakby ci się naprawdę jarały plecy. I ta róża… — Przesunął po niej placami.
Cały tatuaż chłopaka na plecach stanowił feniks, który zajmował miejsce od karku aż po kość ogonową. Przez środek kręgosłupa przechodziła róża, której splątane pnącze pełne cierni rysowało się na tle ogona ognistego ptaka. Za to płomienie z jego skrzydeł wychodziły na ramiona i pięły się przez całe ręce wraz z pnączami. Do tego wszystkiego jeszcze trzeba było dodać serce na środku klatki piersiowej, w które wbity był kołek.
Charlie poczuł, że ten dotyk zaczyna go za bardzo pobudzać. Kurwa, niedobrze. Ale to takie przyjemne.
— No… Nie tylko plecy się jarają, ramiona też — rzucił, nie wiedząc, co powiedzieć, bo skupił się na tym elektryzującym dotyku.
— Wiem — odparł dość sucho Mike i położył rękę już luźno na jego ramieniu. — Idź spać.
Charlie przygryzł wargę i przylgnął do niego bardziej.
— Jesteś zły? — spytał, z twarzą wciąż wtuloną w zgięcie jego szyi.
— O co?
— Nie wiem. O tę sytuację? — Przesunął leniwie dłonią po jego boku.
— No, nie jestem zachwycony. Ale potraktuj to jako akt miłosierdzia z mojej strony — odparł kąśliwie Mike, a Charlie w odpowiedzi pomiział go nosem po skórze na szyi i musnął ją ustami.
— Charlie, noo! — Mike odsunął od razu głowę w drugą stronę, więc chłopak przeniósł się z ustami na jego ramię i złożył na nim bardzo delikatny pocałunek.
— Tylko troszkę — szepnął.
— Nie ma tylko troszkę. Po cholerę to robisz? — warknął starszy chłopak, znowu zaczynając się irytować.
— Bo nie mogę się powstrzymać. Pomyśl, że ty lecisz na jakąś laskę, a ona pozwala ci się tak przytulić. Też byś leżał spokojnie?
Mike zacisnął zęby, po czym westchnął i pokręcił głową.
— Nie. Ale ja nie jestem jakąś cholerną laską, którą możesz sobie obmacywać.
— Mike — szepnął Charlie i znowu musnął jego ramię. — Ale jesteś taki gorący… Jakoś tak samo się dzieje… — To głaskał go na przemian, to całował w skórę.
Mike szarpnął się, odsuwając się jeszcze kawałek.
— Kurwa, Charlie, przestań, bo wyjdę!
Chłopak spojrzał mu w oczy, chociaż wciąż zaszklonym od alkoholu wzrokiem. Cholera, jak mam się przy nim opanować?!
Zacisnął zęby i skinął głową, po prostu się do niego przytulając i nie robiąc nic.
— Przepraszam — mruknął, kładąc policzek na jego torsie, jakoś nagle wybitnie sfrustrowany. Wiedział, dlaczego nie szło mu szukanie kogoś na dłużej. Za dużo myślał o swoim kumplu.
— Pójdź po prostu spać. — Mike westchnął, ponownie kładąc rękę na jego ramieniu, choć trochę bardziej niepewnie.
— Mhm. — Młodszy chłopak przylgnął do niego ciaśniej i zamknął oczy, skupiając się na tym objęciu.
Mike wziął głębszy oddech, przymykając oczy. A w ciszy, która nastała, Charlie delektował się możliwością przytulania się w ten sposób do kumpla. Do czasu, aż zapadł w głęboki, przyjemny sen.

25 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 1 – Kiedy świat wiruje…

  1. Katka pisze:

    Annormal Polibeton, no tak, zrobiłaś sobie nieźle pod górę z tymi książkami XD Bo jeśli uda Ci się wytrwać z naszym tasiemcem, to czeka Cię wiele godzin na czytaniu… Ale w ogóle to witamy serdecznie! Bardzo nam miło, że tak szybko po pierwszym spojrzeniu na tekst coś do nas napisałaś :) Faktycznie, pierwszy rozdział FDTS był napisany 7 lat temu (bo od 6 lat publikujemy, lecz piszemy roczek dłużej) i na pewno wiele tam jest braków. Ale mamy nadzieję, że jednak historia w jakiś sposób Cię porwie. Jeśli nie ta konkretna, to może jakieś pozostałe, bo opowiadań mamy sporo, więc bardzo serdecznie zachęcamy do przeczytania! :) Będziemy czekać na wiecej opinii od Ciebie! :)

  2. Annormal Polibeton pisze:

    Nienawidzę samej siebie, bo znowu to zrobiłam – wypożyczyłam pięć książek z biblioteki, a potem znalazłam jakiegoś internetowego tasiemca i teraz mam dylemat, bo nie wiem, w co ręce wsadzić. Na razie zostaję z Waszym tasiemcem i zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie.

    Co mogę powiedzieć po pierwszym rozdziale? Czytało się całkiem przyjemnie. Jest trochę literówek, zdania są raczej proste i mało rozbudowane, ale mam na uwadze, że to tekst sprzed sześciu lat, NO WIĘC. O fabule na razie milczę (bo i o czym tu się wypowiadać po lekturze jednego rozdziału?) i idę dalej.

  3. Katka pisze:

    Tigram, porównanie do ciastka urocze XD Choć taką zasadę osobiście mam bardziej z orzeszkami. O dziwo ciastko wystarczy jedno, ale jak już się zje jednego orzeszka… to chociażby się nimi bełtało, to się wpierdala następne XD Okej, zeszłam z tematu, w każdym razie rozumiem :)

  4. TigramIngrow pisze:

    No bo Kat, noooo.
    Człowiek zapomniał już trochę jakim rozkosznym słodziakiem jest Charlie, skoro on non stop z Rushem.
    A bonus… cóż, to tak jak z ciastkiem. Niby masz ochotę na jedno, ale jak zjesz to jednak opierdoliłabyś cały słoik. A tu więcej już nie ma.

  5. Katka pisze:

    Tigram, hehe, tuli się i mizia, bo bardzo tego tutaj potrzebuje. Wiesz, nie ma nikogo, a jest jak głupi zakochany w kumplu. Więc… no dzieje się samo. Haha, a ten niedosyt Charliego… Bonus chyba miał za zadanie własnie ukoić tęsknotę do niego, ale widzę, ze efekt odwrotny XD

  6. TigramIngrow pisze:

    Och, to jest takie słodkie jak Charlie się do niego tuuuuuli i mizia. Kurde, po tym bonusie aż mam niedosyt na Charliego. Potrzebuję go zdecydowanie więcej, częściej i dłużej. I właśnie takiego tulenia słodkiego mi brakuje. Echhhhh….

  7. Katka pisze:

    Yuu, największe wyzwanie przed Tobą XD Dobrze, że tematyka Cię przyciąga, to chyba podstawa. Zaraz za kreacjami bohaterów. A skoro jesteś Jasonem… haha, och, słodko :D Mam nadzieję, że go polubisz XD Choćby z czasem, hehe. Za błąd – dzięki, poprawiłam :) Przy czym, pozwól, że Cię ostrzegę – FDTS było pisane daaawno temu. Przy czym staram się poprawiać je od początku – jest tam MASA literówek. Jestem przy rozdziale 24, więc od niego… no mogą się posypać błędy, więc po pierwsze – przepraszamy za nie; po drugie – staraj się ignorować XD Bo zakładam, że jednak szybciej będziesz czytać, niż ja poprawiać :) No ale, ale, trzymam kciuki, aby Ci się podobało! :) Miłego czytania i pozdrawiamy serdecznie :)

  8. Yuu pisze:

    No witam w kolejnym opku! ^ ^ Jak obiecałam- zabieram się za ‚FDTS’
    Jak na początek wydaje się dość ciekawe. Poza tym uwielbiam piercing i gdybym mogła to byłabym cała zakolczykowana. Na tatuaż na razie sie nie zgodze, poza tym tchórzliwa jestem XD No, więc strasznie mnie interesują dwie rzeczy więc jestem ciekawe. huehu huehu. Wgl nwm co to, ale w tym waszym ‚tescie’ [zakladka ‚zabawy’] wyszło mi że jestem niejakim Jasonem, toteż tym bardziej mnie do tego ciągnęło.
    Oł, przyczepię się:
    ”— Nadal nie mogę wyjść spod wrażenie, jak on wygląda.”- spod wrażenia kochane :3
    No więc rozpoczynam swoją przygodę z tym opkiem. Czeka mnie ‚trochę’ do nadrobienia, ale sądzę, ze dam radę ^ ^
    Pozdrawiam.

  9. Kohaku pisze:

    hmm początek jakoś mnie nie zachęcił ale czytając dalej odkrywałam zalety waszego opka :) Mike wymiata, ale chyba Charli chyba m coś w sobie, że tak dał mu się obmacać ;D ah ta męska przyjaźń :P
    uciekam do kolejnego rozdzialiku :)

  10. mary pisze:

    Na poczatek male usprawiedliwienie- nie mam polskich znakow w dniu dzisiejszym;(
    Hmm…powiem tak- sam poczatek nie zapowiadal takiego potencialuXD
    Tak jak opisy miejsc i wprowadzenie watku zalozenia studia tatuazu wydaja mi sie malo dopracowane- to relacje miedzy bohaterami, ich emocje, reakcje na „bodzce” i sam opis tych postaci sa, krotko mowiac, bardzo ale to bardzo wciagajace;D I ten erotyzm…. wyczuwalny i krecacy;)
    Shiv- bede czytac dalej!

  11. Katrina Conquista pisze:

    „- Zawsze do usług, słodziaku – pomiział go pod brodą dla zgrywy, po czym poczochrał włosy z łobuzerskim uśmiechem.”

    !!??! I to jest ten hetero? Bo ja nie czaję…

    „- No okropny z niego bydlak. Nie dość, że bogaty, inteligentny i przystojny, to jeszcze z takim seksownym tatuażem. – Katy rozbawiona, figlarnie przygryzła wargę, patrząc to na jednego to na drugiego.”

    „Ciekawy” ten Mike… samotny, taka fajna laska pod bokiem, a on nic ;p

    „– Masz niezdrowy system wartości, mój drogi.
    – Wiem, ale lubisz to – zaśmiał się Mike, ponownie go czochrając.”

    To brzmi jak flirt…

    „- Mhm, jak razem pracowaliśmy, to pieprzyliśmy się codziennie w magazynku – parsknął.”

    Hahahhah!! YEAH XDDD <3

    W ogóle Awwww! Czyżby Charlie miał jakiś wielki crush na Mike'a!? :D

    (Z innej beczki: "- Pewnie gównie to" KHEM XD "GŁÓWNIE" XD Inaczej wyszło coś bardzo dziwnego.)

    "zaśmiał się i zanotował sobie w myślach, żeby nigdy nie upić się przy Charliem na tyle, żeby być zdanym na jego łaskę albo niełaskę. Kumple kumplami, ale wiedział, że każdy facet działa tak samo."

    HUEHEHueheu!!! :DDD

    Trochę drań z Charliego, tak się lepić do HETERO przyjaciela :P

    Zresztą Mike dowiedział się od Charliego, że się w nim kocha, od DAWNA i daje mu się macać i pocałować?! :P Baardzo nie w porządku…

    "Ale potraktuj to jako akt miłosierdzia z mojej strony – odparł kąśliwie Mike." Żaden to akt miłosierdzia, dawać palec, zakochanemu w sobie człowiekowi, wiedząc, że nie ma co liczyć na rękę…

    No nic, może jutro przeczytam kolejny rozdzialik :D

  12. Moredis pisze:

    Yay, urooooczeeeee xD ale Charlie ma przesrane O.O leżeć w łóżku z facetem, który mu się podoba i nie móc zrobić nic więcej niż przytulić się…Współczuję mu szczerze O.O Ciekawe co wyjdzie z tego podrywu laski, jutro poczytam kolejny rozdział, z nadzieją, że albo Mike magicznie zmieni orientację, albo Charlie wyrwie transwestytę wyglądającego jak kobieta xD

  13. mszynisz pisze:

    Muahaha, genialnie napisane!! :D
    Uwielbiam postać Mike’a bo jest taki jakiś mocno skomplikowany emocjonalne (głównie seksualnie) xDDDD Super postaci! I główny bohater może nie jest idealny ale można go polubić od samego początku :D

    Gratuluję świetnych pomysłów!!! :D

  14. Yume pisze:

    Co by tu naskrobać. Muszę przyznać, że podobało mi się. Widać, że zabieracie się do tego z pomysłem, że kroi się jakaś szersza akcja, a nie „on poznał jego więc najdalej w drugim odcinku skończą w łóżku”. No, tutaj też faktycznie skończyli… Ale przynajmniej w dużo innym znaczeniu :-). Liczę na to, że nie rozczarujecie mnie dalszymi pomysłami… ;]. Bohaterowie wydają się do polubienia, nawet ten paskudny manipulator Charlie ;-). A drobne wpadki językowe nie przeszkadzają w płynnym czytaniu. Innymi słowy, dobrze napisane :-).

  15. zimowe pisze:

    komentuję bo obiecałam choć bez obiecywania też bym skomentowała. Wspólczuję Mike’owi bo albo jest bardzo dobrym wyrozumiałym kumplem z zamiłowaniem do samodręczenia albo ma poważny kryzys tożsamości że aż tak sobie pozwala. Niemniej jednak lubię jego teksty i charakter ma fajny jak na razie. A Charlie? Oprócz tego oczywiście że straszliwie zazdroszczę mu tatuaży na całym niemal ciałku, to ładnie mi się wyobraża… mmmm… fajnie by było jakby został raczej taki marudny ale męski jak na początku. tą przylepność po pijaku można mu wybaczyć [ niektóre moje kace moralne prześladują mnie do dziś więc jestem wyrozumiała] Ogółem chodzi o to żeby był FACETEM a nie podopiecznym Willyego Wonki z słodziuśką czekoladą w wypielęgnowanej łapce;] P.S swoją drogą schizowy paring Wonka i charlie w fabryce rozpu…ups… czekolady. ktoś chętny do napisania?

  16. mitsuchii pisze:

    Świetnie napisane i wciągające. :> czekam na ciąg dalszy. Oby jak najszybciej!

  17. wampisia pisze:

    no i mi się baaardzo podoba i w ogóle, i mam nadzieję, że będziesz mnie informowała o nowościach, a w ogóle to sobie RSSa ustawię i czekam na więcej, bo sesja się już skończyła, i Mike rzeczywiście nie zachowuje się jak na heteryka przystało, a Charlie jest słodki i mrau!

  18. Aneś pisze:

    No bo halo! Który hetero by dał się tak macać i w ogóle? I zadawała pytania, czemu gej na niego leci i czy chodzi o same ciało, czy też o jego ‚wnętrze’ – proszę nie myśleć o tyłeczku XD

  19. Berniak pisze:

    Ane s: całkowicie się zgadzam co do Mike’a XD

    Gratuluję pierwszego posta, dziewczyny:)

  20. Aneś pisze:

    Hmmm… Może zanim zacznę wychwalać, to czegoś się czepię XD
    Tatuator najczęściej sam robi wzór, który będzie tatuował, no chyba ze klient przyniesie gotowy. Nie powinno być tak, ze Thomas robił wzór i dał go Charliemu XO
    „- Ale ten drugi nie-hetero jest spity i ma prawo się na kogoś zwalić –” ; „- Stoi, stoi – pokiwał głową Charlie, myśląc teraz tylko o seksownym ciele Mike’a.” – robiłyście to specjalnie? XD

    A tak w ogóle, to… Kiedy następna część? XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s